W środę "Gazeta Prawna" podała, że Telekomunikacja Polska przestała podłączać
klientom nowe telefony. "Wszystko wskazuje na to, że decyzja operatora jest
częścią planowanych przez zarząd ograniczeń inwestycji grupy kapitałowej TP SA.
Mają one spaść w tym roku do 12-14 procent przychodów, czyli - w najgorszym
przypadku - nawet o 500 mln zł, czyli do 2,1 mld zł" - napisano. Cięcie
inwestycji zarząd Telekomunikacji Polskiej uzasadnia przede wszystkim
działaniami regulatora (UKE), których celem jest obniżka cen usług -
czytamy.
REKLAMA
Zgodnie z dyrektywą unijną z 2002 roku, usługa powszechna to m.in.
utrzymywanie budek telefonicznych, obowiązek podłączania nowych klientów do
sieci i tańsza oferta dla osób niepełnosprawnych. Dyrektywa wymaga również, by
klienci mieli dostęp do biura numerów oraz spisów abonentów. Taką działalność
prowadzi w każdym kraju UE jeden z operatorów telekomunikacyjnych. W Polsce do
świadczenia usługi powszechnej Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE) wyznaczył
Telekomunikację Polską.
"Usługa powszechna jest realizowana, mimo że regulator (UKE) od dwóch
lat odmawia TP przewidzianej prawem dopłaty do jej świadczenia, mającej
rekompensować brak rentowności. Na dopłatę składają się wszyscy operatorzy w
zależności od swojego potencjału, w tym oczywiście największą część wnosi sama
TP" - poinformowali w komunikacie przedstawiciele TP.
"Mimo tych niekorzystnych okoliczności, TP nadal przyłącza nowych klientów i
od ponad roku publicznie nawołuje do stworzenia warunków niezbędnych do rozwoju
i modernizacji sieci w interesie rynku i konsumentów" - dodano.
Rzecznik UKE Jacek Strzałkowski powiedział, że TP ma obowiązek
podłączać do sieci telefonicznej wszystkich tych, którzy chcą korzystać z
telefonu stacjonarnego i zwrócą się do spółki z taką prośbą. "Jeśli spółka nie
realizuje usługi powszechnej, to należą się jej za to kary" - podkreślił.
Dodał, że jeśli operator odmówił komuś podłączenia do sieci, osoba ta powinna
zwrócić się w tej sprawie do UKE. "Jeśli potwierdzą się te informacje, to jest
to dla nas podstawa do kontroli, dlaczego operator nie wywiązuje się z obowiązku
świadczenia usługi powszechnej" - zaznaczył.
Strzałkowski powiedział też, że zgodnie z prawem TP może zwrócić się o
refundację kosztów, które poniosła z tytułu świadczenia usługi powszechnej.
"Musi udowodnić, że były to koszty związane ze świadczeniem usługi powszechnej,
a nie z innym inwestycjami" - wyjaśnił.
Spółce przysługuje dopłata do poniesionych kosztów w przypadku, gdy np.
podłączanie do sieci nowych klientów lub utrzymywanie budek telefonicznych
byłoby dla niej nieopłacalne.
W takiej sytuacji do kosztów TP dopłacać mają firmy telekomunikacyjne,
których przychód przekroczył 4 mln zł w danym roku. Wysokość udziału w dopłacie
nie może przekroczyć 1 proc. przychodów przedsiębiorstwa. Kwotę, jaką mają
zapłacić poszczególne firmy, ustala prezes UKE.
W czerwcu 2007 roku TP zwróciła się do UKE o dopłatę na kwotę 140 mln zł za
okres maj-grudzień 2006 rok, jednak Urząd odmówił przyznania dopłaty. UKE
tłumaczył, że TP nie udowodniła, iż usługa powszechna była nieopłacalna.
Operator odwołał się do sądu. Jak powiedział Strzałkowski, sprawa cały czas
rozpatrywana jest przez sąd.
Wyjaśnił, że UKE rozpatruje natomiast wniosek TP z czerwca ub.r., w którym
operator wnioskował o 220 mln zł dopłaty za świadczenie usługi powszechnej w
2007 r.
ND, PAP