"Kwestie dotyczące
przedawnienia tego typu przestępstw są wyjątkowo skomplikowane, dlatego będę chciał
się zapoznać z uzasadnieniem sądu apelacyjnego i jestem przekonany, że
rozstrzygnięcie powinno zapaść przed SN" - powiedział w środę minister
dziennikarzom. Dodał, że kasacja zostanie złożona niezwłocznie po przeanalizowaniu
pisemnego uzasadnienia wyroku. W poniedziałek Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał,
że sprawa karalności śmierci Przemyka przedawniła się już 1 stycznia 2005 r. Dlatego
umorzył proces b. zomowca Ireneusza K. skazanego wcześniej na 8 lat więzienia za
udział w tym pobiciu. Wyrok jest prawomocny. Pełnomocnicy ojca Przemyka
zapowiedzieli już kasację do SN.
REKLAMA
Sprawa trwa już 26 lat
SA kolejny raz
rozpatrywał apelację obrony Ireneusza K., który w maju zeszłego roku został skazany
na 8 lat więzienia, zmniejszone o połowę na mocy amnestii. K. był sądzony wtedy
piąty raz, po raz pierwszy zapadł wyrok skazujący. Podstawą wyroku były zeznania
Cezarego F., kolegi Grzegorza, który został razem z nim zatrzymany. To on wskazał,
że Przemyka bił milicjant, który miał pałkę służbową - a miał ją Ireneusz K. Władze
PRL zrobiły jednak bardzo wiele, by utrudnić zeznawanie F., dyskredytowano go i
inwigilowano. Sądy - raz w PRL i cztery razy po 1989 r. - uwalniały Ireneusza K.
od winy w tej jednej z najgłośniejszych zbrodni aparatu władzy PRL. Wyroki
uniewinniające uchylały sądy wyższych instancji. Sąd Okręgowy w Warszawie przed
rokiem nie miał wątpliwości, że K. był jednym z trzech milicjantów, którzy w maju
1983 r. bili Przemyka w komisariacie MO na Starym Mieście w Warszawie. W PRL władze
usiłowały przerzucić odpowiedzialność na sanitariuszy, którzy wieźli Przemyka z
komisariatu do szpitala. Zarazem sąd I instancji uznał, że czyn K. - jako czyn
karalny funkcjonariusza publicznego z PRL - nie przedawnił się.
SA: Sprawa uległa przedawnieniu
SA uznał, że
sprawa się przedawniła i to już w 2005 r. Uzasadnienie poniedziałkowego wyroku miało
więc bardzo formalny charakter, bo sąd nie odnosił się w ogóle do czynu zarzuconego
Ireneuszowi K. "Gdy sąd stwierdzi istnienie tzw. bezwzględnej przesłanki
odwoławczej, nawet nie bada pozostałych zarzutów apelacji" - wyjaśnił sędzia Rafał
Kaniok. Według sądu czyn zarzucony Ireneuszowi K. - umyślny udział w pobiciu z
nieumyślnym skutkiem (w postaci śmierci lub ciężkiego uszkodzenia ciała) - nie jest
objęty artykułem Kk, który przewiduje, że nie przedawniają się najcięższe umyślne
przestępstwa popełnione przez funkcjonariuszy publicznych. Sąd podkreślił, że K. nie
zarzucono umyślnego spowodowania śmierci ani ciężkiego uszkodzenia ciała - gdyby tak
było, to sprawa by się nie przedawniła. "Sprawiedliwości stało się zadość" -
mówił po wyroku jeden z obrońców Ireneusza K., mec. Jan Brzykcy. "Jeśli w tej
sprawie nie będzie polityki, to nie spodziewam się, aby zapowiedziana przez drugą
stronę kasacja przyniosła jakiś skutek" - dodał drugi obrońca, mec. Grzegorz
Majewski. Ojciec Przemyka - Leopold, zrezygnowany wyszedł z sali sądu.
Powiedział, że nie rozumie, czemu sąd wydał taki wyrok. "Wyciągnęli mi syna na
komisariat, zabili, a teraz nie ma winnych" - dodał. Jego pełnomocnik, mec.
Andrzej Zalewski powiedział dziennikarzom, że taki wyrok oznacza, iż umorzyć będzie
trzeba wiele innych spraw ofiar stanu wojennego pobitych na komisariatach
milicji.
Świętowali zdanie matury
12 maja 1983 r. 19-letni maturzysta Grzegorz Przemyk z kolegą świętował
zdane egzaminy na Pl. Zamkowym w Warszawie. Zatrzymali go milicjanci. Zabrali
Przemyka, który nie miał dokumentów, na komisariat, gdzie go skatowali. Dostał ponad
40 ciosów pałkami po barkach i plecach oraz kilkanaście ciosów łokciem lub pięścią w
brzuch. Przewieziony do szpitala, zmarł po dwóch dniach. Pogrzeb Przemyka stał się
wielką manifestacją przeciw władzom. Ireneusz K., 20-letni wówczas zomowiec, po
1989 r. pracował jeszcze w policji w Biłgoraju. Obecnie jest na mundurowej
emeryturze. W 1997 r. Sąd Wojewódzki w Warszawie uniewinnił K., a dyżurnego z
komisariatu Arkadiusza Denkiewicza skazał na dwa lata więzienia (nie odsiedział ani
dnia, bo według psychiatrów na skutek wyroku doznał w psychice zmian
uniemożliwiających odbywanie kary). Oficera KG MO Kazimierza Otłowskiego skazano na
półtora roku w zawieszeniu za próbę zniszczenia akt sprawy Przemyka w 1989 r. (po
apelacji został on uniewinniony). Dwa lata temu pion śledczy IPN postawił
pierwszym dwóm osobom zarzuty za utrudnianie śledztwa w sprawie Przemyka oraz
zastraszanie Cezarego F. i jego rodziny. Grozi im do trzech lat
więzienia.
PAP, dar