Według rebeliantów, decyzja, aby zaproponować zawieszenie
broni, jest podyktowana pragnieniem "uniknięcia rozlewu krwi niewinnych", do czego
dochodziło w ciągu ostatnich miesięcy w rejonach, gdzie toczą się walki, to jest w
północnych prowincjach kraju, nieopodal granicy z Arabią Saudyjską. - Jeśli nie
dojdziemy do porozumienia - podkreślił al-Huti - może powstać w Jemenie
"katastrofalna sytuacja", która doprowadzi do obcej interwencji
wojskowej.
Powstańcy z sekty szyickiej Zaydi, istniejącej tylko w Jemenie,
chwycili za broń w 2004 roku. Wystąpili pod wodzą szejka Badra Edina al-Hutiego, który zginął w tym samym roku, na początku rebelii. Od jego
śmierci do potyczek dochodziło sporadycznie. Konflikt zbrojny zaostrzył się od czasu
ofensywy wojska jemeńskiego przeciwko bazie rebeliantów znajdującej się w rejonie
Sady, na granicy z Arabią Saudyjską, odległej o 240 km od stolicy kraju, Sany.
Ofensywa ta rozpoczęła się 11 sierpnia ubiegłego roku. Po obu stronach, według
ogłaszanych przez nie komunikatów, zginęły setki ludzi.
REKLAMA
PAP, arb