Zachodni, w tym polscy, komentatorzy często wyolbrzymiają rezultaty walk wewnętrznych w kołach rządzących Rosji. Rosyjska tradycja utajniania życia politycznego jest tak silna, że o tych zmaganiach niewiele wiadomo. Można więc pisać wszystko, bo ze strony rosyjskiej nie będzie ani zaprzeczenia, ani potwierdzenia. Walki wewnętrzne w niewielkim stopniu wpływają na politykę zagraniczną Rosji. Obecnie inicjatorem i decydentem w sprawach polityki zagranicznej jest Władimir Putin.
REKLAMA
Kto następnyMówiąc o Rosji, należy pamiętać, że ani za carów, ani za komisarzy Rosja nie była normalnym krajem. Tak jak imperium Czyngis-chana, Rosja bogaciła się i rosła w potęgę kosztem tych krajów i terytoriów, które podbijała. Świat nie chce kupować rosyjskich zegarków czy samochodów, ubrań czy butów. Pseudobadania pseudobiologów Miczurina czy Łysenki doprowadziły rolnictwo do katastrofy. Rosja nie produkuje niczego prócz broni i żołnierzy. Rządzący Rosją używali swojej potężnej armii do podbijania nierosyjskich terytoriów, a następnie sprzedawali bogatym krajom surowce będące własnością podbitych narodów. Dzieje się tak do dziś.
Rosja chciałaby osiągnąć w Gruzji trzy cele. Po pierwsze, pokazać, że nie pozwoli jej flirtować z Zachodem w sprawie NATO i ukarać ją ekonomicznie za tego rodzaju próby. Po drugie, oderwać od Gruzji Osetię Południową i Abchazję i przyłączyć je do Federacji Rosyjskiej lub przekształcić w kraje satelickie. Po trzecie, uniemożliwić funkcjonowanie rurociągów naftowych, które miały być częścią systemu uniezależniającego Europę od rosyjskiej ropy (40 proc. energii zużywanej przez UE pochodzi z Rosji). Zamknięcie tych rurociągów lub ich kontrola (13 sierpnia 2008 r. oba rurociągi przechodzące przez Gruzje były zamknięte) sprawi, że rosyjski monopol na dostarczanie ropy i gazu dla Europy będzie się umacniał.
Jeżeli Rosji uda się zainstalować w Gruzji marionetkowy rząd, można się spodziewać, że następnym krajem, który padnie jej ofiarą, będzie Ukraina. Nie można wątpić, że kiedyś przyjdzie kolej i na Polskę.
Pierwszy rozbiór GruzjiObawiam się, że protesty Zachodu w sprawie Osetii Południowej i Abchazji będą minimalne. Teraz przypominają zapewnienia Neville’a Chamberlaina w 1939 r. w stosunku do Polski. Nie widać żadnych dowodów, że rząd Busha ma zamiar podjąć kroki przeciwko de facto anektowaniu tych terytoriów. Nie słychać o żadnej pomocy wojskowej dla Gruzji. Za swoje dwa tysiące żołnierzy w Iraku Gruzini otrzymali od Busha jedynie zapewnienia o sympatii i zaproszenie na herbatkę. Z kolei UE jest zainteresowana głównie zażegnaniem wojny i ustanowieniem pokoju za wszelką cenę. Tę cenę oczywiście zapłaci Gruzja. Rozejm zafundowany Gruzji przez prezydenta Sarkozy’ego jest niczym innym jak pieczątką przyłożoną do „pierwszego rozbioru Gruzji".
Adolf Putin
Zachodni, w tym polscy, komentatorzy często
wyolbrzymiają rezultaty walk wewnętrznych w kołach rządzących Rosji. Rosyjska
tradycja utajniania życia politycznego jest tak silna, że o tych zmaganiach
niewiele wiadomo. Można więc pisać wszystko, bo ze strony rosyjskiej nie będzie
ani zaprzeczenia, ani potwierdzenia. Walki wewnętrzne w niewielkim stopniu
wpływają na politykę zagraniczną Rosji. Obecnie inicjatorem i decydentem w
sprawach polityki zagranicznej jest Władimir Putin.
Kto następny
Mówiąc o Rosji, należy
pamiętać, że ani za carów, ani za komisarzy Rosja nie była normalnym krajem. Tak
jak imperium Czyngis-chana, Rosja bogaciła się i rosła w potęgę kosztem tych
krajów i terytoriów, które podbijała. Świat nie chce kupować rosyjskich zegarków
czy samochodów, ubrań czy butów. Pseudobadania pseudobiologów Miczurina czy
Łysenki doprowadziły rolnictwo do katastrofy. Rosja nie produkuje niczego prócz
broni i żołnierzy. Rządzący Rosją używali swojej potężnej armii do podbijania
nierosyjskich terytoriów, a następnie sprzedawali bogatym krajom surowce będące
własnością podbitych narodów. Dzieje się tak do dziś.
Rosja chciałaby
osiągnąć w Gruzji trzy cele. Po pierwsze, pokazać, że nie pozwoli jej flirtować
z Zachodem w sprawie NATO i ukarać ją ekonomicznie za tego rodzaju próby. Po
drugie, oderwać od Gruzji Osetię Południową i Abchazję i przyłączyć je do
Federacji Rosyjskiej lub przekształcić w kraje satelickie. Po trzecie,
uniemożliwić funkcjonowanie rurociągów naftowych, które miały być częścią
systemu uniezależniającego Europę od rosyjskiej ropy (40 proc. energii zużywanej
przez UE pochodzi z Rosji). Zamknięcie tych rurociągów lub ich kontrola (13
sierpnia 2008 r. oba rurociągi przechodzące przez Gruzje były zamknięte) sprawi,
że rosyjski monopol na dostarczanie ropy i gazu dla Europy będzie się
umacniał.
Jeżeli Rosji uda się zainstalować w Gruzji marionetkowy rząd,
można się spodziewać, że następnym krajem, który padnie jej ofiarą, będzie
Ukraina. Nie można wątpić, że kiedyś przyjdzie kolej i na Polskę.
Pierwszy rozbiór Gruzji
Obawiam
się, że protesty Zachodu w sprawie Osetii Południowej i Abchazji będą minimalne.
Teraz przypominają zapewnienia Neville’a Chamberlaina w 1939 r. w stosunku
do Polski. Nie widać żadnych dowodów, że rząd Busha ma zamiar podjąć kroki
przeciwko de facto anektowaniu tych terytoriów. Nie słychać o żadnej pomocy
wojskowej dla Gruzji. Za swoje dwa tysiące żołnierzy w Iraku Gruzini otrzymali
od Busha jedynie zapewnienia o sympatii i zaproszenie na herbatkę. Z kolei UE
jest zainteresowana głównie zażegnaniem wojny i ustanowieniem pokoju za wszelką
cenę. Tę cenę oczywiście zapłaci Gruzja. Rozejm zafundowany Gruzji przez
prezydenta Sarkozy’ego jest niczym innym jak pieczątką przyłożoną do
„pierwszego rozbioru Gruzji".
Gdyby prezydent Bush rzeczywiście
chciał pomóc Gruzji, mógłby podjąć różne działania. Na przykład za obietnicę
zaniechania aneksji Osetii Południowej i Abchazji mógłby zaoferować Rosji
odwołanie planowanej budowy tarczy antyrakietowej w Polsce. Mógłby również
powiedzieć Putinowi, że jeżeli ten będzie okupował Gruzję, Ameryka wyda miliardy
dolarów na dozbrojenie niektórych postsowieckich republik.
Ameryka wygrała
zimną wojnę dzięki swojej ekonomicznej przewadze, która umożliwiła jej
zbudowanie i umieszczenie w RFN systemu pocisków dalekiego zasięgu (Pershing
II). Niestety, obecnie brakuje na Zachodzie mężów stanu pokroju Ronalda Reagana
czy Helmuta Kohla. Bush jest powszechnie uważany za najgorszego prezydenta USA w
historii. Jego całkowite poddanie się sugestiom tzw. neokonserwatystów z Dickiem
Cheneyem i Paulem Wolfowitzem na czele doprowadziło Amerykę do katastrofalnej
wojny w Iraku. Wojna ta jednak jest korzystna dla Rosji, gdyż spowodowała wzrost
cen ropy do 140 dolarów za baryłkę. Wysoka cena ropy wzbogaciła Rosjan w sposób
niespodziewany i wręcz bajeczny. Putin odbudował rosyjską armię za dolary, które
dostały się Rosji jako jeden z rezultatów wojny w Iraku, i gotów jest teraz jej
użyć – jak pokazuje gruziński przykład.
Nowy Piotr Wielki
Podczas
gdy Zachodowi brakuje mężów stanu na miarę Reagana czy Kohla, w Rosji jest
sytuacja odwrotna: zamiast słabego i zdezorientowanego Gorbaczowa Rosjanie mają
Putina. Od czasu Piotra Wielkiego Rosja nie miała przywódcy o tak wysokiej
inteligencji politycznej połączonej z prawdziwie rosyjską bezwzględnością.
Podczas gdy Bush marnuje amerykański potencjał w Iraku, przysparzając Ameryce
wrogów w krajach muzułmańskich oraz rujnując swój kraj ekonomicznie, Rosja staje
się raz jeszcze jednym z koszmarnych niebezpieczeństw współczesnego świata.
Nadzieja w tym, że rosyjscy politycy zadecydują, iż dalsze próby rozszerzania
granic Federacji Rosyjskiej przy pomocy sił zbrojnych są dyplomatycznie zbyt
kosztowne i bardziej się opłaca stosować środki ekonomiczne.