W Polsce zapewne jest niewiele lepiej niż we Włoszech. Wystarczy minuta poszukiwania, żeby Google wyrzuciło kilkanaście świeżych rekordów dotyczących wyłudzania rent inwalidzkich. Pierwszy przykład z brzegu – w październiku zeszłego roku skazano w Gorzowie 7 lekarzy za to, że w zamian za łapówki umożliwili wyłudzenie rent o wartości 2 mln zł. Można spokojnie przypuszczać, że nie oni pierwsi i nie ostatni.
REKLAMA
We Włoszech zabezpieczenia socjalne stanowią 17 proc. wydatków budżetowych, w Polsce jest to ponad 19 proc. We Francji – rekordowe 31 proc. Mamy więc górę pieniążków, po które można wyciągnąć i wyciąga się ręce. Nie oszukujmy się i przyznajmy – wyłudzenia dotyczą zapewne wszystkich aktywności socjalnych państwa i żadne regulacje, kontrole czy wygórowane wymogi tego nie zmienią. Dlaczego?
Wyłudzenia to naturalny efekt modelu gospodarczego, jaki obrała Europa. Niska konkurencyjność gospodarek i utrudnianie działania przedsiębiorczym jednostkom w połączeniu z niezwykle wysokim opodatkowaniem, sprawiają, że liczba ludzi żyjących w ubóstwie jest wciąż znaczna. Stąd potrzeba zwiększania wydatków socjalnych. Miliardy euro są łakomym kąskiem nie tylko dla tych biednych, lecz także dla tych odrobinę bogatszych i sprytniejszych. Oszukanie „niepełnosptrytnego" urzędnika nie stanowi dla nich problemu, łapówkę – nawet znaczną – traktują jako inwestycję. Biednych na łapówkę nie stać.
Państwo socjalne chybia celu. Biednym czy tzw. „pokrzywdzonym przez los" daje minimum, a jednocześnie odbiera szansę na lepszy byt, tłumiąc przedsiębiorczość, która mogłaby np. dac im miejsca pracy. Co się zaś tyczy tych, którzy udają inwalidów, to przypominają średniowieczną społeczność Paryża opisaną przez Wiktora Hugo w książce „Katedra Marii Panny w Paryżu”. Tam też pełno było udawaczy. Z jedna różnicą. Wtedy udawano beznogich czy ślepych po to, by przechodzień zlitował się i wrzucił kilka srebrnych monet. Teraz udaje się kalekich, by nabrać urzędników. Ci zaś nie płacą pieniędzmi swoimi, a naszymi.
Ułomny produkt systemu
2010-02-23 19:18
W Polsce zapewne jest niewiele lepiej niż we Włoszech.
Wystarczy minuta poszukiwania, żeby Google wyrzuciło kilkanaście świeżych
rekordów dotyczących wyłudzania rent inwalidzkich. Pierwszy przykład z brzegu
– w październiku zeszłego roku skazano w Gorzowie 7 lekarzy za to, że w
zamian za łapówki umożliwili wyłudzenie rent o wartości 2 mln zł. Można
spokojnie przypuszczać, że nie oni pierwsi i nie ostatni.
We Włoszech
zabezpieczenia socjalne stanowią 17 proc. wydatków budżetowych, w Polsce jest to
ponad 19 proc. We Francji – rekordowe 31 proc. Mamy więc górę pieniążków,
po które można wyciągnąć i wyciąga się ręce. Nie oszukujmy się i przyznajmy
– wyłudzenia dotyczą zapewne wszystkich aktywności socjalnych państwa i
żadne regulacje, kontrole czy wygórowane wymogi tego nie zmienią. Dlaczego?
Wyłudzenia to naturalny efekt modelu gospodarczego, jaki obrała Europa.
Niska konkurencyjność gospodarek i utrudnianie działania przedsiębiorczym
jednostkom w połączeniu z niezwykle wysokim opodatkowaniem, sprawiają, że liczba
ludzi żyjących w ubóstwie jest wciąż znaczna. Stąd potrzeba zwiększania wydatków
socjalnych. Miliardy euro są łakomym kąskiem nie tylko dla tych biednych, lecz
także dla tych odrobinę bogatszych i sprytniejszych. Oszukanie
„niepełnosptrytnego" urzędnika nie stanowi dla nich problemu, łapówkę
– nawet znaczną – traktują jako inwestycję. Biednych na łapówkę nie
stać.
Państwo socjalne chybia celu. Biednym czy tzw.
„pokrzywdzonym przez los" daje minimum, a jednocześnie odbiera szansę
na lepszy byt, tłumiąc przedsiębiorczość, która mogłaby np. dac im miejsca
pracy. Co się zaś tyczy tych, którzy udają inwalidów, to przypominają
średniowieczną społeczność Paryża opisaną przez Wiktora Hugo w książce
„Katedra Marii Panny w Paryżu”. Tam też pełno było udawaczy. Z jedna
różnicą. Wtedy udawano beznogich czy ślepych po to, by przechodzień zlitował się
i wrzucił kilka srebrnych monet. Teraz udaje się kalekich, by nabrać urzędników.
Ci zaś nie płacą pieniędzmi swoimi, a naszymi.