Na wiec na Piazza del Popolo, który nazwano "Regole Day"
(Dzień zasad) przybyli politycy centrolewicowej opozycji, między innymi z jej
największej siły - Partii Demokratycznej, oraz przedstawiciele nieformalnego,
obywatelskiego ruchu przeciwników Berlusconiego o nazwie Fioletowy
Lud.
Organizatorzy twierdzą, że w manifestacji w stolicy Włoch uczestniczyło 200
tysięcy osób. Media podkreślają, że liczba ta jest zawyżona.
REKLAMA
"Tak dla zasad
demokracji i praw", "Nie dla oszustw i sztuczek" - skandowali demonstranci. Lider
Partii Demokratycznej Pierlugi Bersani mówił podczas wiecu, że centroprawicowa
koalicja zajmuje się wyłącznie uchwaleniem praw "dla siebie samej". Następnie
zarzucił premierowi Berlusconiemu, że chce wszystko kontrolować i być jednocześnie
"szefem narodu" i "szefem dzienników informacyjnych" w telewizji publicznej
RAI.
Znany z najostrzejszych wystąpień przeciwko szefowi rządu przywódca partii
Włochy Wartości Antonio Di Pietro nawoływał zaś do jedności, by "uwolnić państwo od
powracającego faszyzmu" i "despoty".
Podczas demonstracji padły również obraźliwe
slogany pod adresem prezydenta Włoch Giorgio Napolitano, który podpisał przyjęty
przez rząd w trybie pilnym dekret, ratujący listy wyborcze centroprawicy.
Rząd
Berlusconiego uchwalił dekret podczas nadzwyczajnego, nocnego posiedzenia 5 marca,
gdy z powodów formalnych, na przykład zbyt późnego złożenia w sądzie, w Lacjum i
Lombardii odrzucono listy kandydatów koalicyjnego Ludu Wolności przed wyborami
samorządowymi, które odbędą się 28 i 29 marca.
Premier argumentował, że nie można
pozbawić połowy elektoratu prawa do wybrania swych kandydatów i trzeba drogą
specjalnego rozporządzenia opanować przedwyborczy chaos.
Krótki dekret, mający
umożliwić ponowne złożenie list, podpisał od razu w nocy prezydent Napolitano
tłumacząc, że było to konieczne dla zachowania zasad demokracji.
Dekret poszerza
rozumienie pojęcia "złożenie listy w terminie" i wprowadza nową jego interpretację,
zgodnie z którą wystarczy, że przedstawiciel komitetu wyborczego udowodni, że był w
wymaganym momencie na terenie sądu. Ponadto ustalono, że kontrola list wyborczych
pod kątem prawidłowości złożonych podpisów i widoczności stempli na nich może zostać
przeprowadzona "w terminie późniejszym".
Mimo wejścia dekretu w życie Lud
Wolności nie zdołał uratować do tej pory listy swych kandydatów w Lacjum, ponieważ
rozporządzenie zostało odrzucone przez sąd administracyjny.
Premier Berlusconi
komentując sobotnią manifestację oświadczył, że wyjście lewicy na ulice jest
"paradoksem", bo to centroprawica musi teraz bronić wolności pozbawiona prawa do
wystawienia swych kandydatów w wyborach do władz stołecznego regionu. "To groteska"
- ocenił szef rządu.
PAP, mm