|
|
| Tylko we Wprost24: TED Global 2010, dzień drugi |
| 2010-07-15 08:46
Dla większości z nas myśl o pływaniu w Bałtyku w środku zimy wystarczy, by po plecach przeszły ciarki. Jest jednak pewna osoba, przy dokonaniach której rozrywki klubu morsów wydają się dziecinną igraszką. To Lewis Gordon Pugh (www/lewispugh.com), specjalista od pływania w najbardziej niezwykłych, a często nieprzyjaznych miejscach na ziemi.
REKLAMA
Czerpiąc inspirację z życiorysów takich podróżników jak Roald Amundsen czy Hilary Scott, Pugh podejmując ekstremalne wyzwania stara się zwracać uwagę na problemy nękające środowisko naturalne. W 2007 r. Pugh’owi udało się przepłynąć dystans 1 km na Biegunie Północnym. Pokonanie dystansu w wodzie, której temperatura wynosiła 1,7 stopni Celsjusza zajęło mu niecałe 19 minut. W tym roku, pod koniec maja, Pugh podjął próbę przepłynięcia 1 km w jeziorze znajdującym się na Mount Evereście, na wysokości 5300 metrów n.p.m. Tym razem nie obyło się bez dramatycznych chwil: - Po przepłynięciu 100 metrów poczułem, że coś jest nie tak, zaczęło mi się kręcić w głowie, poczułem koszmarny ból, zacząłem wymiotować. Po kilku uderzeniach ramion poszedłem na dno – opowiadał podczas swojego wystąpienia na TED Global 2010. – Nagle coś sprawiło, że się ocknąłem, udało mi się wypłynąć na powierzchnię i dobić do brzegu, gdzie czekali na mnie członkowie mojej ekipy. Pugh był w tym momencie przekonany, że próba pływania na rak dużej wysokości zakończy się fiaskiem. - Wówczas jeden z członków ekipy doradził mi, że by odnieść sukces, muszę zupełnie zmienić podejście, że tym razem muszę pływać z pokorą, w ukorzeniu, a nie kierowany gniewem. Po dwóch dniach odpoczynku, z zupełnie innym nastawieniem, Pugh wrócił nad jezioro i spokojnym rytmem pokonał magiczny dystans jednego kilometra. - Podczas wyprawy na Mount Everest nauczyłem się dwóch ważnych rzeczy - tego, że nawet jeśli jakieś rozwiązanie sprawdzało się do tej pory, to nie oznacza to, że poskutkuje w przyszłości oraz że czasem, by odnieść suckes, trzeba radykalnie zmienić swoje podejście i sposób myślenia. Myślenie i racjonalne rozwiązywanie problemów to coś, w czym ludzie powinni sobie świetnie radzić. Jednak Laurie Santos, psycholog poznawcza z University of Yale, udowodniła, że ludzie mają tendencję do popełniania i powtarzania wybitnie głupich błędów. I nie ustępują pod tym względem…kapucynkom. W swoich badaniach, o których Santos opowiedziała podczas drugiego dnia konferencji, psycholożka postanowiła sprawdzić, czy kapucynki są skłonne popełniać te same błędy „inwestycyjne" co ludzie i podejmować ryzykowne i dość irracjonalne decyzje finansowe. Takie zachowania małpki wykazywały podczas eksperymentów z zakresu „Małpiej ekonomii“. Mając wybór między małą, ale pewną wygraną lub dużym, ale niepewnym zyskiem, małpki – podobnie jak ludzie – wybierali pierwszą opcję. Jednak, gdy problem został sformułowany inaczej – zamiast zyskiwać, małpki miały wybrać między pewną utratą ćwierci posiadanej sumy lub mniej pewną utratą bądź aż połowy lub ani części kwoty, wówczas wybierały drugą opcję – mimo iż potencjalnie mogły tu z takim samym prawdopodobieństwem nie stracić nic, jak stracić dużo więcej, niż decydując się na opcję „pewnej, niższej przegranej“. - Dlatego lepiej nie zatrudniać kapucynek jako doradców inwestycyjnych, bo nie będą w tym lepsze od tych, jakich już macie – podsumowała psycholożka. Jak twierdzi Santos fakt, że takie same schematy zachowań występują u kapucynek, jak i u małp, może świadczyć o tym, że ma on bardzo długą historię ewolucyjną. Dokonywania wyborów dotyczyło także wystąpienie Sheeny Iyengar, psychoekonomistki z Columbia University. Badaczka zwróciła uwagę, że choć uważa się, że im więcej opcji jest do wyboru, tym lepiej, to czasem posiadanie zbyt dużej liczby możliwości może okazać się zgubne. - Gdy człowiek ma wybrać spośród 10 lub więcej opcji, wówczas dramatycznie wzrasta szansa podjęcia błędnej lub gorszej dla nas decyzji – zauważyła Iyengar. Ponadto to, co dla nas może stanowić różne warianty działania, dla innej osoby może być jedyną i tą samą opcją. Taki wniosek płynął z badań, w których osobom z USA lub z krajów Europy Wschodniej dawano do wyboru rożne napoje gazowane w puszkach, np. pepsi, pepsi light, colę, colę light. Jak się okazało, ochotnikom z Europy Wschodniej było często obojętne, co zostanie im zaserwowane - W końcu to wszystko napoje gazowane - powiedział badaczce jeden z uczestników badania. Z kolei Amerykanie widzieli postrzegali każdy z napojów jako osobną możliwość. - Wartość posiadania wielu opcji do wyboru zależy od tego, czy potrafimy dostrzec między nimi różnicę – zwróciła uwagę Iyengar. Skoro o wyborach mowa - czy dałoby się jakoś udoskonalić system głosowania tak, by wyborcy mieli do niego większe zaufanie? David Bismark, informatyk, wydawca i projektant systemów głosowania ze Szwecji jest zdania, że mogłyby w tym pomóc nowego rodzaju karty do głosowania, pozwalające wyborcom na sprawdzenie, czy ich głos faktycznie został uwzględniony i policzony. Wymyślone przez Bismarcka karty składają się z dwóch odcinków - jednego, na którym widnieją nazwiska (na każdej karcie są ustawione w tym samym układzie) oraz drugiego, opatrzonego specjalnym kodem, na którym wyborca zaznaczałby swój wybór (po oderwaniu od części z nazwiskami nikt postronny nie będzie wiedział, jakiego nazwiska dotyczy). Korzystając z kodu karty, osoba głosująca mogłaby sprawdzić, czy jej arkusz został policzony przez komisję. Kto wie, może w ten sposób udało by się uniknąć debat dotyczących rozmiarów kratek przy nazwiskach kandydatów na wysokie stanowiska państwowe?
Tylko we Wprost24: TED Global 2010, dzień drugi
2010-07-15 08:46
Dla większości z nas myśl o pływaniu w Bałtyku w
środku zimy wystarczy, by po plecach przeszły ciarki. Jest jednak pewna osoba,
przy dokonaniach której rozrywki klubu morsów wydają się dziecinną igraszką. To
Lewis Gordon Pugh (www/lewispugh.com), specjalista od pływania w najbardziej
niezwykłych, a często nieprzyjaznych miejscach na ziemi.
Czerpiąc
inspirację z życiorysów takich podróżników jak Roald Amundsen czy Hilary Scott,
Pugh podejmując ekstremalne wyzwania stara się zwracać uwagę na problemy
nękające środowisko naturalne. W 2007 r. Pugh’owi udało się przepłynąć
dystans 1 km na Biegunie Północnym. Pokonanie dystansu w wodzie, której
temperatura wynosiła 1,7 stopni Celsjusza zajęło mu niecałe 19 minut. W tym
roku, pod koniec maja, Pugh podjął próbę przepłynięcia 1 km w jeziorze
znajdującym się na Mount Evereście, na wysokości 5300 metrów n.p.m. Tym razem
nie obyło się bez dramatycznych chwil: - Po przepłynięciu 100 metrów poczułem,
że coś jest nie tak, zaczęło mi się kręcić w głowie, poczułem koszmarny ból,
zacząłem wymiotować. Po kilku uderzeniach ramion poszedłem na dno –
opowiadał podczas swojego wystąpienia na TED Global 2010. – Nagle coś
sprawiło, że się ocknąłem, udało mi się wypłynąć na powierzchnię i dobić do
brzegu, gdzie czekali na mnie członkowie mojej ekipy. Pugh był w tym momencie
przekonany, że próba pływania na rak dużej wysokości zakończy się fiaskiem. -
Wówczas jeden z członków ekipy doradził mi, że by odnieść sukces, muszę zupełnie
zmienić podejście, że tym razem muszę pływać z pokorą, w ukorzeniu, a nie
kierowany gniewem.
Po dwóch dniach odpoczynku, z zupełnie innym
nastawieniem, Pugh wrócił nad jezioro i spokojnym rytmem pokonał magiczny
dystans jednego kilometra. - Podczas wyprawy na Mount Everest nauczyłem się
dwóch ważnych rzeczy - tego, że nawet jeśli jakieś rozwiązanie sprawdzało się do
tej pory, to nie oznacza to, że poskutkuje w przyszłości oraz że czasem, by
odnieść suckes, trzeba radykalnie zmienić swoje podejście i sposób myślenia.
Myślenie i racjonalne rozwiązywanie problemów to coś, w czym ludzie
powinni sobie świetnie radzić. Jednak Laurie Santos, psycholog poznawcza z
University of Yale, udowodniła, że ludzie mają tendencję do popełniania i
powtarzania wybitnie głupich błędów. I nie ustępują pod tym
względem…kapucynkom. W swoich badaniach, o których Santos opowiedziała
podczas drugiego dnia konferencji, psycholożka postanowiła sprawdzić, czy
kapucynki są skłonne popełniać te same błędy „inwestycyjne" co ludzie
i podejmować ryzykowne i dość irracjonalne decyzje finansowe. Takie zachowania
małpki wykazywały podczas eksperymentów z zakresu „Małpiej
ekonomii“. Mając wybór między małą, ale pewną wygraną lub dużym, ale
niepewnym zyskiem, małpki – podobnie jak ludzie – wybierali pierwszą
opcję. Jednak, gdy problem został sformułowany inaczej – zamiast zyskiwać,
małpki miały wybrać między pewną utratą ćwierci posiadanej sumy lub mniej pewną
utratą bądź aż połowy lub ani części kwoty, wówczas wybierały drugą opcję
– mimo iż potencjalnie mogły tu z takim samym prawdopodobieństwem nie
stracić nic, jak stracić dużo więcej, niż decydując się na opcję „pewnej,
niższej przegranej“. - Dlatego lepiej nie zatrudniać kapucynek jako
doradców inwestycyjnych, bo nie będą w tym lepsze od tych, jakich już macie
– podsumowała psycholożka. Jak twierdzi Santos fakt, że takie same
schematy zachowań występują u kapucynek, jak i u małp, może świadczyć o tym, że
ma on bardzo długą historię ewolucyjną.
Dokonywania wyborów dotyczyło
także wystąpienie Sheeny Iyengar, psychoekonomistki z Columbia University.
Badaczka zwróciła uwagę, że choć uważa się, że im więcej opcji jest do wyboru,
tym lepiej, to czasem posiadanie zbyt dużej liczby możliwości może okazać się
zgubne. - Gdy człowiek ma wybrać spośród 10 lub więcej opcji, wówczas
dramatycznie wzrasta szansa podjęcia błędnej lub gorszej dla nas decyzji –
zauważyła Iyengar. Ponadto to, co dla nas może stanowić różne warianty
działania, dla innej osoby może być jedyną i tą samą opcją. Taki wniosek płynął
z badań, w których osobom z USA lub z krajów Europy Wschodniej dawano do wyboru
rożne napoje gazowane w puszkach, np. pepsi, pepsi light, colę, colę light. Jak
się okazało, ochotnikom z Europy Wschodniej było często obojętne, co zostanie im
zaserwowane - W końcu to wszystko napoje gazowane - powiedział badaczce jeden z
uczestników badania. Z kolei Amerykanie widzieli postrzegali każdy z napojów
jako osobną możliwość. - Wartość posiadania wielu opcji do wyboru zależy od
tego, czy potrafimy dostrzec między nimi różnicę – zwróciła uwagę
Iyengar.
Skoro o wyborach mowa - czy dałoby się jakoś udoskonalić
system głosowania tak, by wyborcy mieli do niego większe zaufanie? David
Bismark, informatyk, wydawca i projektant systemów głosowania ze Szwecji jest
zdania, że mogłyby w tym pomóc nowego rodzaju karty do głosowania, pozwalające
wyborcom na sprawdzenie, czy ich głos faktycznie został uwzględniony i
policzony. Wymyślone przez Bismarcka karty składają się z dwóch odcinków -
jednego, na którym widnieją nazwiska (na każdej karcie są ustawione w tym samym
układzie) oraz drugiego, opatrzonego specjalnym kodem, na którym wyborca
zaznaczałby swój wybór (po oderwaniu od części z nazwiskami nikt postronny nie
będzie wiedział, jakiego nazwiska dotyczy). Korzystając z kodu karty, osoba
głosująca mogłaby sprawdzić, czy jej arkusz został policzony przez komisję. Kto
wie, może w ten sposób udało by się uniknąć debat dotyczących rozmiarów kratek
przy nazwiskach kandydatów na wysokie stanowiska państwowe?
|
 |
|
|
Ezekiel |
 |
|
|
Artur Bartkiewicz |
 |
|
|
Bartłomiej Pograniczny |
|
|
|