Piekarska skierowała
w poniedziałek list do Radziszewskiej, który jest odpowiedzią na list od pełnomocnik
rządu. Ich listowna polemika dotyczy m.in. projektu ustawy ws. równego
traktowania. W liście Piekarska zwraca uwagę, że projekt ustawy o równym
traktowaniu nie został skierowany przez rząd do laski marszałkowskiej", a ponadto
"uzyskał bardzo złą ocenę organizacji zajmujących się przeciwdziałaniem
dyskryminacji i prawami kobiet".
We wcześniejszych wypowiedziach medialnych
Piekarska krytykowała Radziszewską, że wysłała projekt wspomnianej do konsultacji
m.in. z Konferencją Episkopatu Polski. W odpowiedzi Radziszewska pisała, że projekt
odnosi się również do kościołów oraz związków wyznaniowych i dlatego o konsultacje
poproszono Episkopat.
REKLAMA
W obecnym liście wiceprzewodnicząca SLD zarzuca
Radziszewskiej, że jej działalność, jako pełnomocnika rządu do spraw równego
traktowania, "nie tylko nie przywróciła zaniechanej w 2005 r. polityki równościowej,
do prowadzenia której Polska jest zobowiązana, tak jak wszystkie państwa UE, ale
spowodowała pozwanie Polski przez Komisję Europejską przed Europejski Trybunał
Sprawiedliwości za zaniedbania i niewdrożenie dyrektyw UE dotyczących
przeciwdziałania dyskryminacji".
"Wielokrotne próby, podejmowane przez klub
poselski Lewica, uzyskania od rządu informacji - dlaczego nie działa on na rzecz
równości płci i zapobiegania dyskryminacji z innych niż płeć przesłanek - do chwili
obecnej nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Nie można przecież za taki uznać
kompromitującej rząd informacji złożonej przez panią Sejmowi w ubiegłym roku, w
której przypisała sobie pani wszystkie osiągnięcia poprzedników, nie mogąc
powiedzieć nic o własnych dokonaniach" - oceniła w liście Piekarska.
Przypomniała
także, że od blisko roku w Sejmie czeka przygotowany przez klub Lewicy projekt
ustawy o rzeczniku ds. przeciwdziałania dyskryminacji. Zdaniem Piekarskiej,
uchwalenie tej ustawy "pozwoliłoby nadrobić najbardziej istotne zaniedbania i
skłoniłoby Komisję Europejską do wycofania pozwów".
"Niezależny, kompetentny i
wyposażony w instrumenty prawne organ antydyskryminacyjny jest nam po prostu
niezbędny. Choćby po to, by edukować społeczeństwo i polityków, by coś w naszej
mentalności zaczęło naprawdę zmieniać się pod tym względem na lepsze" - uważa
wiceszefowa SLD.
PAP, ps