Beata Kempa (PiS), którą we wtorek hazardowa komisja
śledcza postanowiła wezwać na świadka, zadeklarowała, że stawi się, by
zeznawać.
"Tak, przyjdę nawet dzisiaj w nocy, bo widzę, że komisja nie jest w
stanie się zdecydować czy przesłuchać mnie w wigilię, czy jeszcze w inny
dzień" -
zaznaczyła Kempa.
Podkreśliła, że jeśli członkowie komisji
mają problem ze zrozumieniem pisma, w którym zawarte są jej uwagi do projektu
zmian
w ustawie hazardowej, to jest w stanie im wytłumaczyć "jak dzieciom w
pierwszej
klasie". "Naprawdę, żaden problem" - dodała.
Zdaniem Kempy działanie Platformy ma
na celu zablokowanie prac komisji. "W mojej ocenie oni nie chcą tego
spektaklu,
który powinien być, bo on będzie świadczył przeciwko PO. To jest
ewidentne" -
zaznaczyła.
W poniedziałek o sprawie wykluczonych z komisji posłów PiS
dyskutowało Prezydium Sejmu z szefem komisji hazardowej Mirosławem Sekułą z
PO.
Kempa i Wassermann zostali wykluczeni z komisji głosami przedstawicieli PO,
którzy
argumentowali, że posłowie PiS muszą stanąć przed komisją jako świadkowie, bo
za
rządów PiS zgłaszali uwagi do projektu zmian w tzw. ustawie hazardowej.
Przesłuchać i zdecydować co
dalej
Sekuła
relacjonował, że Prezydium Sejmu zasugerowało, by przesłuchanie Kempy i
Wassermanna odbyło się jak najszybciej. Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski
zapowiedział, że dopiero po przesłuchaniu Prezydium Sejmu wyznaczy termin na
zgłoszenie przez klub PiS kandydatów w celu uzupełnienia składu komisji.
PiS było niezadowolone z przebiegu posiedzenia Prezydium
Sejmu.
Szef klubu PiS Przemysław Gosiewski zapowiedział, że wystąpi do
marszałka Sejmu o szybsze wyznaczenie terminu na zgłoszenie przez jego klub
kandydatów do sejmowej komisji śledczej, bo - jak argumentował - komisja bez
przedstawicieli PiS, działa w sposób sprzeczny z ustawą o sejmowej komisji
śledczej.
Krzysztof Putra z PiS podkreślał, że posłowie PiS zostali "wyrzuceni
bezzasadnie" z
komisji hazardowej.
Kontrowersje
wokół Gontarskiego Komisja ustaliła również, że będzie
miała pięciu stałych ekspertów. Śledczy powołali na swojego pierwszego stałego
doradcę prawnika Waldemara Gontarskiego. Posłowie podjęli te decyzje
jednogłośnie. Przewodniczący komisji Mirosław Sekuła z PO argumentował przed
głosowaniem, że po pięciu stałych doradców mają także inne działające w Sejmie
komisje śledcze. Przedstawiając posłom Gontarskiego, powiedział, że jest on
doktorem
prawa Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizującym się w prawach człowieka i
prawie
prasowym. Ponadto, jak zaznaczył Sekuła, Gontarczyk "jest jednym z
nielicznym
polskich prawników, którzy zajmują się prawem umów losowych, w tym
hazardowych". - Myślę, że istotne jest także jego doświadczenie w pracy w
innej
komisji śledczej. To doświadczenie będzie dobrze procentować w naszej komisji.
Posiada także dostęp do informacji niejawnych na poziomie ściśle tajne -
zachwalał kandydata
Sekuła. Gontarski miał już w przeszłości kontakt z branżą hazardową - w latach
2003-2006 współpracował m.in. z Totalizatorem Sportowym.
Właśnie z tego
powodu wiceprzewodniczący hazardowej komisji śledczej Bartosz
Arłukowicz (Lewica) zapowiedział, że jeszcze we wtorek złoży wniosek o pilne
zwołanie posiedzenia komisji i wyjaśnienie niejasności w związku z Gontarskim,
który, jak się okazało,
współpracował w przeszłości z Totalizatorem Sportowym. "Stawiam otwarte
pytanie,
czy taki człowiek może być doradcą stałym komisji śledczej do wyjaśnienia
sprawy
dotyczącej ustaw hazardowych, w których Totalizator odgrywał przecież niemałą
rolę"
- pytał Arłukowicz w Sejmie.
Poseł Lewicy domaga się
ponadto wyjaśnienia, dlaczego członkowie komisji śledczej "zostali
wprowadzeni w
błąd". "Dlaczego nie uzyskaliśmy informacji, że na doradcę komisji,
czyli człowieka,
który ma doradzać w wyjaśnianiu tej sprawy, powołuje się człowieka, który był
współpracownikiem Totalizatora Sportowego" - zaznaczył Arłukowicz.
PAP, arb, mm