Stan wojenny w tej prowincji wprowadzono w związku z
podejrzeniami, że ludzie związani z jej gubernatorem Zaldym Ampatuanem są
odpowiedzialni za masakrę na wyspie Mindanao przed dwoma tygodniami, w której
zginęło 57 osób. Na jednej z farm należących najprawdopodobniej do członka "klanu
Ampatuana" wojsko natknęło się w niedzielę na 39 karabinów maszynowych oraz dużą
ilość amunicji - powiedział generał brygady Gaudencio Pangilinan.
REKLAMA
Reakcja prezydenta - kontrowersyjna
Wśród 62
aresztowanych jest gubernator prowincji, jego ojciec Andal Ampatuan, który stoi na
czele klanu, oraz co najmniej pięciu innych członków rodziny - oświadczył komendant
główny filipińskiej policji Jesus Verzosa. Choć masakra polityczna na Mindanao
była najpoważniejszym tego typu zdarzeniem w historii Filipin, ostra reakcja
prezydent Glorii Macapagal-Arroyo budzi kontrowersje. Prodemokratyczni aktywiści
uważają, że nie było podstaw do ogłaszania stanu wojennego, który pozwala służbom
bezpieczeństwa dokonywać aresztowań bez sądowych nakazów.
Rząd w Manili
argumentuje, że musiał podjąć zdecydowane działania, gdyż posiadał informacje,
jakoby zbrojne grupy zwolenników klanu Ampatuana planowały wzniecić w prowincji bunt
przeciwko władzom centralnym. 23 listopada uzbrojeni napastnicy uprowadzili około
60 osób - głównie członków rodziny kandydata na gubernatora prowincji, będącego
przeciwnikiem Ampatuana, oraz dziennikarzy - najprawdopodobniej po to, by nie
dopuścić do jego zarejestrowania przed wyborami regionalnymi w maju 2010 roku.
Później znaleziono ciała 57 osób.
PAP