Białoruskie rafinerie mogą
przerobić znacznie więcej surowca niż dostarczony przez Rosję kontyngent i, aby
utrzymać produkcję, są zmuszone importować z Rosji droższy surowiec. W ubiegłych
latach, gdy Rosja nie pobierała w ogóle ceł eksportowych, przerabiały one ponad 21
milionów ton ropy rocznie.
Przed tygodniem białoruski wicepremier Uładzimir
Siamaszka nazwał import wenezuelskiej ropy rentownym przedsięwzięciem. - Kraj kupuje
ropę od Wenezueli po dobrej cenie. Jeśli kupować rosyjską ropę po cenie, która
zawiera 100-procentowe cło, Białoruś ponosi stratę. Sprowadzenie ropy z Wenezueli
przyniosło nam dochód - powiedział.
REKLAMA
Niezależny ekonomista Siarhiej Czały
potwierdza, że ekonomicznie projekt odniósł sukces. Według niego jedynym problemem
jest znalezienie odpowiednich dróg transportu. - Aby przesłać odpowiednią ilość
ropy, potrzebujemy siedmiu tankowców miesięcznie, a Odessa może ich przyjąć jedynie
cztery. Dlatego Białoruś poszukuje drogi importu surowca przez porty krajów
bałtyckich - tłumaczy.
Białoruś oczekuje na przybycie czwartego tankowca z
Wenezueli, który ma wpłynąć do portu w Odessie 17 lipca, a przywieziona ropa
zostanie przetransportowana drogą kolejową do rafinerii w Mozyrzu. Piąty tankowiec
ma dostarczyć ropę do estońskiego portu i stamtąd trafić do białoruskich
rafinerii.
PAP, arb