| Przeciek z polskich urzędów do białoruskiego KGB |
|
2009-11-07 08:20
Informację przez kazał "GW" mieszkaniec Grodna, który - jak tysiące Białorusinów - żyje z drobnego handlu przygranicznego. Kupuje towar w Polsce i sprzedaje na Białorusi. Kilka miesięcy temu urząd celny w Grodnie, powołując się na informacje od białoruskiego KGB, zarzucił mu, że prowadzi nielegalną działalność i uchyla się od płacenia cła. Urząd zażądał zapłacenia zaległe cło wraz z karnymi odsetkami, co ma wynieść kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Do wezwania załączono szczegółowy wyciąg z kilku ostatnich lat z datą i polską sygnaturą ponad 200 transakcji zwrotu podatku VAT, który mieszkaniec Grodna legalnie otrzymał w Polsce, wywożąc towar za granicę.
Dane te mogły pochodzić tylko z Polski.
Jak powiedział gazecie grodnianin, został wezwany także przez grodzieńskie KGB.
Podobne wezwania do KGB i urzędu celnego dostało już kilkadziesiąt osób.
Polskie Ministerstwie Finansów zaprzecza, by dane te miały pochodzić ze służb skarbowych i celnych - jedynych, które mają zbiorczy wykaz takich danych - bo tego nie przewiduje umowa z Białorusią. Przyznaje, że strona białoruska zwraca się od kilku lat z takimi prośbami do Ministerstwa Finansów, ale za każdym razem dostaje odmowę. Ministerstwo obiecało sprawę wyjaśnić.
Sprawa jest niebezpieczna również dla Polski, bo jak poinformowali gazetę mieszkańcy Grodna, białoruskie KGB ma najwyraźniej poważniejsze plany związane z uzyskanymi danymi. Twierdzą oni, że przesłuchujący ich funkcjonariusze obiecywali umorzenie postępowania bądź rezygnację ze ściągania cła w zamian za informacje o polskich urzędach celnych. Interesowało ich m.in., jak działa polski i białoruski urząd celny i czy ktokolwiek z celników po polskiej bądź białoruskiej stronie bierze łapówki.
em, "Gazeta Wyborcza"
Przeciek z polskich urzędów do białoruskiego KGB
2009-11-07 08:20
Informację przez kazał "GW" mieszkaniec
Grodna, który - jak tysiące Białorusinów - żyje z drobnego handlu
przygranicznego. Kupuje towar w Polsce i sprzedaje na Białorusi. Kilka miesięcy
temu urząd celny w Grodnie, powołując się na informacje od białoruskiego KGB,
zarzucił mu, że prowadzi nielegalną działalność i uchyla się od płacenia cła.
Urząd zażądał zapłacenia zaległe cło wraz z karnymi odsetkami, co ma wynieść
kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Do wezwania załączono szczegółowy wyciąg z kilku
ostatnich lat z datą i polską sygnaturą ponad 200 transakcji zwrotu podatku VAT,
który mieszkaniec Grodna legalnie otrzymał w Polsce, wywożąc towar za
granicę.
Dane te mogły pochodzić tylko z Polski.
Jak
powiedział gazecie grodnianin, został wezwany także przez grodzieńskie KGB.
Podobne wezwania do KGB i urzędu celnego dostało już kilkadziesiąt osób.
Polskie Ministerstwie Finansów zaprzecza, by dane te miały pochodzić
ze służb skarbowych i celnych - jedynych, które mają zbiorczy wykaz takich
danych - bo tego nie przewiduje umowa z Białorusią. Przyznaje, że strona
białoruska zwraca się od kilku lat z takimi prośbami do Ministerstwa Finansów,
ale za każdym razem dostaje odmowę. Ministerstwo obiecało sprawę wyjaśnić.
Sprawa jest niebezpieczna również dla Polski, bo jak poinformowali
gazetę mieszkańcy Grodna, białoruskie KGB ma najwyraźniej poważniejsze plany
związane z uzyskanymi danymi. Twierdzą oni, że przesłuchujący ich
funkcjonariusze obiecywali umorzenie postępowania bądź rezygnację ze ściągania
cła w zamian za informacje o polskich urzędach celnych. Interesowało ich m.in.,
jak działa polski i białoruski urząd celny i czy ktokolwiek z celników po
polskiej bądź białoruskiej stronie bierze łapówki.
em, "Gazeta
Wyborcza"