W hali przylotów Okęcia na zawodników
czekały tłumy kibiców,
przedstawiciele macierzystych klubów i związków sportowych,
rodziny. Największa grupa fanów witała wicemistrza olimpijskiego w
rzucie dyskiem Piotra Małachowskiego.
Z rodzinnego miasta zawodnika - Bieżunia
przyjechali kibice,
rodzina oraz orkiestra dęta miejscowej Ochotniczej Straży
Pożarnej, w której kiedyś na trąbce grał wicemistrz olimpijski.
REKLAMA
W oczekiwaniu na
przylot, który się opóźnił, orkiestra kilka razy
dała krótki koncert. Małachowskiego witał potężny transparent na
którym widniał napis "Bieżuń wita swojego wicemistrza
olimpijskiego".
Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Piotr Nurowski
podziękował kibicom za wiele przejawów sympatii, jakie zawodnicy
otrzymywali w trakcie igrzysk z kraju.
"Pierwsza część igrzysk była dla nas +pod
górkę+, nie było
medali, dochodziły do nas z kraju głosy krytyczne. Ale upór
zawodników, wola walki sprawiły, że zdobyliśmy dziesięć medali.
Uważam, że generalnie igrzyska w Pekinie były dla reprezentacji
Polski udane, zatrzymaliśmy tendencję spadkową, którą można było w
sporcie od pewnego czasu zauważyć. Świat płynie i biegnie ostatnio
trochę szybciej niż Polska - to trzeba przyznać. Jednak nie wolno
się poddawać, trzeba wyciągnąć wnioski z tego występu i zabrać się
do przygotowań do startu za cztery lata w Londynie" - powiedział
podczas powitania ekipy prezes PKOl.
W imieniu kierownictwa reprezentacji Piotr
Nurowski pogratulował
wzorowej postawy podczas igrzysk całej reprezentacji w wiosce i na
arenach olimpijskich. "Polacy dobrze reprezentowali biało-czerwone
barwy" - dodał szef reprezentacji.
Piotr Nurowski uważa, że miłe niespodzianki
sprawiła grupa
zawodników młodego pokolenia, którzy w Pekinie debiutowali.
"Bardzo wysoko
oceniam start Oli Dawidowicz w kolarstwie górskim,
która pomimo upadku na trasie dzielnie walczyła o jak najlepszą
lokatę i pomagała Mai Włoszczowskiej. Cieszy mnie start w finale
na 110 m ppł. Artura Nogi. Jego piąte miejsce było chyba dla
wszystkich dużym, ale jakże miłym zaskoczeniem" uważa Piotr
Nurowski.
Złoty medalista w gimnastyce sportowej w skoku Leszek Blanik był
zadowolony ze swojego występu, choć nie krył, że walka o tytuł
mistrzowski była bardzo trudna. "Rywale zrobili ogromne postępy i
kilku z nas teoretycznie miało równe szanse. W Pekinie szczęście
dopisało mi, za cztery lata w Londynie, o ile będę tam startował,
wygrać może ktoś inny" - powiedział Leszek Blanik.
Złoty medalista olimpijski
jest wielkim fanem żużla i po
zakończeniu kariery gimnastyka poważnie myśli o zrobieniu
licencji. "Czekamy długo na tytuł mistrza świata wywalczony przez
Polaka, chyba się za to zabiorę" - stwierdził ze śmiechem Blanik.
Tomasz
Majewski, złoty medalista w pchnięciu kulą Pekin będzie
zawsze wspominał bardzo ciepło, ale jak stwierdził: "już jest po
igrzyskach - trzeba myśleć o kolejnych startach."
"Wyniki zbliżone do tego, jaki
uzyskałem w Pekinie, były w moim
zasięgu już od pewnego czasu. Ale byłem wtedy jeszcze na bakier z
techniką i dlatego miałem problemy. Przez ostatnie kilka miesięcy
znacznie się poprawiłem i wygrałem z silną koalicją amerykańską.
Dla nich srebrny medal to porażka narodowa" - uważa złoty
medalista olimpijski w pchnięciu kulą.
Na pytanie, co trzeba zrobić, aby o ponad
pół metra poprawić w
ciągu jednego dnia rekord życiowy, Tomasz Majewski stwierdził
krótko: "Trzeba wejść do koła i walić z całej siły".
Brązowa medalista w
zapasach w kategorii 72 kg Agnieszka
Wieszczek przyznała, że do sportu trafiła przez ... samochody. Jej
ojciec miał warsztat samochodowy, którego bardzo częstym gościem
był trener posiadający stare auto wymagające napraw.
"Kiedyś, gdy miałam 18 lat,
ojciec poprosił trenera, aby zamiast
płacić za naprawę +złomu+, zabrał mnie na obóz sportowy. Tak to
się siedem lat temu zaczęło. Jechałam do Pekinu po cichu marząc o
medalu. Jednak głośno tego nie mówiłam, aby mnie ktoś nie wyśmiał.
Jak widać, marzenia się spełniają" - przyznała Wieszczek, która
trenuje zapasy od siedmiu lat.
pap, keb
Olimpijczycy wrócili do kraju
2008-08-25 19:06
W hali przylotów Okęcia na zawodników
czekały tłumy kibiców,
przedstawiciele macierzystych klubów i związków sportowych,
rodziny. Największa grupa fanów witała wicemistrza olimpijskiego w
rzucie dyskiem Piotra Małachowskiego.
Z rodzinnego miasta zawodnika - Bieżunia
przyjechali kibice,
rodzina oraz orkiestra dęta miejscowej Ochotniczej Straży
Pożarnej, w której kiedyś na trąbce grał wicemistrz olimpijski.
W oczekiwaniu na
przylot, który się opóźnił, orkiestra kilka razy
dała krótki koncert. Małachowskiego witał potężny transparent na
którym widniał napis "Bieżuń wita swojego wicemistrza
olimpijskiego".
Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Piotr Nurowski
podziękował kibicom za wiele przejawów sympatii, jakie zawodnicy
otrzymywali w trakcie igrzysk z kraju.
"Pierwsza część igrzysk była dla nas +pod
górkę+, nie było
medali, dochodziły do nas z kraju głosy krytyczne. Ale upór
zawodników, wola walki sprawiły, że zdobyliśmy dziesięć medali.
Uważam, że generalnie igrzyska w Pekinie były dla reprezentacji
Polski udane, zatrzymaliśmy tendencję spadkową, którą można było w
sporcie od pewnego czasu zauważyć. Świat płynie i biegnie ostatnio
trochę szybciej niż Polska - to trzeba przyznać. Jednak nie wolno
się poddawać, trzeba wyciągnąć wnioski z tego występu i zabrać się
do przygotowań do startu za cztery lata w Londynie" - powiedział
podczas powitania ekipy prezes PKOl.
W imieniu kierownictwa reprezentacji Piotr
Nurowski pogratulował
wzorowej postawy podczas igrzysk całej reprezentacji w wiosce i na
arenach olimpijskich. "Polacy dobrze reprezentowali biało-czerwone
barwy" - dodał szef reprezentacji.
Piotr Nurowski uważa, że miłe niespodzianki
sprawiła grupa
zawodników młodego pokolenia, którzy w Pekinie debiutowali.
"Bardzo wysoko
oceniam start Oli Dawidowicz w kolarstwie górskim,
która pomimo upadku na trasie dzielnie walczyła o jak najlepszą
lokatę i pomagała Mai Włoszczowskiej. Cieszy mnie start w finale
na 110 m ppł. Artura Nogi. Jego piąte miejsce było chyba dla
wszystkich dużym, ale jakże miłym zaskoczeniem" uważa Piotr
Nurowski.
Złoty medalista w gimnastyce sportowej w skoku Leszek Blanik był
zadowolony ze swojego występu, choć nie krył, że walka o tytuł
mistrzowski była bardzo trudna. "Rywale zrobili ogromne postępy i
kilku z nas teoretycznie miało równe szanse. W Pekinie szczęście
dopisało mi, za cztery lata w Londynie, o ile będę tam startował,
wygrać może ktoś inny" - powiedział Leszek Blanik.
Złoty medalista olimpijski
jest wielkim fanem żużla i po
zakończeniu kariery gimnastyka poważnie myśli o zrobieniu
licencji. "Czekamy długo na tytuł mistrza świata wywalczony przez
Polaka, chyba się za to zabiorę" - stwierdził ze śmiechem Blanik.
Tomasz
Majewski, złoty medalista w pchnięciu kulą Pekin będzie
zawsze wspominał bardzo ciepło, ale jak stwierdził: "już jest po
igrzyskach - trzeba myśleć o kolejnych startach."
"Wyniki zbliżone do tego, jaki
uzyskałem w Pekinie, były w moim
zasięgu już od pewnego czasu. Ale byłem wtedy jeszcze na bakier z
techniką i dlatego miałem problemy. Przez ostatnie kilka miesięcy
znacznie się poprawiłem i wygrałem z silną koalicją amerykańską.
Dla nich srebrny medal to porażka narodowa" - uważa złoty
medalista olimpijski w pchnięciu kulą.
Na pytanie, co trzeba zrobić, aby o ponad
pół metra poprawić w
ciągu jednego dnia rekord życiowy, Tomasz Majewski stwierdził
krótko: "Trzeba wejść do koła i walić z całej siły".
Brązowa medalista w
zapasach w kategorii 72 kg Agnieszka
Wieszczek przyznała, że do sportu trafiła przez ... samochody. Jej
ojciec miał warsztat samochodowy, którego bardzo częstym gościem
był trener posiadający stare auto wymagające napraw.
"Kiedyś, gdy miałam 18 lat,
ojciec poprosił trenera, aby zamiast
płacić za naprawę +złomu+, zabrał mnie na obóz sportowy. Tak to
się siedem lat temu zaczęło. Jechałam do Pekinu po cichu marząc o
medalu. Jednak głośno tego nie mówiłam, aby mnie ktoś nie wyśmiał.
Jak widać, marzenia się spełniają" - przyznała Wieszczek, która
trenuje zapasy od siedmiu lat.
pap, keb