Pełnomocnik
emerytowanego policjanta mec. Jolanta Turczynowicz-Kiryłło złożyła wcześniej wniosek
o zawieszenie prac komisji do czasu zakończenia postępowania, w którym świadek ma
zarzuty lub alternatywnie - o zmianę terminu przesłuchania go do czasu, kiedy "jego
sytuacja będzie klarowna, a status procesowy jasny". Komisja jednogłośnie oddaliła
wnioski. Posłowie nie zgodzili się również na postulat
prawniczki ws. ochrony wizerunku jej klienta, uznając, że istotą prac komisji jest
jawność.
Pełnomocnik argumentowała wnioski o zawieszenie prac komisji lub zmianę
terminu przesłuchania Mindy "uzasadnionym przypuszczeniem, iż rozstrzygnięcia
podjęte w śledztwie w kwestii stawianych świadkowi zarzutów oraz jego rezultaty
mogłyby być przydatne do wszechstronnego zbadania sprawy przez
komisję".
REKLAMA
Przewodniczący komisji Marek Biernacki (PO) przekonywał tymczasem, że
jej obrady są szansą dla świadka na odniesienie się do wszystkich kwestii. "To
miejsce, gdzie przy kamerach, w formie publicznej można bronić się przed zarzutami"
- powiedział. Opinię tę podzielili pozostali posłowie. "Jeżeli świadek uzna, że
dokonywałby samooskarżenia, nie musi składać zeznań, ale jeśli chce przekazać fakty
przemawiające na jego korzyść, ma kapitalną okazję" - mówił Zbigniew Wassermann
(PiS).
Świadek oświadczył jednak, że odmawia składania zeznań. Zadeklarował
jednocześnie, że złoży je na piśmie, gdy zmieni się jego sytuacja
prawna.
Remigiusz Minda jest jednym z trzech związanych ze śledztwem policjantów,
którzy usłyszeli zarzuty "utrudniania śledztwa i niedopełnienia obowiązków
służbowych, skutkujących śmiercią człowieka. Funkcjonariusze m.in. nie
sprawdzili anonimu wskazującego bandytów. Żaden z nich nie przyznał się do
winy.
"Mając do dyspozycji i do wyboru - czy prawo do obrony, czy zeznawanie
przed komisją, powiedzieliśmy, że wybieramy prawo do obrony, bo to jest być, żyć
albo nie być, tam będzie chroniona godność i honor" - powiedziała dziennikarzom
Turczynowicz-Kiryłło.
"Bardzo istotne jest to, że przecież ciągle nie jest
ustalone, czy - a jeśli tak, to kto stał za tym porwaniem. I my wystawiając tutaj
niejako całą swoją wiedzę, możemy się narazić na to, że osoby, które gdzieś tam
+pociągają za sznurki+, utrudnią nam później obronę w postępowaniu karnym" -
dodała.
Jak mówiła, jednym z powodów dla którego postulowała ochronę wizerunku
swego klienta, jest próba zapobieżenia utrwalenia jego negatywnego
obrazu.
Posłowie z komisji skrytykowali zachowanie świadka. Biernacki
wyraził przekonanie, że "na pewno nie opóźni to prac komisji". "Ta komisja obraduje
troszkę w innym stylu niż inne komisje; posłowie +przekopali się+ przez setki tomów
akt i po pierwszych przesłuchania prokuratorów i policjantów było wiadomo, że
komisja nie da się zbyć ogólnymi stwierdzeniami. Szkoda, że świadek, który ma
postawione zarzuty, nie skorzystał z prawa do publicznej obrony, jeżeli czuje się
osobą, która jest pomawiana" - skomentował w rozmowie z dziennikarzami Biernacki.
Ocenił, że zeznania świadka, mogłyby "wzbogacić" komisję i ma nadzieję, że Minda
zmieni zdanie.
"To nadużycie prawa do obrony i wykorzystanie komisji, w sytuacji,
w której można było rzetelnie pomóc jej w wyjaśnieniu tej sprawy, tak naprawdę do
stworzenia propagandy obrończej" - ocenił Wassermann.
Komisja po południu
przesłuchała byłego zastępcę płockiego komendanta miejskiego - Jana Mańkowskiego. W
krótkim oświadczeniu na wstępnie świadek powiedział, że jego rola w sprawie, poza
krótkim czasem kiedy weryfikował dokumenty i wyznaczał zadania ludziom, sprowadzała
się do kwestii logistycznych. Jak wyjaśnił, zajmował się głównie sprawami bieżącymi
w powiecie, w tym "zabezpieczaniem sił i środków na realizację zadań, które
pojawiały się w danej chwili".
Zeznał też, że rozpatrywane były różne przyczyny
zaginięcia Olewnika. Mówił, że brano pod uwagę zarówno działania zorganizowanej
grupy przestępczej, jak i samouprowadzenie, a także "nie pamięta dokładnie co, ale
coś związanego z kobietami". "Włożyliśmy masę pracy w rzeczy, które się nie
potwierdziły, sprawdzaliśmy wiele śladów" - podkreślił. Powiedział, że nie miał
odczucia, iż lansowano tezę o samouprowadzeniu.
Krzysztof Olewnik został uprowadzono w
październiku 2001 r. Sprawcy więzili go przez wiele miesięcy, a ostatecznie zabili,
mimo otrzymanego okupu w wysokości 300 tys. euro. Rodzina Olewników ma pretensje do
władz m.in. o to, że na początkowym etapie sprawy prowadzono ją niefrasobliwie,
zajmowano się pobocznymi wątkami i forsowano wersję o tym, że Olewnik - mając
problemy w biznesie i życiu osobistym - sfingował swoje porwanie.
pap, em