Na sobotni wiec w Warszawie, na Placu Teatralnym przyszli twardzi, bojowi zwolennicy Kaczyńskiego. Przyszli na konwencję wyborczą, na której spodziewali się, że "wódz" wytyczy kierunek kampanii, pokaże cele, wskaże metody. Otrzymali w zamian za to dobre, ale łagodne przemówienie i przesłanie jedności społecznej w obliczu kolejnej katastrofy, tym razem powodzi. I kiedy on skandowali słowa poparcia, Jarosław Kaczyński podnosił ręce w kaznodziejskim geście spokoju. Zdezorientowani słuchacze po jego przemówieniach zaczęli się rozchodzić.
REKLAMA
Czy Jarosław Kaczyńskie się radykalnie zmienił, czy może jest to tylko gra polityczna? I w jednym i w drugim przypadku zwraca uwagę to, że Kaczyński odchodzi od idei tak zwanej IV RP. W jednym z wywiadów wręcz prosi dziennikarza - nie mówmy o tym, rozmawiajmy o przyszłości. I co ciekawe - nie tylko Jarosław Kaczyński mówi, że projekt IV RP nie ma już racji bytu - również inni politycy Prawa i Sprawiedliwości, tacy, jak Mariusz Kamiński, czy nawet Adam Bielan, odcinają się od tj idei.
Jeżeli rzeczywiście Jarosław Kaczyński i grono jego młodych partyjnych kolegów tak myśli - oznacza to, że szef PiS odkreśla grubą kreską swoją dotychczasową działalność polityczną. Unieważnia swój dorobek polityczny ostatnich kilkunastu lat. Porozumienie Centrum, partia powstała na początku ostatniej dekady XX wieku i jej kontynuatorka, Prawo i Sprawiedliwość, to formacje antysystemowe, których podstawy ideowe są zupełnie inne od reszty sił politycznych. Siłą Jarosława Kaczyńskiego była negacja porządku politycznego powstałego po Okrągłym Stole, który według niego dał Polsce Konstytucję służącą oligarchom politycznym, a zniszczył poczucie jedności społecznej. I teraz Kaczyński postanawia się włączyć na nowo w nurt życia III RP...
Jarosław Kaczyński zaczął mówić językiem Platformy Obywatelskiej. I to jest największy szok dla jego zwolenników. Ale przecież właśnie do tego przez lata namawiała Jarosława Kaczyńskiego jego wierna fanka, profesor Jadwiga Staniszkis, która twierdziła, że tylko przesunięcie się PiS w stronę centrum może uratować tę formację. A do tego konieczne jest to, aby ze społeczeństwem rozmawiać, należy używać jego języka.
Tylko, że to co miało sens po roku 2007, kiedy PiS i Jarosław Kaczyński oddali władzę, nie musi się sprawdzić teraz. Bo przecież jeżeli mamy do wyboru Bronisława Komorowskiego i Jarosława Kaczyńskiego z twarzą... Komorowskiego, to po co wybierać podobiznę, monidło, kiedy można mieć oryginał?
Jarosław Kaczyński w 2006 roku zrobił podobny manewr. Związał się z ludowymi populistami z Samoobrony i katolickimi narodowcami z LPR. Prawicowa partia poszła w stronę socjalnego populizmu. Twardy elektorat PiS-u to kupił, a jeżeli nie kupił, to został wymieniony na ten napływowy od Romana Giertycha i Andrzeja Leppera. Teraz jednak sytuacja jest inna - duża część twardego elektoratu PiS napędzana jest niechęcią do Platformy Obywatelskiej, Donalda Tuska i rządu. Nie po to przez lata była karmiona bajaniem o żelaznym, złym establishmentowym wilku, o układzie, szarej sieci, mitycznym Salonie, aby teraz uwierzyć, że trzeba się z nim porozumieć. Idea POPiS-u, do której Kaczyński wraca, jest dla nich do przyjęcia tylko wtedy, kiedy Kaczyńskiemu zostanie złożony wiernopoddańczy hołd.
Twardzi zwolennicy Jarosława Kaczyńskiego liczyli na to, że po 10. kwietnia powstanie w społeczeństwie atmosfera buntu i rozliczeń, coś, co pozwoli naruszyć konstrukcję państwa i doprowadzić do przewartościowań i ruchów tektonicznych w polskiej polityce. Dlatego takim ludziom, jak Bronisław Wildstein, Rafał Ziemkiewicz, Zdzisław Krasnodębski, Jan Pospieszalski czy Tomasz Sakiewicz nie na rękę były głosy nawoływania do spokoju, do jedności. Jednak ich wyczucie nastrojów społecznych opierało się na egzaltacji niewielkiej w sumie grupy z Krakowskiego Przedmieścia, czy poglądach ekstremy, takiej jak choćby piszący na portalu blogowym Salon24. Ogromna większość społeczeństwa, wyborców, nie chce żadnych wojen politycznych - chce normalizacji, jedności, choćby w obliczu klęski powodzi. I Kaczyński to wie.
Mam coraz większe przekonanie, że Jarosław Kaczyński doskonale zdaje sobie sprawę, że te wybory prezydenckie to jego bój ostatni. On się powoli żegna z polityką. Chce jednak zachować partię w jedności, ale nie chce jej oddawać w ręce ekstremistom, na jakich liczą niektórzy twardzi zwolennicy PiS. Czas na zmiany. I PiS nie zostanie oddany w ręce ludziom pokroju Zbigniewa Ziobro i Adama Bielana, lecz raczej takim, jak Paweł Poncyliusz i Joanna Kluzik-Rostkowska.
Do wyborów parlamentarnych Prawo i Sprawiedliwość pójdzie już pod nowym kierownictwem. Może powstanie wreszcie partia chadecka. Prawicowa i liberalna.
Gruba kreska Jarosława Kaczyńskiego
2010-05-23 13:30
Na sobotni wiec w Warszawie, na Placu Teatralnym
przyszli twardzi, bojowi zwolennicy Kaczyńskiego. Przyszli na konwencję
wyborczą, na której spodziewali się, że "wódz" wytyczy kierunek
kampanii, pokaże cele, wskaże metody. Otrzymali w zamian za to dobre, ale
łagodne przemówienie i przesłanie jedności społecznej w obliczu kolejnej
katastrofy, tym razem powodzi. I kiedy on skandowali słowa poparcia, Jarosław
Kaczyński podnosił ręce w kaznodziejskim geście spokoju. Zdezorientowani
słuchacze po jego przemówieniach zaczęli się rozchodzić.
Czy Jarosław
Kaczyńskie się radykalnie zmienił, czy może jest to tylko gra polityczna? I w
jednym i w drugim przypadku zwraca uwagę to, że Kaczyński odchodzi od idei tak
zwanej IV RP. W jednym z wywiadów wręcz prosi dziennikarza - nie mówmy o tym,
rozmawiajmy o przyszłości. I co ciekawe - nie tylko Jarosław Kaczyński mówi, że
projekt IV RP nie ma już racji bytu - również inni politycy Prawa i
Sprawiedliwości, tacy, jak Mariusz Kamiński, czy nawet Adam Bielan, odcinają się
od tj idei.
Jeżeli rzeczywiście Jarosław Kaczyński i grono jego
młodych partyjnych kolegów tak myśli - oznacza to, że szef PiS odkreśla grubą
kreską swoją dotychczasową działalność polityczną. Unieważnia swój dorobek
polityczny ostatnich kilkunastu lat. Porozumienie Centrum, partia powstała na
początku ostatniej dekady XX wieku i jej kontynuatorka, Prawo i Sprawiedliwość,
to formacje antysystemowe, których podstawy ideowe są zupełnie inne od reszty
sił politycznych. Siłą Jarosława Kaczyńskiego była negacja porządku politycznego
powstałego po Okrągłym Stole, który według niego dał Polsce Konstytucję służącą
oligarchom politycznym, a zniszczył poczucie jedności społecznej. I teraz
Kaczyński postanawia się włączyć na nowo w nurt życia III RP...
Jarosław Kaczyński zaczął mówić językiem Platformy Obywatelskiej. I to jest
największy szok dla jego zwolenników. Ale przecież właśnie do tego przez lata
namawiała Jarosława Kaczyńskiego jego wierna fanka, profesor Jadwiga Staniszkis,
która twierdziła, że tylko przesunięcie się PiS w stronę centrum może uratować
tę formację. A do tego konieczne jest to, aby ze społeczeństwem rozmawiać,
należy używać jego języka.
Tylko, że to co miało sens po roku 2007,
kiedy PiS i Jarosław Kaczyński oddali władzę, nie musi się sprawdzić teraz. Bo
przecież jeżeli mamy do wyboru Bronisława Komorowskiego i Jarosława Kaczyńskiego
z twarzą... Komorowskiego, to po co wybierać podobiznę, monidło, kiedy można
mieć oryginał?
Jarosław Kaczyński w 2006 roku zrobił podobny manewr.
Związał się z ludowymi populistami z Samoobrony i katolickimi narodowcami z LPR.
Prawicowa partia poszła w stronę socjalnego populizmu. Twardy elektorat PiS-u to
kupił, a jeżeli nie kupił, to został wymieniony na ten napływowy od Romana
Giertycha i Andrzeja Leppera. Teraz jednak sytuacja jest inna - duża część
twardego elektoratu PiS napędzana jest niechęcią do Platformy Obywatelskiej,
Donalda Tuska i rządu. Nie po to przez lata była karmiona bajaniem o żelaznym,
złym establishmentowym wilku, o układzie, szarej sieci, mitycznym Salonie, aby
teraz uwierzyć, że trzeba się z nim porozumieć. Idea POPiS-u, do której
Kaczyński wraca, jest dla nich do przyjęcia tylko wtedy, kiedy Kaczyńskiemu
zostanie złożony wiernopoddańczy hołd.
Twardzi zwolennicy Jarosława
Kaczyńskiego liczyli na to, że po 10. kwietnia powstanie w społeczeństwie
atmosfera buntu i rozliczeń, coś, co pozwoli naruszyć konstrukcję państwa i
doprowadzić do przewartościowań i ruchów tektonicznych w polskiej polityce.
Dlatego takim ludziom, jak Bronisław Wildstein, Rafał Ziemkiewicz, Zdzisław
Krasnodębski, Jan Pospieszalski czy Tomasz Sakiewicz nie na rękę były głosy
nawoływania do spokoju, do jedności. Jednak ich wyczucie nastrojów społecznych
opierało się na egzaltacji niewielkiej w sumie grupy z Krakowskiego
Przedmieścia, czy poglądach ekstremy, takiej jak choćby piszący na portalu
blogowym Salon24. Ogromna większość społeczeństwa, wyborców, nie chce żadnych
wojen politycznych - chce normalizacji, jedności, choćby w obliczu klęski
powodzi. I Kaczyński to wie.
Mam coraz większe przekonanie, że
Jarosław Kaczyński doskonale zdaje sobie sprawę, że te wybory prezydenckie to
jego bój ostatni. On się powoli żegna z polityką. Chce jednak zachować partię w
jedności, ale nie chce jej oddawać w ręce ekstremistom, na jakich liczą
niektórzy twardzi zwolennicy PiS. Czas na zmiany. I PiS nie zostanie oddany w
ręce ludziom pokroju Zbigniewa Ziobro i Adama Bielana, lecz raczej takim, jak
Paweł Poncyliusz i Joanna Kluzik-Rostkowska.
Do wyborów
parlamentarnych Prawo i Sprawiedliwość pójdzie już pod nowym kierownictwem. Może
powstanie wreszcie partia chadecka. Prawicowa i liberalna.