Europarlamentarzyści podkreślają, że
ich głos nie miał związku z polskim komisarzem ds. budżetu Januszem Lewandowskim,
którego uważają za jednego z najbardziej kompetentnych członków nowej KE. - Moje
głosowanie nie ma charakteru personalnego. To, co chciałem zakwestionować, to brak
realnej legitymacji do prowadzenia polityki zagranicznej, jakiej przywódcy
największych państw UE nie udzielili wysokiemu przedstawicielowi UE ds. polityki
zagranicznej, mimo że Traktat z Lizbony zakładał stworzenie silnej unijnej polityki
zagranicznej - powiedział Zalewski.
REKLAMA
Zalewski jest rozczarowany,
że mimo instrumentów, jakie daje nowy traktat, Paryż, Berlin czy Londyn nie chcą
silnej polityki zagranicznej UE, a "przykładem braku legitymacji uprawiania polityki
zagranicznej przez UE jest odwołanie szczytu UE-USA przez prezydenta USA Baracka
Obamę". - Obama wie, że łatwiej mu będzie dogadywać się z Berlinem czy Paryżem -
dodał.
Artur Zasada argumentował z kolei, że jego głos przeciwko nowej
KE jest wyrazem rozczarowania po przesłuchaniu szefowej unijnej dyplomacji Catherine
Ashton. - Miałem nadzieję, że polityką zagraniczną UE będzie kierował ktoś,
kto ma wizję i autorytet - powiedział. Wyznał, że nie wie, czy za "wyłamanie się"
polskim europosłom grożą w EPL jakieś partyjne konsekwencje. - Gdyby przywódcy mieli okazję wysłuchać tak jak my przesłuchań
pani Ashton, to nie wiem, czy by wówczas ją wybrali - powiedział Zasada,
kwestionując kompetencje Brytyjki do pełnienia nowej funkcji w UE.
PAP, arb