Według administracji USA ma to przyczynić się do rozładowania
kryzysu z wysokimi cenami ropy.
Oznajmiając swoją decyzję przed
Białym Domem, Bush
wezwał Kongres, aby jak najprędzej uchwalił ustawę znoszącą
analogiczny zakaz w legislaturze.
REKLAMA
"Restrykcje władz wykonawczych dotyczące
wydobycia ropy zostały
zniesione. Oznacza to, że między amerykańskim społeczeństwem a
tymi ogromnymi zasobami ropy jest już tylko działanie
amerykańskiego Kongresu. Piłka jest teraz po stronie Kongresu" -
powiedział prezydent.
Zakaz wierceń w szelfie - głównie chodzi tu o Zatokę
Meksykańską
i Ocean Spokojny w pobliżu Kalifornii - wprowadzono w latach 80.
ze względu na ochronę środowiska.
Światowe ceny ropy były wtedy kilkakrotnie
niższe niż obecnie,
kiedy sięgają 145 dolarów za baryłkę.
Dysponujący większością w Kongresie
Demokraci są na ogół
przeciwni zniesieniu zakazu. Przeciwko wypowiedział się m.in.
kandydat tej partii na prezydenta Barack Obama. Argumentował, że
wiercenia przybrzeżne mogą przyczynić się do zwiększenia produkcji
ropy i spadku jej ceny dopiero za kilka lat.
Podobnie jak inni Demokraci, Obama
opowiada się za intensyfikacją
badań nad alternatywnymi źródłami energii.
Zwolennicy eksploatacji podkreślają,
że USA muszą zmniejszyć swą
zależność od importu ropy. Zwracają też uwagę, że przy obecnych
technikach wydobycia z dna mórz i oceanów ryzyko katastrof
ekologicznych jest dużo mniejsze niż 20-30 lat temu.
Bush wezwał także Kongres
do zniesienia zakazu eksploatacji ropy
w arktycznym rezerwacie przyrody na Alasce.
pap, keb