Sarrazin zapewnił równocześnie, że nie jest rasistą, a jego tezy na temat problemów
z integracją imigrantów z krajów muzułmańskich w Niemczech oparte są na analizach
statystycznych. Tezy te Sarrazin przedstawia w nowej książce, która trafi do
księgarń w poniedziałek, ale już wywołała w Niemczech burzę. - Każda prowokacja ma
swoje granice. Należący do zarządu Bundesbanku Thilo Sarrazin jednoznacznie
przekroczył tę granicę swoimi nieodpowiednimi i budzącymi wiele nieporozumień
wypowiedziami - ocenił minister obrony
Karl-Theodor zu Guttenberg. Szef niemieckiej dyplomacji Guido Westerwelle
powiedział, że "na uwagi, które popierają rasizm albo nawet antysemityzm, nie ma
miejsca w dyskusji politycznej".
Oburzenia nie kryją również przedstawiciele
macierzystej partii Sarrazina, SPD, którzy wzywają go do wystąpienia z ugrupowania i
zarządu banku centralnego. - Zawsze miał on zamiłowanie do statystyk, ale teraz
wykorzystuje jedynie te, które pasują do jego obrazu wroga - ocenił polityk SPD
Erhart Koerting w rozmowie z tygodnikiem "Der Spiegel". Z kolei przewodniczący
gminy tureckiej w Niemczech Kenan Kolat zarzucił Sarrazinowi "rasizm intelektualny"
i wezwał do składania skarg o podżeganie do nienawiści.
REKLAMA
- Sarrazin ostatecznie
przekroczył czerwoną linię - oświadczył z kolei wiceprzewodniczący Centralnej Rady Żydów w
Niemczech Dieter Graumann. "Już dość!" - napisał w "Bild am
Sonntag" jeden z liderów społeczności żydowskiej Michael Friedmann. "Nie
potrzebujemy kaznodziei nienawiści, szczególnie w Bundesbanku" - dodał.
Bank
centralny dystansuje się od wypowiedzi Sarrazina, twierdząc, że są to jego prywatne
opinie. Sytuacja ta jest jednak problematyczna dla szefa Bundesbanku Axela Webera,
który wymieniany jest jako kandydat na nowego prezesa Europejskiego Banku
Centralnego. Odwołanie Sarrazina wymagałoby dowodów na poważne wykroczenie oraz
akceptacji prezydenta. Już w zeszłym roku ograniczono kompetencje Sarrazina w
zarządzie banku centralnego, gdy w jednym z wywiadów zarzucił on muzułmańskim
imigrantom, że są współodpowiedzialni za zły wizerunek Berlina. Ocenił on
wówczas, że 70 proc. tureckiej ludności miasta i 90 proc. jego arabskich mieszkańców
odrzuca niemieckie państwo i nie troszczy się rozsądnie o wykształcenie swoich
dzieci. Zarzucił tym społecznościom, że "ciągle produkują dziewczynki z chustami na
głowach". "Nie mają oni produktywnej funkcji poza handlem owocami i warzywami" -
powiedział wówczas.
W swojej książce pt. "Deutschland schafft sich ab"
(Samolikwidacja Niemiec) potwierdza te tezy. Ocenia m.in. że młodzi muzułmańscy
mężczyźni są agresywni ze względu na swoją frustrację seksualną, bo "nie mogą mieć
swych arabskich dziewcząt" i "wykorzystują niemieckie dziewczęta z niższych klas
społecznych".
PAP, arb