W czasie
półtoragodzinnego przesłuchania adwokaci Polańskiego dowodzili, że naruszenia
praworządności w czasie jego procesu o gwałt w 1978 roku były tak wielkie, iż nie
powinno się w jego wypadku stosować prawa mówiącego, że oskarżony, który uciekł, nie
może dochodzić swoich racji, dopóki nie wróci do USA i nie odda się w ręce
sprawiedliwości. Polański zbiegł w 1978 roku do Europy po przyznaniu się do winy
i przed ogłoszeniem wyroku. Oprócz gwałtu na 13-letniej Samancie Gailey ciąży teraz
na nim również zarzut ucieczki przed wymiarem sprawiedliwości. Reżyser został
aresztowany w Szwajcarii pod koniec września i władze tego kraju rozpatrują wniosek
prokuratury USA o jego ekstradycję. Przebywa obecnie w areszcie
domowym.
REKLAMA
Wciąż nie ma orzeczenia
Trzyosobowy zespół sędziowski w sądzie apelacyjnym nie wydał w czwartek
orzeczenia, czy sprawa ma powrócić na wokandę stanowego Sądu Najwyższego w
Kalifornii. Sędzia tego sądu Peter Espinoza wydał w lecie orzeczenie, że
wprawdzie w sprawie Polańskiego naruszono praworządność, ale sprawa nie może być
umorzona, dopóki reżyser nie wróci do USA. Adwokaci Polańskiego wnieśli wniosek o
umorzenie, powołując się na telewizyjny film dokumentalny "Roman Polanski: Wanted
and Desired", w którym jeden z prokuratorów prowadzących jego sprawę w 1977 roku
powiedział, że prokuratura starała się wpłynąć wtedy na sędziego. Z filmu
wynikało też, że prowadzący sprawę sędzia Laurence Rittenband kierował się głównie
tym, jak będzie oceniany przez media, i wycofał się z uprzednio zawartej umowy z
adwokatami o pobłażliwym potraktowaniu Polańskiego. Później jednak wspomniany
prokurator wycofał się ze swych oświadczeń. Sędzia Rittenband nie żyje.
Są dowody na nieprawidłowości w procesie z 1977 roku
Na
przesłuchaniu w czwartek przewodniczący zespołu sędziowskiego Dennis M. Perluss
przyznał, że istnieją dowody nieprawidłowości w prowadzeniu sprawy w 1977
roku. Powiedział jednak, że adwokaci Polańskiego byli świadomi tych wykroczeń już
w czasie postępowania karnego w 1977 roku i wtedy powinni byli zgłosić odpowiednie
zastrzeżenia. Prokuratorzy argumentowali, że sprawa powinna być kontynuowana,
jako że Polański został aresztowany i czeka go proces ekstradycyjny. Oczekuje
się, że sąd apelacyjny wyda decyzję w ciągu maksimum 90 dni w sprawie ponownego
przekazania sprawy do Sądu Najwyższego w Kalifornii. Wśród ekspertów prawnych
panuje jednak przekonanie, że do umorzenia sprawy nie dojdzie, jeśli Polański nie
zjawi się w USA.
PAP, dar
PAP, dar