W treści listu czytamy między innymi: „(...) warunki przechodzenia na emeryturę i związane z tym odprawy i wysokość świadczeń dla zatrudnionych już żołnierzy, policjantów czy funkcjonariuszy innych służb mundurowych nie ulegną zmianie !(...)". W cytowanym fragmencie akcent położony jest na słowo „już”, czyli ci, którzy dopiero zaciągną się do armii nie mogą liczyć na takie udogodnienia oraz wykrzyknik, by jasno i wyraźnie zakomunikować ten fakt przyszłym żołnierzom.
REKLAMA
Poza tym podkreśla w nim przestrzeganie konstytucyjnej zasady nienaruszalności praw nabytych (lex retro non agit - prawo nie działa wstecz).
Premier zdaję się przy tym pomijać fakt, iż Najwyższa Izba Kontroli opracowała w tym samym czasie raport dotyczący stanu polskiej armii, z którego wynika, że sytuacja jest zatrważająca. Zgodnie z ustawą budżetową, MON powinien wydawać na krajowe siły zbrojne co najmniej 1,95 proc. produktu krajowego brutto, a – jak wynika z ustaleń NIK - w poprzednim roku finanse armii były o około 2 miliardy złotych mniejsze.
To powoduje, że uzawodowienie polskiej armii jest ciągle niedostateczne (w bieżącym roku miało być 100 000 żołnierzy, wg NIK jest ich zaledwie 96 000), a nawet gdyby liczba wojskowych byłaby zgodna z zaplanowaną, to i tak sprzęt nie spełniałby odpowiednich kryteriów, bo nie dość, iż wojsko nie jest w sposób należyty modernizowane, to jeszcze uzbrojenie, którym teraz dysponuje może nie być odpowiednio konserwowane. O problemach w stylu braku środków na paliwo, amunicje czy limitowaniu treningów, nikogo nie trzeba przekonywać.
Na wojsku polskim nie powinno się oszczędzać. Skutki zapaści finansowej mogą być katastrofalne. Przede wszystkim MON straci w oczach zachodnich sojuszników z paktu północno-atlantyckiego.
Niestety wojsko polskie jest coraz bardziej bezbronne i rozbite. Nie dziwią więc masowe odejścia doświadczonych pilotów (np. z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego), generałów czy innych uzdolnionych żołnierzy. Miejmy tylko nadzieję, iż za chaos i dezorganizację w wojsku nie będę płacili Polacy własną krwią na ziemi afgańskiej.
Łukasz Rosiak