Bogate kraje UE chciały, aby wysokość pieniędzy przekazywanych krajom rozwijającym się na walkę ze zmianami klimatycznymi zależała od emisji CO2 przez poszczególne państwa członkowskie. Oznaczałoby to, że kraje o energochłonnej gospodarce - do których zalicza się Polska i większość państw naszej części Europy - płaciłyby znacznie więcej niż np. Niemcy. A mowa o niebagatelnych kwotach - zdaniem UE w ciągu najbliższych lat kraje rozwijające się będą potrzebować ok. 100 miliardów euro na walkę z globalnym ociepleniem. Podczas szczytu w Brukseli udało się jednak doprowadzić do rezygnacji z tego postulatu.
REKLAMA
Nie popadać w euforię
Ryszard Czarnecki przestrzega jednak, że postanowienia szczytu to dopiero pierwszy krok na drodze do sukcesu i zaleca powściągliwość. - Zamiast odtrąbiać sukces, musimy śledzić posiedzenia grup roboczych, aby ten kompromis wykorzystać i przekuć na sukces - radził Czarnecki. - Nie usypiajmy się tym sukcesem, pilnujmy szczegółów - dodał.
To już jest sukcesTymczasem Jacek Saryusz-Wolski przekonuje, że dzięki postanowieniom jakie przyjęto na szczycie, Polska zaoszczędziła "kilka miliardów euro". - Nasze argumenty znalazły zrozumienie i zostały zapisane - zaznaczył eurodeputowany PO. Dlaczego więc nie podano żadnych szczegółów porozumienia? Saryusz-Wolski zapewnił, że "sytuacja jest pod kontrolą", a rozstrzygnięcie nie zapadnie bez nas". Dodał, że gdyby było inaczej Polska ma jeszcze jeden argument. - Ostatecznym rozwiązaniem będzie instrument prawa weta – stwierdził Saryusz-Wolski.
TVN24, arb