W ocenie Frątczaka
dojazd na miejsce zajmie polskiej grupie jeszcze co najmniej trzy godziny. Jak
poinformował, kolumna samochodów, do której dołączyły dwa autobusy z ratownikami
amerykańskimi, porusza się powoli, niekiedy z prędkością 20 km/h.
Zniszczone drogi
REKLAMA
Już wcześniej
Frątczak mówił, że droga, którą polska ekipa ratownicza zmierza ze stolicy
Dominikany Santo Domingo do Port-au-Prince jest słabo przejezdna ze względu na
zniszczoną infrastrukturę i duże natężenie ruchu, ponadto w niektórych punktach
istnieje niebezpieczeństwo osunięć ziemi. "W podobnej sytuacji jest kilka innych
grup ratowniczych z innych krajów" - powiedział Frątczak. Jak zapewnił, sytuacja
jest na bieżąco monitorowana.
Po przyjeździe do stolicy Haiti, jak powiedział
rzecznik, ratownicy zgłoszą się do ośrodka koordynującego akcję ratowniczą, który
znajduje się na lotnisku. Tam zostanie im przydzielony konkretny obszar prowadzenia
akcji ratowniczej. "Grupa natychmiast przystąpi do akcji" - dodał
rzecznik.
"Wszyscy ratownicy czują się dobrze i są bezpieczni" - zapewnił
Frątczak. Powiedział też, iż ochronę grupy stanowią m.in. funkcjonariusze BOR,
którzy także są przygotowani do prowadzenia akcji ratunkowej.
Rzecznik dodał, że
w rejonie trzęsienia ziemi w dalszym ciągu potrzebna jest pomoc ratownicza. Jak
wyjaśnił, biorąc pod uwagę wysoką temperaturę i rodzaj budownictwa - pod gruzami
wciąż mogą znajdować się żywi ludzie. Dodał, że kolejne z przybywających ekip
wymieniają wyczerpane grupy ratownicze, które już pracują na miejscu
tragedii.
Frątczak powiedział także, iż odnośnie sytuacji na Haiti na bieżąco
trwa wymiana informacji między Krajowym Centrum Koordynacji Ratownictwa i Ochrony
Ludności PSP w Warszawie i Centrum Monitoringu i Informacji UE w
Brukseli.
Specjalny samolot z grupą 54 strażaków z Nowego Sącza, Warszawy,
Gdańska, Łodzi i Poznania, który wystartował z wojskowego lotniska w Warszawie w
piątek w południe, po 15 godzinach lotu dotarł do stolicy Dominikany Santo
Domingo.
Mają wszystko do poszukiwania ludzi pod gruzami
Strażacy wyposażeni są w specjalistyczny sprzęt ratowniczy do
poszukiwania i uwalniania osób uwięzionych pod gruzami. Są to geofony, kamery
wziernikowe i termowizyjne oraz sprzęt mechaniczny i hydrauliczny do odgruzowywania
ofiar. Ratownicy mają ze sobą także 10 psów wyszkolonych w poszukiwaniu żywych osób
pod gruzami.
"Ratownicy posiadają także sprzęt łączności satelitarnej, prowiant i
zaplecze, zapewniające pełną samowystarczalność w zakresie logistycznym do działań
zaplanowanych na 6-7 dni" - mówił w piątek Frątczak.
Ciężka Grupa
Poszukiwawczo-Ratownicza (GPR) Państwowej Straży Pożarnej jako jedna z 11 grup na
świecie posiada certyfikat ONZ. Uzyskanie go jest potwierdzeniem wysokiego poziomu
wyszkolenia i wyposażenia.
Polską grupę z certyfikatem ONZ tworzą strażacy
służący w pięciu krajowych GPR-ach, które są kierowane przede wszystkim do działań w
strefach trzęsień ziemi i katastrof budowlanych. Uzyskanie certyfikatu sprawia, że
ONZ ma pewność, iż są one technicznie i logistycznie przygotowane do niesienia
pomocy w każdym zakątku świata.
We wtorek Haiti nawiedziło trzęsienie ziemi o
sile 7 lub 7,3 st. (agencje podają różne informacje). To najsilniejszy wstrząs w tym
regionie od ponad 200 lat. Centrum stolicy, Port-au-Prince, jest zniszczone.
WHO
oraz Panamerykańska Organizacja Zdrowia (PAHO) "szacują, że liczba ofiar
śmiertelnych wynosi od 40 do 50 tysięcy" - napisało Biuro Narodów Zjednoczonych ds.
Koordynacji Pomocy Humanitarnej (OCHA).
Szacunki te potwierdzają najnowsze dane
podane przez władze Haiti, według których we wtorkowym trzęsieniu ziemi zginęło 50
tys. osób, 250 tys. odniosło obrażenia, a 1,5 mln zostało pozbawionych dachu nad
głową.
Wcześniej minister spraw wewnętrznych Haiti Paul Antoine Bien-Aime mówił,
że liczba ofiar śmiertelnych może sięgać nawet 200 tys.
pap, em