Ciągle jesteśmy przywiązani do romantycznej wizji
artysty, który „cierpi za miliony, choć znacznie częściej za darmo".
Przywiązanie artystów do rzeczy doczesnych traktujemy nieufnie, a zaangażowanie
i odwagę cywilną cenimy wyżej nawet niż ich twórczość. Tak żyli Norwid i
Herbert, Mickiewicz i Gombrowicz, Baczyński i Grechuta i wielu innych. Dziś, 20
lat po wyczerpaniu się istniejącego od 200 lat modelu, trudno się przyzwyczaić
do faktu, ze nawet sztuka wysoka tez może być towarem, nie wspominając już o
kulturze masowej. Coraz częściej dobiegają nas wieści o horrendalnych stawkach,
zarobkach i kontraktach reklamowych aktorów, muzyków, prezenterów czy
bestsellerowych pisarzy. Nie zawsze prawdziwe. Jak wiec jest z ta kasa w polskim
show-biznesie? Mimo milczenia samych zainteresowanych „Wprost”
oszacował zarobki muzyków. Nie jest to łatwe, bo pól, na których mogą zarabiać,
jest bardzo wiele. To zyski z płyt, praw autorskich, koncertów, reklam,
festiwali i występów telewizyjnych. Każda duża gwiazdę należy traktować w
kategoriach przedsiębiorstwa z własnymi pracownikami i sprzętem –
instrumentami, nagłośnieniem, transportem, studiem nagraniowym, prawami
autorskimi i licencjami płyt. Muzycy sa tez właścicielami marki i wytworów
własnej pracy, a często również własnymi wydawcami. Najwięcej zarabiają właśnie
ci, którzy działają na wszystkich tych polach, a wiec są jednocześnie
kompozytorami, autorami tekstu, wykonawcami i właścicielami marki.
Kluczem do dużych pieniędzy są dochody z koncertów.
Może właśnie dlatego w świecie muzyki pop najlepiej zarabiają osoby po
pięćdziesiątce (może to akt sprawiedliwości dziejowej za lata nagrywania
przebojów, występów i popularności bez pieniędzy w PRL?). Zespoły mające dużo
przebojów i grające muzykę dla osób w wieku od lat 5 do 105 gromadzą po prostu
największą publiczność. To Budka Suflera (popularna od 35 lat), Bajm (od 31
lat), Perfect (od 30 lat), Lady Pank (od 28 lat), Maryla Rodowicz (od 40 lat)
czy Krzysztof Krawczyk (od 45 lat). Jeszcze niedawno wydawało się, ze do tej
stawki dołącza nowi, tacy jak Ich Troje, Doda czy Feel, ale ostatnio publiczność
się od nich odwróciła i ich akcje lecą na łeb, na szyje. Stare marki trzymają
się natomiast znakomicie. Bajm, którego występ kosztuje średnio 100-110 tys. zł,
zagrał w 2009 r. 59 koncertów. Z założeniem, ze 50 tys. zł to wydatki na
technikę, czyli scenę, nagłośnienie, oświetlenie, telebimy itd., zespołowi
zostaje 55 tys. zł z każdego koncertu. Daje to ok. 3,5 mln zł, od których trzeba
odjąć koszty i podatki. Oczywiście, sa to pieniądze do podziału na zespół. Model
tego podziału jest tajemnica, ale trudno oczekiwać, aby muzycy, którzy dołączyli
do Bajmu 15 lat temu, kiedy był już dobrze prosperująca firma, zarabiali tyle,
ile „ojciec i matka założycielka" – wokalistka Beata Kozidrak i
jej mąż Andrzej Pietras menedżer zespołu. Można przypuszczać, ze w rodzinie
zostaje znacznie ponad połowa dochodów przedsiębiorstwa.
Jeszcze wyższą
stawkę koncertowa (60 tys. zł) ma Budka Sufl era, ale oni graja mniej więcej
połowę tego co Bajm. Około 50 koncertów w 2009 r. zagrali za to muzycy Lady Pank
(35-45 tys. zł za występ) i Perfectu (45-55 tys. zł). Wykonawców, który graja po
50 koncertów rocznie za ponad 35 tys. zł, jest około 15. Ich członków, a
zwłaszcza liderów (podział kasy w zespole rzadko bywa demokratyczny), śmiało
możemy nazwać multimilionerami.
Dochody z koncertów to największe, ale
niejedyne źródło zarobków muzyków. Następnym są tantiemy z tytułu praw
autorskich. Dotyczą one tylko kompozytorów i autorów tekstów. Ogromne, bo
ponadmilionowe honoraria otrzymują artyści, którzy nie występują na scenie. Sa
to przede wszystkim Andrzej Mogielnicki, od ponad 30 lat autor najważniejszych
tekstów Lady Pank i Budki Suflera, i Jacek Cygan, od 40 lat piszący dla legionu
artystów z Ryszardem Rynkowskim, Kombi, Edyta Górniak i Piotrem Rubikiem na
czele. Wśród kompozytorów największe tantiemy otrzymują Andrzej Korzynski,
Katarzyna Gärtner, Seweryn Krajewski, Robert Janson, Andrzej Sikorowski,
Krzesimir Debski i Jerzy „Dudus" Matuszkiewicz – kompozytor
muzyki i piosenek do niemal stu polskich filmów i seriali, takich jak
„Czterdziestolatek”, „Janosik”, „Wojna
domowa” czy „Stawka większa niż życie”. Każda radiowa lub
telewizyjna emisja skomponowanej przez nich piosenki to kilka lub kilkadziesiąt
złotych (w zależności od wielkości stacji) na ich koncie. Pieniądze te nie
wydaja się duże i sami autorzy porównują je do kapania wody. Ale to tylko
pozory. Jeśli wziąć pod uwagę, ze w Polsce jest prawie 250 stacji radiowych (w
tym kilkanaście ogólnopolskich i ponadregionalnych) oraz około stu kanałów
telewizyjnych, to leniwe kapanie w skali roku może się przerodzić w spory
wodospad.
Wydawałoby się, ze najwięcej na tantiemach zarabiają
wykonawcy aktualnych hitów, których takie zespoły jak Sistars, Ich Troje, Feel
czy Doda i Virgin miały po kilka. Minęło jednak kilka lat i nikt juz ich nie
gra. Bo – jak mówią sami autorzy – od nawet największych, ale
chwilowych przebojów ważniejsze sa tzw. gwoździe. To ponadczasowe hity, które na
stałe sa na radiowych playlistach i co roku generują ich autorom bardzo wysokie
dochody. Takich utworów jest nie więcej niż 500, a największe wśród nich to:
„Sen o Warszawie" Niemena (ze słowami Marka Gaszyńskiego),
„Małgośka” (muz. Katarzyna Gärtner, sł. Agnieszka Osiecka),
„Nie dokazuj” (muz. Jan Kanty Pawluskiewicz, sł. Marek Grechuta),
„Jesteśmy na wczasach” (muz. Janusz Sent, sł. Wojciech Młynarski),
„Autobiografia” (muz. Zbigniew Hołdys, sł. Bogdan Olewicz),
„Kocham cie, kochanie moje” Maanamu (muz. Marek Jackowski, sł.
Kora), „To nie ja byłam Ewa” Edyty Górniak (muz. Stanisław Syrewicz,
sł. Jacek Cygan) czy „Takie tango” Budki Suflera (muz. Romuald
Lipko, sł. Andrzej Mogielnicki).
Nikt, nawet najwybitniejszy autor,
nie ma patentu na pisanie gwoździ. Świadczy o tym fakt, że ponadczasowe hity
zdarzają się też autorom mniej znanym, np. „W moim ogrodzie" Daabu
(muz. zespół, sł. Piotr Strojnowski), „Klub wesołego szampana”
Formacji Nieżywych Schabuff (muz. zespół, sł. Wojciech Płocharski) czy song o
chłopcach, którzy odeszli z naszego puebla, czyli „Pamelo, żegnaj”
Tercetu Egzotycznego (muz. Zbigniew Dziewiątkowski, sł. Mirosław Łebkowski).
Jeden taki „strzał” i ma się pokaźną emeryturę do końca życia, a
później niezłe zabezpieczenie dla rodziny.
Największe pieniądze
zarabiają ci, który łączą kilka artystycznych funkcji, to znaczy nie tylko piszą
i komponują, ale też nagrywają i wykonują własne piosenki. Dostają jeszcze
autorski procent dochodu od każdej sprzedanej płyty i zagranego przez siebie
koncertu (organizatorzy wpłacają do ZAiKS ok. 10 proc. stawki koncertowej).
Jakkolwiek by liczyć, najlepiej zarabiającym artystą naszego
show-biznesu jest Romuald Lipko, niepozorny i małomówny lider (klawiszowiec)
zespołu Budka Suflera. Dlaczego? Po pierwsze – jest on kompozytorem nie
tylko wszystkich największych przebojów Budki Suflera (w tym takich gwoździ jak
„Takie tango", „Jolka, Jolka pamiętasz” czy „Za
ostatni grosz”), ale też hitów Anny Jantar (m.in. „Nic nie może
wiecznie trwać”), Urszuli (m.in. „Dmuchawce, latawce”),
Izabeli Trojanowskiej (m.in. „Wszystko, czego dziś chcę”) i wielu
innych artystów. Tylko z tytułu praw autorskich dostaje więc rocznie ok. 2 mln
zł. Po drugie – płyty Budki Suflera rozchodzą się w ogromnych nakładach
(np. „Nic nie boli tak jak życie" z 1997 r. sprzedała się w milionie
egzemplarzy), z czego Lipko dostaje pokaźną część zysku. Po trzecie, koncerty
Budki Suflera od lat są najdroższe w Polsce (ok. 60 tys. zł dla zespołu plus
koszty techniczne w wysokości ok. 50 tys. zł) i chociaż nie grają ich dużo (w
2009 r. „tylko” 29), zyskiem dzielą się na trzech.
Na drugim
miejscu znajduje się Jan Borysewicz, lider i kompozytor wszystkich hitów zespołu
Lady Pank. Chociaż „Mniej niż zero", „Zamki na piasku”
czy „Kryzysowa narzeczona” to zamierzchłe lata 80., ciągle potrafi
zaskoczyć przebojem takim jak „Stacja Warszawa” czy „Strach
się bać”. A gdy nie pisze dla Lady Pank, to wydaje z Pawłem Kukizem
bestsellerowy album „Borysewicz & Kukiz”. Poza tym Lady Pank to
także sprawne przedsiębiorstwo koncertowe, dające po 50 dużych występów w roku
za 35-45 tys. zł każdy.
Na trzecim miejscu listy najlepiej
zarabiających plasuje się Beata Kozidrak, wokalistka rodzinnego przedsiębiorstwa
Bajm i autorka tekstów większości przebojów zespołu i solowych. Choć Bajm
prowadzi ożywioną (i drogą!) działalność koncertową, hitów i bestsellerowych
płyt jest mniej niż u Lady Pank.
Co ciekawe, trzy najlepiej
zarabiające osoby w polskim show-biznesie są z sobą mocno związane. Borysewicz,
zanim założył Lady Pank, grał w Budce Suflera. Po nim do Budki przyszedł
gitarzysta Bajmu Marek Raduli. Zresztą i Bajm, i Budka Suflera pochodzą z tego
samego miasta, skąd nigdy nie przeniosły się do stolicy. Lublin rządzi!
Na kolejnych miejscach znajdują się tacy artyści jak Robert Gawliński
– kompozytor i autor nieskończonej liczby przebojów solowych i zespołu
Wilki – oraz Kayah, która też sama napisała wszystkie swoje przeboje.
Oprócz nagranych z Bregoviciem, które jednak rozeszły się w milionowym
nakładzie. Na nią od kilku lat pracują jednak inni artyści (m.in. Maria Peszek,
Zakopower, Krzysztof Kiljański, Smolik, Tatiana Okupnik), którzy wydają płyty w
jej wytwórni Kayax.
Za nimi podąża peleton artystów, m.in. Kasia Nosowska
(fantastyczne ostatnie trzy lata), Muniek Staszczyk (mistrz drugiego planu od 25
lat), Piotr Rubik (nakłady płyt spadły, a koszty koncertów są niebotyczne), Feel
(dobre czasy minęły), Maryla Rodowicz (duże dochody z koncertów), Grzegorz
Markowski (największe hity Perfectu napisała spółka Hołdys – Olewicz, a
zyski z koncertów dzielone są na pięciu członków zespołu), Stachursky (rekordowa
liczba koncertów), Artur Rojek (Myslovitz jeszcze na dobre nie powrócił z
wakacji) i Kazik Staszewski (jest zbyt undergroundowy jak na komercyjne media).
Jeszcze do niedawna w tym gronie był Michał Wiśniewski (Ich Troje ciągle gra,
choć lider jest podobno bankrutem), Doda (jej gwiazda blednie w oczach) i
Maanam, który niedawno zawiesił działalność.