Powodem wtorkowej decyzji Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy była
nieusprawiedliwiona nieobecność obojga oskarżonych - powiedział rzecznik Sądu Okręgowego w Warszawie sędzia Wojciech
Małek. Dodał, że sąd uznał za niewystarczające usprawiedliwienie
Sakiewicza, który napisał sądowi, że "jest na ślubie przyjaciół za
granicą", a jego zastępczyni Katarzyna Hejke nie podała powodów
niestawiennictwa.
REKLAMA
Według prawa, sąd może wtedy albo ukarać oskarżonych grzywną,
albo też nakazać doprowadzenie ich przez policję na następny
termin, po uprzednim zatrzymaniu. Kolejny termin rozprawy to 14
grudnia. Małek podkreśla, że decyzja jest nieprawomocna; można
złożyć na nią zażalenia.
Sakiewicz uważa decyzję sądu za "błędną i skandaliczną", bo
"musi
być ona odebrana jako próba zamknięcia ust +GP+". Jednak, jak
powiedział, nie zdecydował jeszcze, czy się odwoła. "Naradzimy
się w tej sprawie jeszcze z adwokatami. Myślę jednak, że taka
decyzja sądu być może warta jest uszanowania. Skoro sąd uważa, że
dziennikarze powinni siedzieć w więzieniach, to być może warto to
uszanować, żeby opinia publiczna w Polsce i na świecie to
zobaczyła" - powiedział.
"Do rangi symbolu urasta fakt, że kierownictwo +GP+ spędzić ma w
areszcie 13 grudnia (dzień później odbyć ma się rozprawa). Fakt
ten każe zastanowić się, czy wypowiedzi o nowym 13 grudnia po
odsunięciu od władzy zwolenników IV RP, były faktycznie
bezpodstawne" - napisał Sakiewicz w swym blogu.
Sakiewicz mówi, że nie stawił się, bo jest za granicą, co
przekazał sądowi adwokat, a do Hejke informacja o rozprawie w
ogóle nie dotarła. "Odbyło się już kilka rozpraw. Do tej pory
stawiałem się na wszystkich" - powiedział. "Mamy do czynienia ze
sprawą z powództwa prywatnego i zastosowanie tak ostrych środków
chyba nie ma precedensu w przypadku kogoś, kto się zawsze stawia
na rozprawy. Poza tym ja nie jestem przestępcą, nigdy za nic nie
byłem skazany. Nie widzę powodu, dla którego miałbym być
traktowany jak ktoś, kto morduje czy gwałci" - oświadczył.
"Sąd musi stosować przepisy, a każdy oskarżony ma się stawić na
rozprawę" - replikuje Małek. Podkreśla, że we wtorek odbyła się
pierwsza rozprawa, wcześniej były tylko posiedzenia pojednawcze i
próby mediacji. Nie chciał komentować zarzutów Sakiewicza wobec
sądu.
"TVN zwróci się do sądu z apelem, by nie stosował takich środków
wobec dziennikarzy" - powiedział rzecznik TVN Karol Smoląg.
Szef Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP Miłosz Marczuk w
specjalnym oświadczeniu przypomniał, że SDP od dawna chce
likwidacji art. 212 kk - przewidującego do 2 lat więzienia za
pomówienie w mediach o "postępowanie lub właściwości, które mogą
poniżyć kogoś w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania
potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju
działalności". "Absurdem jest utrzymywanie w kodeksie karnym
przepisów, na podstawie których można uwięzić dziennikarza za
słowo" - dodał.
Przeciwko Sakiewiczowi i Hejke toczy się proces karny z art. 212
kk, wytoczony z oskarżenia prywatnego przez spółkę TVN za artykuł
pt. "WSI na wizji" z października 2006 r. Napisano w nim, że Milan
Subotić z TVN doradzał przy akceptacji programów publicystycznych
stacji, m.in. programu "Teraz My" - gdzie ujawniono rozmowy Renaty
Beger z politykami PiS, oraz że od 1984 r. współpracował on z
wywiadem wojska PRL, a od ok. 1993 r. - z WSI. "Oficerem
prowadzącym Suboticia był Konstanty Malejczyk, były szef WSI,
później związany z Samoobroną i Andrzejem Lepperem" - podała
"GP".
TVN w akcie oskarżenia zarzuca obojgu dziennikarzom, że sposób
zredagowania artykułu i jego zawartość insynuują, że służby
specjalne miały wpływ na przebieg programu "Teraz My" oraz
fałszywie zarzucają mu stronniczość, co godzi w dobre imię spółki
i jej dziennikarzy.
Niedawno ruszył też proces cywilny z powództwa Suboticia, który
żąda od "GP" przeprosin za podanie, jakoby był agentem WSI, a jako
sekretarz programowy TVN miał wpływ na program, w którym ujawniono
"taśmy Beger". Subotić przyznaje się do kontaktów z wywiadem
wojskowym PRL, zaprzecza zaś, by był agentem WSI oraz by
manipulował programem "Teraz my".
Subotić uważa, że raport z weryfikacji WSI bezpodstawnie wymienia
go jako agenta WSI. Pozwał już MON za raport (ten proces jeszcze
nie ruszył). Za zarzuty, jakoby na zlecenie WSI miał manipulować
programem z "taśmami Beger", pozwał też prof. Andrzeja
Zybertowicza, doradcę premiera ds. bezpieczeństwa.
Pytany na procesie cywilnym przez Sakiewicza, czemu wcześniej nie
ujawnił swemu pracodawcy związków z wywiadem PRL, Subotić odparł,
że "nie było takiej potrzeby". Dopytywany przez Sakiewicza, czy
już po artykule "GP" przyznał się w TVN do związków ze służbami
PRL, Subotić odparł: "Byłem w takim szoku po tych kłamstwach, że
nie pamiętam, co i kiedy mówiłem pracodawcy". Sakiewicz
przypomniał wtedy, że Suboticia odsunięto od funkcji sekretarza
programowego TVN, gdy w końcu - po ujawnieniu przez media jego
teczki IPN - przyznał się do podpisania zobowiązania z wywiadem
wojskowym PRL. "Ale nie za rzekome związki z WSI" - replikował
Subotić.
pap, ss