W rok 2000 weszliśmy wsłuchani jeszcze w znakomita,
bestsellerowa płytę „Kayah & Bregovic", co wkrótce zaowocowało
fala polskiego folku w postaci albumów Golców, Brathanków, Pieczarków,
Trebuniów-Tutków, Zakopowera i innych. Zwłaszcza ze góralami byli i Adam Małysz,
i papież. Można było oczywiście tej góralskiej muzyki nie lubić, ale trudno
zaprzeczyć, ze dzięki niej nasza scena będąca przeważnie kalka anglosaskich
wzorców zyskała trochę własnego, zabawowego charakteru. Postać papieża mocno
zaważyła też na karierach Arki Noego i Piotra Rubika. Oba te zjawiska są typowo
polskie i trudno szukać dla nich analogii na świecie. Dziś po góralach nie ma
już nawet żalu, a od „św. Piotra R." na liście bestsellerów lepiej
zaczyna sobie radzić „rogaty" Nergal.
Po wielkich, kilkusettysięcznych nakładach z początku dekady przyszło wielkie
załamanie rynku płytowego, a kiedy poziom wody opada, na wierzch wychodzi muł.
Połowa dekady należała wiec do dwóch postaci, które swoja popularność bardziej
niż muzyce zawdzięczają telewizyjnym festiwalom i plotkarskim portalom: do
Michała Wiśniewskiego i Dody (trochę niesprawiedliwie dorzuca się tu także
Piotra Kupichę z zespołu Feel). Dziś te kariery maja się wyraźnie ku upadkowi, z
czego jedna wydaje się leżeć głęboko pod ziemia przebita osinowym kołkiem i
tylko nocą jej duch wyje na „pudelkach". I niech tak zostanie.
Koniunktura poprawiła się dzięki artystom nagrywającym dla bardziej
wymagającego odbiorcy. Ci bardzo różni twórcy maja jedna wspólna cechę –
wielki szacunek dla tekstu, który (znowu!) stał się oryginalną cechą polskiej
muzyki. Są to m.in. Nosowska, Waglewski, Maleńczuk, Muniek, Kazik, Grabarz,
Fisz, Abradab, Spięty, Rojek, Dąbrowska, Peszek i wielu innych. W ten nurt
wpisują się też reminiscencje twórczości Osieckiej, Młynarskiego, Grechuty i
Niemena.
Co ciekawe, ci raczej niekomercyjni artyści pobili na
głowę znanych z programów typu „Skaczący z Małyszami", którzy dla
odmiany mimo ogromnej nieraz popularności żadnych karier muzycznych nie zrobili.
Znaczy to, ze w przeciwieństwie do goniących za sensacją mediów ostatnia
instancja, którą jest publiczność, ciągle ma swój rozum i uszy na swoim miejscu.
I to jest chyba najcenniejszy bagaż, z którym wkraczamy w kolejna dekadę XXI
wieku. Alleluja i do przodu!
2000
Arka Noego
„A Gu Gu"
Prawdziwy cud! W czasie pielgrzymki w
1999 r. papież, zatrzymywany przez wiernych, notorycznie się spóźniał, więc TVP
nadawała piosenki z programu „Ziarno" nagrane przez nawróconego
heavymetalowca i trzynastkę dzieci. Nakład płyty przekroczył milion egzemplarzy.
Brathanki „Ano!"
Maryla Rodowicz wylała z zespołu górala Janusza Musa, wiec ten z grupa
przyjaciół i Zaolzianka Halinka Młynkowa założył zespół grający nowoczesny
góralsko-bałkański folk. „Czerwone korale" były hitem roku. Okazało
się, że niezupełnie ich, ale co tam – Polak, Węgier dwa Brathanki.
Golec uOrkiestra „2"
Dla „miastowych" góralszczyzna oznaczała wiochę, ale tekst z
płyty Braci Ksero „tu na razie jest ściernisko, ale będzie San
Francisco" cytował w przemówieniu sam prezydent George W. Bush.
Paktofonika „Kinematografia"
Po wydaniu drugiej płyty z Kalibra 44 odszedł Magik. Z dwoma fanami,
Rahimem i Fokusem, założył Paktofonike. Ich debiutancki album okazał się
sensacją i arcydziełem gatunku. Tydzień po wydaniu, nad ranem 26 grudnia, Magik
wyskoczył przez okno. Miał 22 lata.
2001
„Yugoton"
To tez skutek mody na Bregovicia i Kusturice. Grupa polskich muzyków z Kazikiem,
Nosowską, Kukizem i Tymonem nagrała jugosłowiańskie przeboje nowofalowe z czasów
późnego Tity. Największym hitem okazały się „Malcziki" Kazika z
repertuaru zespołu Idoli, którego nazwa w 1982 r. był inspiracja dla nazwy Kult.
Tekst z antykomunistycznego zmieniono na antykorporacyjny.
Ich Troje „Ad. 4"
Płytę ze
słynnym „sępem miłości" kupiło niemal milion osób. Dzisiaj musi im
się to wydawać trochę bez sensu.
Krawczyk & Bregović „Daj mi drugie życie"
Po sukcesie płyty z Kayah Bregović zdecydował się na 55-letniego
Krawczyka, bo usłyszał, że jest on najpopularniejszym wokalistą w Polsce. Zawsze
zresztą twierdził, że zgodnie z kulturą Bałkanów dobry wokalista nie może być
szczeniakiem. Vide: Cesária Évora.
„Blokersi"
Ścieżka dźwiękowa do dokumentu
Sylwestra Latkowskiego zaczęła żyć własnym życiem. Jej nakład pomógł wyjść z
hiphopowego getta nowym artystom (takim jak Peja, Eldo, DJ Volt), a co
ważniejsze, przybliżył zjawisko osobom, które z hip-hopem wcześniej nie miały
nic wspólnego.
2002
Pogodno „Pogodno gra Fochmanna
– Hajle Silesia"
Jeden z najbardziej
niedocenionych zespołów dekady. Pomiędzy „Sejtenik miuzik & romantik
lo ff" i „Tequila" według powieści Krzysztofa Vargi nagrali
płytę najbardziej szaloną, ze słynną „Górniczo-hutniczą orkiestrą
dętą" na czele. Marcin Macuk będzie później współtwórcą albumów Nosowskiej.
Anna Maria Jopek & Pat Metheny
„Upojenie"
Niewiele osób dziś pamięta, że to
Jopek miała nagrać z Bregoviciem płytę, którą ostatecznie nagrała Kayah. I
bardzo dobrze. Wydała płytę z Methenym, który o wiele bardziej pasuje do jej
stylu i temperamentu. Niełatwy jazzowy album sprzedał się w imponującym
nakładzie 200 tys. egzemplarzy.
Wilki
„4"
Dziewięć lat po
poprzedniej płycie Wilki powróciły z takimi hitami jak „Baśka" (co
miała fajny biust) i poważniejszymi utworami, jak „Urke" czy
„Here I Am". „4" był słabszy od wydanej dwa lata później
„Watry”, ale wystarczył, żeby pokazać, jak bardzo ich brakowało.
Virgin „Virgin"
Tę płytę trzeba było potraktować jak pewnego austriackiego
landszafcistę w 1933 r. Po prostu wyśmiac. Gdyby człowiek wiedział, co się
wykluje z tego wężowego jaja…
Justyna Steczkowska „Alkimja"
Za nazwiskiem
Steczkowskiej ukrytych jest tutaj kilka innych ważnych nazwisk, m.in. Mateusza
Pospieszalskiego oraz Romana Kołakowskiego, tłumacza i autora tekstów. Ten
spektakl muzyczny z tradycyjną muzyką żydowską najlepiej oglądać w wersji
DVD.
2003
Raz Dwa Trzy „Trudno nie wierzyć w
nic"
Rok po sukcesie
płyty z piosenkami Osieckiej Nowak i s-ka powrócili z płytą autorską.
Zaaranżowane z rozmachem, niełatwe wyznania wiary, jak „Jutro możemy być
szczęśliwi", świetnie radziły sobie w komercyjnych mediach z potopem
chłamu. Kolejny cud?
Nigel Kennedy and
The Kroke Band „East Meets East"
„Krakowianka
jedna miała chłopca z drewna" – no, może ze stradivariusem.
Najpopularniejszy skrzypek świata zamieszkał w Krakowie. Tu oszalał też na
punkcie klezmerskiego tria Kroke (w jidysz Kraków), z którym nagrał multistylowy
album. Pojawia się Natacha Atlas i duch Bregovicia. Arcydzieło!
Püdelsi „Wolnosc słowa"
„Spod prysznica słychać plusk, to
Kaczora kapie Tusk" itd. W piosence tytułowej dostało się całej klasie
politycznej. Przerażone media początkowo odmówiły grania utworu, czym
przysporzyły popularności świetnemu bez reszty albumowi. Medialny debiut po 18
latach istnienia.
2004
Kombii „C.d."
Kombi –
reaktywacja wydawało się być „mission impossible". Po metalowym
O.N.A. powrót do lekko obciachowego Kombi z lat 80. był jak powrót do
przedszkola. Wystarczyło jednak całe lato koncertów i kilka hitów, takich jak
„Pokolenie" czy „Skarby", żeby wrócić do czołówki popu.
Leszek Możdżer „Piano Live"
Koncert z teatru Roma, luźno związany repertuarowo z płytą
„Piano". Bezkompromisowa muzyka dała Możdżerowi status należny
gwiazdom popu. Może dzięki dołączonej do audiofilskiej płyty CD rejestracji na
DVD, gdzie widzimy żywego, inteligentnego faceta, a nie zimnego jazzmana.
Abradab „Czerwony album"
Choć na okładce jest napisane „Kaliber 44", to w istocie
koniec legendarnej formacji. Bo też Abradabowi udało się skupić wszystko, co w
Kalibrze najlepsze. Album promował mocno reggae’owy hit „Rapowe
ziarno 2" z Gutkiem i klipem Kobasa Laksy.
Ania Dąbrowska „Samotność po zmierzchu"
Po
falstarcie Ali Janosz swoje albumy wydali kolejni finaliści „Idola":
Tomek Makowiecki, Szymon Wydra, Ewelina Flinta i dziesiątki (tak, tak!) innych.
Ale dopiero Ania Dąbrowska okazała się nie tylko świetną wokalistką, ale też
znakomitą autorką. Artystka kompletna, która zostanie z nami na lata.
Sistars „Sistars EP"
To nawet nie jest album, bo są tu tylko cztery utwory. Tyle że
„Freedom" i „Sutra" okazały się większymi hitami od tych
zawartych na obu ich albumach. Aż do rozwiązania dwa lata później Sistars byli
jedną z największych gwiazd. Szkoda, bo tak jak Beatlesi osobno żadne z nich nic
równie dobrego nie nagrało.
2005
Lech Janerka
„Plagiaty"
Autor najlepszej polskiej płyty lat 80.
(„Klaus Miffoch"), naczelny mizantrop i autystyk polskiego rocka, nie
nagrywa często. Średnio raz na pięc lat. Ale jak już nagra, to anioły latają
dookoła głośników. Śmieszno-straszny „Rower" był nawet hitem, ale
„Wiosna na pustyni" bardziej „urywa głowę". Też o Iraku.
Lao Che „Powstanie
Warszawskie"
Nawet w najczarniejszą noc stanu wojennego
rockmani stronili od tematów patriotycznych, odstępując je młodzieży oazowej i
wszechpolskiej. A tu proszę – narodowa świętość bezceremonialnie odebrana
kombatantom i zrobiona na punkowo. Arcydzieło!
Zakopower „Musichal"
W 1999 r. 23-letni góral
Sebastian Karpiel-Bułecka brał udział w nagraniu płyty Kayah z Bregoviciem. Nie
mógł wtedy wiedzieć, że kiedyś wyda album w jej wytwórni i będzie jej partnerem.
W epoce folkowego boomu płyta byłaby sensacją i osiągnęłaby wielki nakład. Pięć
lat później skończyło się na sensacji.
Sidney Polak „Sidney Polak"
Od 15 lat pracownik
fizyczny (czyli perkusista) T.Love zaskoczył albumem, na którym śmiało połączył
reggae z hip-hopem i folkiem. Nowoczesny, nagrany z młodymi muzykami, okazał się
zbiorem samych hitów. Świetnie zapowiadającą się karierę przerwał na dłuższy
czas fatalny zjazd na snowboardzie.
Piotr Rubik, Zbigniew Ksiażek „Tu es petrus – Ty jesteś
skałą"
Płyta wstrzeliła się
w nastroje po śmierci papieża, ale Rubik dał coś, czego wcześniej nie było
– rozmach, patos, świetnych wokalistów i przebojowe kompozycje, takie jak
„Niech mówią, że to nie jest miłość" Po 20 latach w cieniu nagle
przewrócił nasz rynek do góry nogami.
Maria Peszek „Miasto mania"
To był niespodziewany
debiut. Czołowa aktorka młodego pokolenia wyreżyserowała spektakl z piosenkami
do własnych tekstów i z muzyką firmy „Waglewski i synowie". Album
oczarował przede wszystkim krytyków, którzy wyczuli w nim coś świeżego,
nieskażonego branżą.
Jean-Michel Jarre
„Live From Gdańsk – koncert w Stoczni"
Niby
nie Polak (podobnie jak Bregović i Metheny), jednak jego płyta stała się u nas
bez mała sprawą narodową. Podczas pamiętnego koncertu w Stoczni Jarre
wykorzystał wiele bliskich nam symboli: „Solidarność", papieża,
Wałęsę itd. W „Murach" Kaczmarskiego dało się słyszeć inspiracje
Rubikiem.
2006
Myslovitz „Happiness Is Easy"
Po „Miłości w czasach popkultury" Brytyjczycy z Mysłowic już
tylko dołowali. Fikcją okazała się też ich kariera zagraniczna. Zanim jednak
popadli w popularną w tej muzyce depresję i udali się na emigrację wewnętrzną,
nagrali album, który wstrząsnął fanami, bo był całkiem przyzwoity.
Strachy na Lachy „Piła tango"
Podczas promocji raportu „Krytyki
Politycznej" o narkotykach „Grabarz" wyznał, że kiedy odstawił
dragi, przez trzy lata nie mógł nic napisać. To musiało być przed tą płytą albo
po niej, bo jest tu więcej dobrych tekstów niż na wielu albumach Pidżamy
Porno.
2007
Nosowska „UniSexBlues"
Na przekór wszystkim pseudoartystom udzielającym się na
„pudelkach" i w programach typu „Jak oni tańczą na lodzie"
Nosowska zaproponowała coś odkrywczego: muzykę. Znakomita. Do tego świetne
teksty i zaskakujące aranżacje. Arcydzieło i początek wspaniałej passy, która
wkrótce potwierdziła albumem „Nosowska/Osiecka" i dwoma albumami
Heya.
Wojciech Waglewski i Maciej Maleńczuk
„Koledzy"
Trudno o bardziej odmienne osobowości.
Waglewski to artystyczna „siła spokoju". Maleńczuk to wybuchowy
geniusz ze znanymi skłonnościami do autodestrukcji. Razem trochę od niechcenia
nagrali akustyczno-gitarową płytę ze szczyptą bluesa i Bałkanów, która
popularnością przekroczyła ich dokonania solowe.
Doda „Diamond Bitch"
PSRO,
czyli Polska Szkoła Radykalnego Obciachu w pełnej okazałości! Jeśli tytuł
„Diamentowa suka" miał oznaczać apetyt na diamentową płytę, to się
nie udało. Przy bezprecedensowej promocji płyta osiągnęła nakład 60 tys. Połowę
tego co albumy Nosowskiej czy Raz Dwa Trzy.
Raz Dwa Trzy „Młynarski"
W ciągu dekady zespół nagrał dwa genialne albumy z
piosenkami innych autorów – Osieckiej i Młynarskiego. Oczywiście, żeby
oddać im hołd, ale też chyba po to, żeby targnąć się na świętość i
zdekonstruować aranżacje, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Kto następny w
kolejce? Niemen? Grechuta? Kofta? Wasowski i Przybora? A może Ciechowski?
Feel „Feel"
Złoty Słowik na festiwalu w Sopocie
sprawił, że Polacy oszaleli na punkcie piosenki „A gdy jest już
ciemno", potem albumu, kolejnych przebojów i koncertów Kupicha Band.
Popularność prysła tak nagle, jak przyszła. Słabiutki „Feel 2"
rozszedł się w zaledwie 30-tysięcznym nakładzie.
Sokół feat. Pono „Teraz pieniądz w cenie"
To przede wszystkim przebój wakacji o tym, ze „będę brał cię
w aucie" (razem z Frankiem Kimono), ale też dowód na to, ze hip-hop może
być inteligentny, dowcipny i samokrytyczny. Inna perełka na tej płycie to np.
„Janek, pożycz" z Miśkiem Koterskim.
Rafał Blechacz „Chopin – The Complete Preludes"
To pierwsza jego płyta po zwycięstwie w konkursie chopinowskim. Wydana
przez Deutsche Grammophon zyskała świetne recenzje na całym świecie, w Polsce
okrywając się platyną i wygrywając na liście bestsellerów z artystami popu.
Blechacz mógł się wtedy stać gwiazdą mediów, ale widać nie chciał.
2008
Czesław
Śpiewa „Debiut"
Według wojennej doktryny Układu Warszawskiego Polska miała
zdobyć Danię. Stało się odwrotnie. Album Duńczyka (chociaż z Zabrza) okazał się
debiutem roku w Polsce, dając nam bardzo autorską, wodewilową i niedzisiejszą
muzykę z tekstami-zlewami napisanymi przy pomocy internautów.
Lao Che „Gospel"
Pierwsza płyta po genialnym
„Powstaniu Warszawskim" jest, jak zresztą wszystkie płyty
„Spiętego" Huberta, koncept albumem. Tym razem poświęconym kwestiom
religijnym. Krystian, syn Józefa Cieślaka, to oczywiście Chrystus.
Coma „Hipertrofia"
Mocny,
bezkompromisowy i najlepszy w karierze album łódzkich postgrunge’owców.
Odbierając trzeciego Fryderyka za tę płytę, wokalista Piotr Rogucki (absolwent
krakowskiej PWST) powiedział słynne: „Nauczyciele! Thank You!",
twórczo przekraczając myśl Chylińskiej.
Maciej Maleńczuk „Psychodancing"
Maleńczuk ma kilka odsłon. Ta nawiązuje
do jego fascynacji dancingami i obciachowym popem lat 70., którą dawało się
wyczuć jeszcze w Püdelsach. Nie jest to jednak szyderstwo ani pastisz. On to
traktuje szalenie poważnie. I to jest chyba przyczyną wielkiego sukcesu.
Kasia Nosowska
„Osiecka"
To
zdumiewające, że najlepsza obecnie polska autorka tekstów (również dla Maryli
Rodowicz) nagrała płytę z piosenkami innej autorki. I to jaką! Cichym bohaterem
płyty jest Marcin Macuk z zespołu Pogodno, który wszystko zaaranżował. Podobnie
zresztą jak na „UniSexBlues" i „MTV Unplugged" Heya.
2009L.U.C. „39/89"
„Białoszewski" Mateusza Pospieszalskiego,
„Myśmy rebelianci" De Press, „Gajcy" m.in. Kazika, Armii,
Pogodna i Dezertera to tytuły, które ukazały się w „owym roku
rocznicowym”. L.U.C. wydaje się najciekawszy, bo przemówił archiwalnymi
głosami bohaterów tamtych czasów: Paderewskiego, Starzyńskiego, Hitlera, Gierka
i innych. Z tego ma być film animowany.
Agnieszka Chylińska „Modern Rocking"
Szok!
Gniewny demon naszej sceny teraz jest matką Polką i po gruntownym stuningowaniu
króliczkiem Playboya. Muzycznie jeszcze większy przeskok – z hard
core’u do Modern Talking. Dla jednych wielki powrót, dla innych –
wtopa roku.
Voo Voo i Haydamaky
„Voo Voo i Haydamaky"
Muzyczne ukoronowanie pomarańczowej rewolucji. Pięć lat po otwarciu
Polski na muzykę z Ukrainy ukazał się album nagrany przez czołowy ukraiński
zespół folkrockowy i Voo Voo, symbol muzycznej kompetencji i wrażliwości na folk
z całego świata.
Behemoth
„Evangelion"
Dzięki
romansowi ze skandalizującą wokalistką pop lider satanizującego zespołu stał się
celebrytą i został wywindowany z deathmetalowej niszy do mainstreamu. W
ojczyźnie Jana Pawła II album wylądował na szczycie listy bestsellerów i stał
się złotą płytą. Panie Adamie, było warto!
Tomasz Stanko Quintet „Dark Eyes"
Kiedy Roman Polański tkwił w
szwajcarskim więzieniu, jego współpracownik z czasów Komedy wydawał album z
nowym (i młodym) skandynawskim kwintetem. 12 lat po genialnej
„Litanii" duch Komedy ciągle jest tu obecny.
Kult „Hurra"
Po hiperaktywności Kazika w latach 90.
XXI wiek przyniósł tylko trzy albumy Kultu. Tym większe oczekiwanie na ten
ostatni i zdecydowanie najlepszy, który ukazał się po licznych perturbacjach
związanych z odejściem waltornisty Banana i wycofaniu z płyty części nagranego
przez niego repertuaru.
Indios Bravos
„On Stage"
Jeden
z najlepiej koncertujących polskich zespołów, założony przez Piotra Banacha,
byłego lidera grupy Hey, i Gutka, znanego m.in. z albumów Paktofoniki i
Abradaba, podsumował 10 lat działalności fonograficznej znakomitym albumem (a
jakże!) koncertowym.



















