Krugman polemizuje z tezami, że
główna przyczyną greckiego kryzysu był brak dyscypliny fiskalnej tamtejszego
rządu.
"Tym, co naprawdę kryje się za tym bałaganem, nie jest marnotrawstwo
polityków, tylko arogancja elit politycznych, które pchnęły Europę do przyjęcia
jednej waluty, zanim kontynent był gotowy do takiego eksperymentu" - pisze
publicysta "NYT".
REKLAMA
Przypomina on, że inne kraje europejskie, jak Hiszpania, które
w odróżnieniu od Grecji miały stosunkowo niewielki dług i nadwyżkę budżetową, też
wpadły w poważne kłopoty wskutek kryzysu 2008 r. wywołanego "mieszkaniową bańką
mydlaną"; chodzi o sztuczną zwyżką cen domów w wyniku bankowych spekulacji
ryzykownymi instrumentami finansowymi.
Hiszpania, tak jak inne kraje w podobnej
sytuacji - zwraca uwagę Krugman - mogłaby szybko przezwyciężyć kryzys dewaluując
swoją narodową walutę (peso) - gdyby ją jeszcze miała. Jednak używając euro, "może
odzyskać konkurencyjność tylko poprzez powolny proces deflacji".
Także
lekarstwem na kryzys grecki byłaby dewaluacja jej narodowej waluty, ale Grecja
również używa euro.
"Wszystko to nie powinno być niespodzianką. Na długo, zanim
wprowadzono euro, ekonomiści ostrzegali, że Europa nie jest gotowa na jedną, wspólną
walutę. Ostrzeżenia te zostały zignorowane i przyszedł kryzys" - pisze
Krugman.
Przyznaje on jednak, że powrót krajów strefy euro do walut narodowych
jest praktycznie niemożliwy.
Jedyne zatem wyjście to sprawić teraz, żeby euro
zaczęło działać; aby do tego doprowadzić, Europa winna pójść dużo dalej w kierunku
unii politycznej - pisze Krugman, sugerując, by kraje europejskie zaczęły
funkcjonować bardziej jak stany USA.
"To jednak nie zdarzy się szybko. W
najbliższych latach będziemy więc raczej obserwowali bolesny proces powolnego
brnięcia naprzód: sięgania po pakiety ratunkowe połączone z żądaniami
wstrzemięźliwości fiskalnej, czemu towarzyszyć będzie bardzo wysokie bezrobocie,
utrwalane przez deflację" - stwierdza autor.
PAP, mm