Odkrycie Barbary Frale zostało jednak natychmiastowo zakwestionowane przez uczonych, będących sceptykami takiej teorii. Przeciwnicy tego co ogłosiła
Frale mówią, że testy radiowęglowe, którym poddano całun turyński w 1988 roku dowiodły, że jest to tylko średniowieczny falsyfikat. Jednak
REKLAMA
historyczka, w swojej książce "Całun Jezusa Nazareńczyka", nalega, że powiększenia komputerowe umożliwiły jej odkrycie archaicznego skryptu,
umieszczonego w różnych częściach całunu. Zasugerowała, że mógł on się odbić z kawałka papirusu napisanego przez niskich rangą urzędników rzymskich, albo
pracowników kostnicy. W tamtych czasach taki papirus był dokumentem, który pomagał rodzinie i bliskim identyfikację zwłok. Przyklejało się go do ciała
zmarłego i możliwe jest, że wyblakłe słowa na całunie są jego odbiciem.
Z tego, że na całunie turyńskim widnieją jakieś słowa uczeni zdali sobie sprawę w 1978 roku. Jednak analiza radiowęglowa dekadę później wydawała się
udowadniać, że jest to średniowieczny falsyfikat i zainteresowanie dalszymi badaniami mocno opadło. Barbara Frale jednak nie dawała za wygraną i nie
zrażała się. Dodatkowo twierdzi, że była w stanie rozszyfrować kilka zdań napisanych w trzech językach. Chodzi tu o fragment greckich słów "esou
Nnazzarennos" i "iber". Uczona twierdzi, że chodzi tu o imiona Jezus Nazareńczyk oraz Tyberiusz, który był cesarzem rzymskim w czasie ukrzyżowania Jezusa. Nie wszyscy są jednak tak entuzjastycznie nastawieni do
odkrycia. Historyk kościelny, który pisał książki o całunie turyńskim - Antonio Lombatti - mówi: - Ludzie pracują z rozmazanymi zdjęciami i wydaje
im się, że coś widzą. To tylko wynik wyobraźni i programu komputerowego.
Daily Telegraph, KK