W uzasadnieniu wyroku sędzia Deny Chin powiedział, że brał pod uwagę
konieczność zapłacenia przez oskarżonego za zło, które wyrządził, odstraszające
znaczenie kary oraz potrzebę zadośćuczynienia jego ofiarom, z których wiele
utraciło oszczędności całego życia.
REKLAMA
Wyrok gwarantuje, że 71-letni Madoff nie wyjdzie nigdy na wolność, co - jak
przyznał sędzia - było jego celem.
Adwokat oskarżonego prosił o wyrok 12 lat więzienia, twierdząc, że istnieją
okoliczności łagodzące - m.in. fakt, że Madoff sam oddał się w ręce wymiaru
sprawiedliwości i współpracował z prokuraturą.
Sędzia odrzucił te argumenty. Podkreślił, że oszust wyjątkowo nadużył
zaufania, jakim darzyli go klienci. Przytoczył m.in. list od wdowy po jednym z
nich, która napisała, że Madoff do końca zapewniał go, iż "jego pieniądze są
bezpieczne".
Madoff przyjął karę ze spuszczoną głową. W sądzie zwrócił się w pewnym
momencie do obecnych tam jego byłych klientów i powiedział, że ich przeprasza.
Madoff nazywany jest "oszustem stulecia". Jego "piramida Ponziego", znana od
lat 20. ubiegłego wieku kombinacja polegająca na wydawaniu funduszy otrzymanych
od nowych klientów na spłatę należności poprzednim, była prawdopodobne
największym oszustwem w historii.
Oszust zgodził się sprzedać wiele swoich aktywów; wpływy mają pójść na
częściowe pokrycie strat. Pełne odzyskanie pieniędzy przez ofiary - jak twierdzą
eksperci - jest niemożliwe. Konfiskata obejmie liczne nieruchomości Madoffa,
m.in. luksusowe apartamenty na Manhattanie i w Palm Beach na Florydzie.
Madoff prowadził działalność biznesową - dom maklerski i firmę doradztwa
inwestycyjnego - przez około 50 lat i zdobył sobie zaufanie klientów, przeważnie
członków nowojorskiej elity. Miał na tyle dobrą reputację, że przez pewien czas
był nawet prezesem NASDAQ (elektroniczny rynek papierów wartościowych).
Wielu jego klientów straciło na inwestycjach oszczędności całego życia i żyje
dziś ze skromnych emerytur państwowych. Ofiarami Madoffa były m.in. tak
prominentne postacie jak słynny reżyser filmowy Steven Spielberg i znany pisarz,
kronikarz holocaustu, Elie Wiesel. Do klientów należały też czołowe amerykańskie
fundacje charytatywne.
Komentatorzy zwracają uwagę, że poza Madoffem do odpowiedzialności karnej
pociągnięto w tej aferze tylko jego audytora, chociaż współpracował z wieloma
osobami i podejrzewa się, że przynajmniej część z nich musiała przeczuwać, iż
prowadzi on nielegalne interesy.
Madoff prowadził swoją firmę z dwoma synami i bratem, którym jednak nie
postawiono żadnych zarzutów. Tłumaczą się, że nie wiedzieli o oszustwach. Nie
oskarżono także żony Madoffa, Ruth. Na podstawie umowy z sądem ma ona wyrzec się
roszczeń do ponad 80 milionów dolarów w aktywach rodzinnych, ale zachowa część
majątku.
W śledztwie Madoff podobno nie ujawnił większości szczegółów swej
przestępczej działalności, a zwłaszcza chronił swoją rodzinę.
Ekspert prawny telewizji CNN Jeffrey Tobin powiedział po ogłoszeniu wyroku,
że należało oczekiwać tak surowej kary, "zważywszy na ogrom popełnionego
przestępstwa".
"Madoff mógłby poza tym być bardziej pomocny w ujawnieniu szczegółów swych
kombinacji i zidentyfikowaniu wspólników" - dodał.
Na swoim procesie w marcu Madoff tłumaczył, że "piramidę Ponziego" stworzył
"tymczasowo", sądząc, że uda mu się "wydostać z niej klientów".
Sprawa była szeroko komentowana w USA w kontekście kryzysu finansowego.
Niektórzy zwracali uwagę, że Madoff "przynajmniej przyznał się do winy",
podczas gdy setki bankierów inwestycyjnych, menedżerów, specjalistów z agencji
ratingowych i innych "ekspertów", chciwych, niekompetentnych i odpowiedzialnych
za krach, pozostaje poza zasięgiem wymiaru sprawiedliwości.
ND, PAP