Chodzi o unijną dyrektywę z 2004 roku o równym
traktowaniu kobiet
i mężczyzn, która zakazuje bezpośredniej i pośredniej
dyskryminacji ze względu na płeć. Zakazuje ona również
molestowania seksualnego. Termin jej wprowadzenia minął w grudniu
zeszłego roku, ale KE w wydanym w czwartek w zeszłym tygodniu
komunikacie twierdzi, że dotąd nie dostała informacji z Polski o
przedsięwziętych krokach.
REKLAMA
"Dyrektywa ta odgrywa podstawową rolę w realizacji
jednego z
celów Unii Europejskiej, jakim jest przeciwdziałanie dyskryminacji
ze względu na płeć. Została jednogłośnie zatwierdzona przez
państwa członkowskie. Cel unijnych dyrektyw nie może być jednak
osiągnięty, jeśli nie są w pełni i właściwie transponowane do
prawa krajowego" - oświadczył komisarz ds. równości szans Vladimir
Szpidla.
"Informacja o implementacji ustawy została wysłana do Brukseli
przez Urząd Komitetu Integracji Europejskiej" - zapewniają w
Brukseli polskie źródła dyplomatyczne. Przyznają jednak, że obecny
stan prawny w Polsce nie jest w pełni zgodny z przepisami dyrektywy.
Jak
podkreśla Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, dotąd w
Polsce poza Kodeksem Pracy nie ma regulacji, która zakazywałaby
dyskryminacji ze względu na płeć, a także wiek, pochodzenie
społeczne, wyznanie, orientację seksualną itp. Zakaz dyskryminacji
istnieje w Konstytucji RP, ale ponieważ nie ma do niego przepisów
wykonawczych, dotąd trudno było skutecznie bronić się przed
dyskryminacją.
Projekt ustawy antydyskryminacyjnej, nad którą prace trwały dwa
lata, został już zaaprobowany przez Komitet Ekonomiczny Rady
Ministrów. Ma ona nie tylko zapewnić zgodność polskiego prawa z
unijnymi przepisami w dziedzinie równości płci, ale będzie o wiele
szersza i bardzo szczegółowa. Gdy wejdzie w życie, każdy, kto
poczuje się dyskryminowany, będzie mógł, w zakresie przewidzianym
w ustawie, dochodzić swych praw w sądzie cywilnym i domagać się
odszkodowania. Co do zasady to sprawca będzie musiał udowodnić, że
jego zachowanie nie było dyskryminujące. Fakt dyskryminacji
zgłaszany będzie policji.
KE dała Polsce dwa miesiące na powiadomienie o krokach
w związku
z zastosowaniem dyrektywy. Jeśli uzna odpowiedź za
niezadowalającą, grozi skierowaniem sprawy do unijnego Trybunału
Sprawiedliwości w Luksemburgu.
Podobne ostrzeżenia dotyczące z wprowadzeniem
dyrektywy dostało
już kilkanaście krajów UE. Tymczasem w środę KE ogłosi nową
inicjatywę w tej dziedzinie: projekt kompleksowej dyrektywy
obejmującej niepełnosprawność, wiek, religię lub światopogląd oraz
orientację seksualną, która uzupełni pakiet istniejących w UE
przepisów antydyskryminacyjnych.
Obecnie unijne prawo zakazuje jakiejkolwiek
dyskryminacji tylko w
miejscu pracy. Ponadto obowiązują dyrektywy w sprawie równego
traktowania kobiet i mężczyzn oraz zakazu dyskryminacji ze względu
na pochodzenie rasowe lub etniczne.
pap, keb