Według sądu, Macierewicz działał w granicach prawa, nie jako
osoba prywatna, ale urzędnik państwowy - szef Komisji
Weryfikacyjnej ds. WSI i mówił o urzędowym dokumencie
opublikowanym przez prezydenta - raporcie z weryfikacji WSI.
Dlatego pozew o ochronę dóbr osobistych nie mógł być skuteczny -
uzasadniała sędzia Janina Dąbrowiecka.
REKLAMA
Wyrok nie jest prawomocny, można się od niego odwołać. Nie
wykluczył tego we wtorek pełnomocnik spółki i Wejcherta, mec.
Grzegorz Radwański. Zapowiedział, że po analizie pisemnego
uzasadnienia orzeczenia zapadnie decyzja, czy będzie apelacja.
Macierewicz powiedział PAP, że wyrok jest "jedynie słuszny" w tej
sytuacji prawnej, bo nie można pozwolić na paraliż organu państwa,
jakim jest Komisja Weryfikacyjna ds. WSI.
ITI oraz Wejchert uznali za nieprawdziwe sugestie Macierewicza z
wywiadu dla "Rzeczpospolitej", udzielonego tydzień po
opublikowaniu przez prezydenta raportu z weryfikacji WSI.
Macierewicz w wywiadzie dla "Rz", pytany o twarde dowody na
poparcie tezy, że koncern ITI powstał dzięki wojskowym służbom
specjalnym, zapewnił, że już je przedstawił i odesłał do zeznań
Grzegorza Żemka, b. dyrektora FOZZ (skazanego za przywłaszczenie
wielu milionów z kasy Funduszu; przyznał on, że był
współpracownikiem wojskowych służb o pseudonimie "Dik" - PAP).
"Raport ujawnia nowe fakty i zeznania, które opisują mechanizm
powstawania koncernu medialnego ITI, pokazują, jak był w to
zaangażowany Zarząd II Sztabu Generalnego, czyli wywiad
komunistyczny" - mówił Macierewicz.
Gdy prowadząca wywiad dziennikarka zapytała: "gdzie papiery" na
poparcie zeznań Żemka, Macierewicz odpowiedział: "Dlaczego
zeznania Żemka złożone pod przysięgą przed komisją nie są dla pani
wiarygodne? Przypominam: gdyby kłamał, groziłoby mu osiem lat
więzienia. A on mówi wyraźnie: były dwie dziedziny wykorzystywane
przez wywiad do lokowania agentury na Zachodzie - międzynarodowy
obrót produktami rolnymi i media. W związku z tym - zeznaje Żemek -
polecono mu znaleźć ludzi, z pomocą których można było stworzyć
koncern medialny. Znał Wejcherta, zwrócił się do niego. Zapytał
centralę, czy Wejchert może być. Powiedziano mu, że już z nimi
współpracuje i jest dobry. Zaczęli tworzyć koncern medialny. To
jest nieinteresujące?"
Tymi słowami poczuł się dotknięty Wejchert i pozwał Macierewicza,
jako osobę prywatną. Podobnie postąpiła spółka ITI. Obaj powodowie
żądali od Macierewicza przeprosin w prasie i po 100 tysięcy zł na
cel charytatywny. Zarzucali b. likwidatorowi WSI nadszarpnięcie
reputacji spółki przez podanie nieprawdziwych informacji o niej i
jej założycielach.
O oddalenie obu powództw wnosił na poprzedniej rozprawie
pełnomocnik Macierewicza, mec. Andrzej Lew-Mirski. "Macierewicz
nie miał wpływu na podjęcie decyzji o opublikowaniu raportu z
weryfikacji WSI, a w wywiadzie prasowym posługiwał się on
wyłącznie siatką pojęciową z raportu" - mówił.
We wtorek sędzia Dąbrowiecka uzasadniając orzeczenie podkreśliła,
że Macierewicz nie występował w prasie jako osoba prywatna, lecz
jako "umocowany zgodnie z prawem urzędnik państwowy", który
wypowiadał się "w zakresie dokumentu urzędowego, jakim jest
raport" i w związku ze swoją funkcją.
"Nie można więc mówić o wykazaniu przez powoda bezprawności
działania" - argumentował sąd podkreślając, że dokument urzędowy
chroni domniemanie prawdziwości i autentyczności, czego nie
obalono, podobnie jak nie obalono zgodności z prawem trybu i formy
powołania Macierewicza na stanowisko państwowe.
Mec. Radwański zauważył po wyroku, że w sprawie treści raportu z
weryfikacji WSI toczy się osobny proces z powództwa ludzi ITI
przeciw Skarbowi Państwa (reprezentowanego przez MON) i tam
prawnicy dowodzą nieprawdziwości tez z raportu autorstwa
Macierewicza. W tej sprawie niebawem może dojść do ugody między
Wejchertem a MON. Strony prowadzą tajne negocjacje jej treści,
których efektów na razie nie ujawniają.
Macierewicz w rozmowie z PAP podkreślił, że to szósty proces,
jaki wygrał z ludźmi opisanymi w raporcie. Zaznaczył, że te pozwy
mają za zadanie "zdezawuować raport z weryfikacji WSI i proces
ujawniania prawdy o penetracji świata polityki, biznesu i mediów
przez te służby".
"Ja nie mam zamiaru dyskredytować osób, które zdecydowały się na
współpracę z Sowietami i WSI, ale jako członek i przewodniczący
Komisji Weryfikacyjnej miałem obowiązek ujawniać nazwiska tych,
którzy w różnej formie współdziałali z tymi służbami. Podkreślam,
że ustawa nie mówi tylko o tajnej współpracy, ale o różnych jej
formach" - dodał.
ab, pap