"Była to jedna z najdłuższych i najtrudniejszych spraw, z jakimi przyszło mi
się zetknąć, ale jestem bardzo zadowolona, że udało nam się znaleźć
konstruktywne rozwiązanie dla tego wyjątkowego miejsca i ludzi, którzy tam
pracują. Włożyliśmy wiele pracy, aby zagwarantować rentowność stoczni na długie
lata. Rzeczywista restrukturyzacja jest jedynym sposobem na zapewnienie
stoczniowcom stabilnych miejsc pracy" - oświadczyła w komunikacie prasowym
unijna komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes.
REKLAMA
Zadowolony z decyzji Komisji jest wiceminister skarbu Zdzisław Gawlik.
"Decyzja Komisji Europejskiej kończy długotrwałe wątpliwości, które towarzyszyły
projektowi restrukturyzacji stoczni Gdańsk. Równocześnie decyzja ta kończy
wszelkie zawirowania zapoczątkowane wtedy, gdy dokonano prywatyzacji stoczni
(pod koniec 2007 r.) bez uprzedniego uzgodnienia planu restrukturyzacji.
To niewątpliwie nie ułatwiło, a skomplikowało proces dochodzenia do pozytywnej
decyzji Komisji Europejskiej" - powiedział wiceszef resortu skarbu.
Na zatwierdzoną przez KE pomoc składają się: już przyznane 94 mln euro,
dalsze 35 mln euro na finansowanie restrukturyzacji stoczni oraz gwarancje na
produkcję udzielone przez Korporację Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych o
nominalnej wartości 122 mln euro (80 mln euro już przekazane i 42 mln euro na
lata 2009-2012). Decyzja nie obejmuje pomocy państwa w wysokości 36 mln euro,
jaką stocznia otrzymała od 2002 r. do dnia przystąpienia Polski do UE 1 maja
2004 r.
W programie restrukturyzacji, uzgodnionym z KE przez właściciela zakładu,
czyli spółkę ISD, oraz Ministerstwo Skarbu Państwa, zapisano plany inwestycyjne
stoczni na poziomie 600 mln zł. Firma ISD zapewniła, że rozszerzona działalność
przedsiębiorstwa będzie oparta na trzech rodzajach produkcji: stoczniowej,
budowie dużych konstrukcji stalowych oraz wież dla elektrowni wiatrowych, na
które ma rosnąć popyt w związku z unijnymi planami redukcji emisji CO2 i
przechodzenia na odnawialne źródła energii.
KE zgodziła się na ten plan, bowiem uznała, że zapewnia on stoczni
długoterminową rentowność i jest finansowany "w znacznym stopniu" ze środków
własnych stoczni i zasobów firmy ISD, która przejęła stocznię w 2007 r. W
komunikacie podkreśliła, że "plan zakłada zrównoważoną strategię działalności,
opartą na dywersyfikacji działalności stoczni, oraz zapewnieniu efektu synergii
z innymi przedsiębiorstwami należącymi do tej samej grupy".
W ramach rekompensaty przyznanej pomocy, stocznia będzie musiała ograniczyć
moce produkcyjne, do końca roku zamykając drugą z trzech pochylni (jedna już
jest wyłączona). Maksymalna wielkość rocznej produkcji nie może przekroczyć 100
tys. skompensowanego tonażu brutto.
"Regularne i trwające od 2002 r. dotowanie produkcji stoczni poważnie
zakłóciło konkurencję na rynku budownictwa okrętowego" - tłumaczy KE, która ma
obowiązek czuwać, by pomoc państwa w UE nie uprzywilejowywała jednych firm
kosztem drugich.
Punkt sporny - zwolnienia
Punktem sporu między inwestorem i rządem a działającymi w stoczni związkami
zawodowymi pozostają zapowiadane zwolnienia pracowników. Plan gwarantuje
zatrudnienie na poziomie co najmniej 1,9 tys. osób, podczas gdy obecnie w
stoczni pracuje ponad 2,1 tys. osób. Według planów zarządu, w stoczni może być
zwolnionych od 250 do 413 osób - w zależności od tego, ilu pracowników zechce
się przekwalifikować. Zwolnione mają być te osoby, które nie będą chciały
zmienić kwalifikacji. Zapowiadane redukcje personelu budzą protesty
stoczniowców; premier Donald Tusk nie wykluczył uruchomienia specjalnych
programów pomocowych w Trójmieście dla zwalnianych z gdańskiego zakładu
pracowników.
Rzecznik Kroes, Jonathan Todd, nie chciał odnosić się do sytuacji
pracowników, którym grożą zwolnienia. Podkreślił, że przetrwanie zakładu
gwarantuje ciągłość produkcji i stabilne miejsca pracy w nadchodzących latach.
"Jesteśmy zadowoleni, że stocznie mają przed sobą pewną przyszłość" -
powiedział.
Stocznia Gdańsk uniknęła losu zakładów w Gdyni i Szczecinie, które dostały
znacznie większą pomoc i nie zostały wcześniej sprywatyzowane. W listopadzie
ubiegłego roku KE uznała przyznaną im pomoc za nielegalną. W celu jej odzyskania
opracowała wraz z polskim rządem plan podziału majątku stoczni i jego wyprzedaży
w drodze przetargów, bez gwarancji zachowania działalności stoczniowej.
Inwestorem w firmie Polskie Stocznie, która będzie właścicielem majątku zakładów
w Gdyni i Szczecinie, jest katarski fundusz QInvest. Ma zapłacić za majątek
stoczni Gdynia i Szczecin odpowiednio ponad 287 mln zł oraz ponad 94 mln zł.
Jedynym udziałowcem Polskich Stoczni jest fundacja Stichting Particulier
Fonds Greenrights - powstała po to, by przeprowadzić transakcję zakupu
kluczowych aktywów obu zakładów. W środę zobowiązała się ona wobec resortu
skarbu, że dokona płatności do 17 sierpnia.
"Komisja Europejska z bliska monitoruje wykonanie przez Polskę decyzji KE w
sprawie stoczni w Gdyni i Szczecinie. Jesteśmy w bliskim kontakcie z polskimi
władzami w tej sprawie" - powiedział Todd. Dodał, że KE musi się upewnić, że
sprzedaż majątku obu stoczni przebiegła zgodnie z decyzją, ale nie musi już
wydawać w tej sprawie kolejnej decyzji.
Polska przystąpiła do Unii Europejskiej 1 maja 2004 roku. Pomoc publiczna
przyznawana na restrukturyzację przedsiębiorstw państwowych w krajach
członkowskich wymaga zgody KE. Negocjacje w sprawie pomocy dla stoczni Gdańsk
trwały od października 2004 r., kiedy to polski rząd poinformował KE o
przyznanym wsparciu. W czerwcu 2005 r. KE wszczęła formalne postępowanie. W jego
toku KE odrzuciła m.in. pomysł ISD wspólnego planu restrukturyzacji dla
połączonych stoczni w Gdyni i Gdańsku.
PAP, arb, dar, keb, ND