Zarzuty, które wydział Prokuratury Krajowej w Łodzi przedstawił
Pinkasowi, dotyczą okresu, gdy pełnił on funkcję zastępcy
dyrektora ds. klinicznych i organizacyjnych Instytutu Kardiologii
im. Prymasa Tysiąclecia Kardynała Stefana Wyszyńskiego w
Warszawie. Religa przed objęciem resortu zdrowia w rządzie PiS
kierował Instytutem.
REKLAMA
Naczelnik wydziału przestępczości zorganizowanej Prokuratury
Krajowej w Łodzi Bogumiła Tarkowska potwierdziła, że profesor
przesłuchiwany był w charakterze świadka, ale nie chciała mówić o
szczegółach.
Po przesłuchaniu Religa przyznał, że był zaskoczony szerokim
zakresem przesłuchania i brakiem pytań prokuratury związanych z
osobą jego byłego zastępcy. "Zaskoczony jestem, że zakres rozmów
był tak szeroki, dotyczył tak wielu spraw i że w ogóle sprawa
osoby doktora Pinkasa nie była dzisiaj brana pod uwagę.
Powiedziałem prokuratorowi, że jestem rozczarowany, że nie
rozmawiamy o doktorze Pinkasie, o którym chciałem mówić same dobre
rzeczy" - mówił Religa.
Przyznał, że nadal nie zna dokładnie zarzutów stawianych
Pinkasowi, a na podstawie tego przesłuchania nie widzi
najmniejszego powodu, żeby zmieniać swoje zdanie na jego temat. O
Pinkasie mówił, że jest to "fantastyczny człowiek, ambitny, który
chce iść do przodu, angażujący się i oddany pracy bez reszty".
Dodał, że prawdopodobnie kolejny raz zostanie przesłuchany w
łódzkiej prokuraturze w tej sprawie 14 maja.
Religa przyznał, że sprawy poruszane podczas przesłuchania
dotyczyły lat 2001-2005. "Sprawy dotyczyły niektórych przetargów w
Instytucie i mojej wiedzy na ten temat" - mówił.
"Jestem człowiekiem, który nigdy nie wycofuje się z własnych
decyzji. Wszystkie decyzje kierunkowe w Instytucie Kardiologii
były przeze mnie podejmowane. Outsourcing to decyzja wyłącznie
Religi. Natomiast takie rzeczy jak przetarg, wykonanie przetargu,
to ludzie, którzy brali udział w przetargu. Ja już wtedy nie
miałem z tym nic wspólnego. Natomiast wszystkie kierunkowe decyzje
to jest moja odpowiedzialność" - podkreślił.
Pytany przez dziennikarzy, czy ma wrażenie, że prokuratura
interesuje się także jego osobą, Religa odparł, że jeżeli "się
interesuje mną, to jest mi bardzo miło. Natomiast tu ja nie widzę
ani śladu zagrożenia dla mojej osoby" - powiedział.
Raz jeszcze podkreślił, że podjąłby teraz takie same decyzje jak
wówczas, kiedy był szefem Instytutu. "To były bardzo mądre i dobre
decyzje. Zastałem Instytut Kardiologii z zadłużeniem 28 mln zł,
zadłużenie co rok spadało, a w 2006 roku - dwa miesiące po tym,
jak zostałem ministrem, było już na zero. Kierunek działań
zapoczątkowanych w Instytucie przeze mnie był prawidłowy. Decyzje
zasadnicze, przełomowe jak np. outsourcing były istotnymi
decyzjami, korzystnymi dla Instytutu" - zapewnił b. szef placówki.
Przypomniał, że na jego prośbę w 2005 roku ministerstwo zdrowia
przeprowadziło kontrolę outsourcingu wykazując, że Instytut
zyskuje na tym rocznie ponad milion złotych.
Religa przyznał, że jego gabinet został wyremontowany za
pieniądze firmy zewnętrznej, podobnie jak wiele innych pomieszczeń
Instytutu. "W założeniach przetargowych było, że firma, która
wygra, ma za określone pieniądze wyremontować pomieszczenia w
Instytucie. Jak się okazuje, limit finansowy na to przeznaczony
nie był do końca wykorzystany i w związku z tym postanowiono te
niewykorzystane pieniądze przeznaczyć na remont gabinetu dyrektora
Instytutu" - powiedział.
Zaznaczył, że gabinet to takie samo miejsce pracy jak każde inne
pomieszczenie w Instytucie.
Prokuratura wezwała b. ministra na świadka po tym, jak po
ujawnieniu informacji o zatrzymaniu Pinkasa i postawieniu mu
zarzutów prof. Religa zapowiedział, że będzie chciał zgłosić się
do śledczych, by odnieść się do zarzutów postawionych jego byłemu
współpracownikowi.
Przed przesłuchaniem Religa mówił, że ma bardzo dobre zdanie o
Pinkasie. "W dalszym ciągu trudno mi przypuszczać, że był on
włączony w jakąś sprawę korupcyjną" - powiedział. Dodał, iż gdyby
w sądzie okazało się inaczej, to będzie to jego "psychologiczna
porażka".
Podkreślił, że nie ma sobie nic do zarzucenia w tej sytuacji.
Przyznał, że to on złożył Pinkasowi propozycje objęcia funkcji
wicedyrektora Instytutu, a później wiceministra zdrowia. W jego
ocenie były to "mądre i dobre decyzje".
Według prokuratury Jarosław Pinkas w związku z pełnieniem funkcji
publicznej przyjął co najmniej 55 tys. zł i wieczne pióro warte
prawie 3 tys. zł w zamian m.in. za ułatwienie jednej ze spółek
wygrania przetargu zorganizowanego w Instytucie. Miał on również
zażądać od firmy, która wygrała przetarg na świadczenia w zakresie
diagnostyki laboratoryjnej w latach 2003-2005, pokrycia kosztów
remontu pomieszczeń służbowych, zajmowanych przez ówczesnego
dyrektora Instytutu. Koszt remontu wyniósł prawie 55 tys. zł.
B. wiceminister trafił na trzy miesiące do aresztu. Nie przyznaje
się do winy. Jego obrońca wniósł zażalenie na areszt. Według
prokuratury, Pinkasowi grozi kara do 10 lat więzienia.
Wraz z nim zarzuty korupcyjne usłyszały jeszcze dwie osoby
pracujące w Instytucie Kardiologii. Są to: kierownik pracowni
chemii klinicznej Danuta G. oraz kierownik zakładu biochemii
klinicznej Instytutu Dariusz S. Wobec tej dwójki zastosowano
poręczenie majątkowe i zakaz opuszczania kraju.
Zarzuty mają związek ze śledztwem dotyczącym nieprawidłowości
dotyczących organizowania przetargów na dostawę sprzętu medycznego
i odczynników oraz konkursów związanych z tzw. outsourcingiem dla
publicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej (ZOZ) z terenu całego
kraju. Śledztwo obejmuje lata 2001-2007; w jego trakcie - według
prokuratury - zbadano nieprawidłowości związane z działalnością
spółek branży diagnostyki laboratoryjnej: DPC Polska, Diag System
oraz Diagnostyka z Krakowa.
Ustalono, że przedstawiciele firm, w zamian za korzystne
rozstrzygnięcia konkursów dotyczących przejęcia laboratoriów
szpitalnych w całym kraju oraz przetargów na dostawę sprzętu
medycznego i odczynników laboratoryjnych, wręczali korzyści
majątkowe i osobiste pracownikom publicznych ZOZ-ów.
Do tej pory zarzuty w tej sprawie postawiono ponad 30 osobom.
Wśród podejrzanych są osoby pełniące kierownicze funkcje w
spółkach medycznych, przedstawiciele handlowi tych spółek,
kierownicy i dyrektorzy szpitali oraz laboratoriów szpitalnych, a
także m.in. funkcjonariusz policji i lekarz.
pap, ss, ab