Newsletter | Prenumerata | E-wydania | Mobile | RSS
Dołącz do nas:
    
Tutaj jesteś: Strona główna | Tygodnik  Archiwum  Łowcy burz
AWR Wprost
1655Współpraca
AWR Wprost

Łowcy burz

Ponad 500 osób w Polsce może przewidywać burze i tornada trafniej niż zawodowi meteorolodzy
Pierwszy raz usłyszeliśmy o nich, gdy w lipcu 2007 r. tornado nawiedziło Częstochowę. Media ogólnopolskie milczały o zagrożeniu, ponieważ Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej je przegapił. Nikt nie zginął, bo niebezpieczeństwo w porę dostrzegli łowcy burz i poinformowali komercyjne media. Także w tym roku łowcy kilka razy byli szybsi niż IMiGW, ostrzegając przed nawałnicami na swojej stronie internetowej (www.lowcyburz.pl).
– Gdy w naszej okolicy ma wystąpić jakieś groźne zjawisko meteorologiczne, ruszamy w teren, robimy zdjęcia, kręcimy filmy i opisujemy wszystko, co uda nam się zaobserwować. Jeżeli sytuacja jest szczególnie groźna, informujemy media, żeby ostrzegły okolicznych mieszkańców – mówi Jarosław Turała, prezes stowarzyszenia Polscy Łowcy Burz. Podobne stowarzyszenia działają też na Zachodzie. Najliczniejsze jest w USA, gdzie polowaniem na burze zajmuje się prawie 280 tys. wolontariuszy.
Skocz do tekstu
REKLAMA

Pożyteczni fanatycy
Państwowy monopol meteorologów na świecie upadł już wiele lat temu. O tym, że w naszym kraju warto wykorzystać potencjał setek ochotników do budowy takiego systemu ostrzegania o zagrożeniach pogodowych, jaki istnieje w USA, świadczą dziesiątki przykładów, w których informacje od łowców burz okazywały się dokładniejsze niż te od państwowych specjalistów. Do niedawna polscy łowcy burz byli grupą zapaleńców, którzy potrafili w środku nocy wsiąść w samochód i przejechać dziesiątki kilometrów, głównie po to, by poczuć adrenalinę, kiedy kilkadziesiąt metrów od nich uderzają pioruny. Teraz ich grupa przeistacza się w poważne stowarzyszenie, które ma działać na podobnych zasadach jak jego zachodnie odpowiedniki. W Polsce jest już ponad 500 łowców burz, z czego prawie stu to niemal zawodowcy. Wśród nich są strażacy, uczniowie, studenci, przedsiębiorcy, urzędnicy, ale też osoby zajmujące się zawodowo meteorologią.

Dzień Wielkiego Ataku
Pomysł, aby uganiać się za burzami, przyszedł do Polski ze Stanów Zjednoczonych. Popularność ruchowi łowców (storm chasers) przyniósł kataklizm, który 3 kwietnia 1974 r. nawiedził Amerykę. W ciągu zaledwie 18 godzin trzynaście stanów USA zostało zaatakowanych przez 148 tornad. Sześć z nich miało siłę F5 w skali Fujity (co oznacza, że wiatr wiał z prędkością powyżej 419 km/h). Kolejne dwadzieścia cztery miały siłę F4 – prędkość wiatru przekraczała 333 km/h. Ten największy we współczesnej historii kataklizm burzowy (przeszedł do historii jako dzień Wielkiego Ataku – Super Outbreak) pochłonął 320 ofiar i kosztował Stany Zjednoczone 3,5 mld USD.
Podziel się













z dnia: 2014-04-24

Polecamy

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Dodatek
Petelicki. Ostatni strzał
Polecamy
Prenumerata już od 59 zł !
Polecamy

Dodatkowe opcje wyszukiwania:
Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. zamknij
Więcej informacji w naszej Polityce prywatności