Postępowanie zostało wszczęte na wniosek Oddziałowego Biura
Lustracyjnego IPN w Katowicach. Zdaniem IPN, Szostak zataił w oświadczeniu
lustracyjnym, że w latach 1977-79 był tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie
Ryszard. Podczas dwóch ostatnich lat studiów historycznych na Wydziale Nauk
Społecznych Uniwersytetu Śląskiego przekazywał informacje na temat środowiska
akademickiego. Współpraca Szostaka miała trwać do czasu zakończenia przez niego
studiów i wstąpienia do PZPR.
Jak w ustnym uzasadnieniu orzeczenia przypomniała
sędzia Lucyna Schwarz-Okrzesik, sam Szostak przyznał w trakcie postępowania
lustracyjnego, że podpisał zobowiązanie do współpracy i spotykał się z
przedstawicielami SB. Sporządził też dla nich 12 pisemnych informacji.
REKLAMA
W
oświadczeniu lustracyjnym natomiast Szostak zaprzeczył, by był tajnym i świadomym współpracownikiem organów bezpieczeństwa PRL, bo - jak tłumaczył - subiektywnie za niego nigdy się nie uważał. W dalszej
części oświadczenia przyznał, że podpisał deklarację współpracy i opisał jak
wyglądały jego kontakty z SB.
Szostak i jego adwokat jeszcze przed rozpoczęciem
postępowania lustracyjnego stali na stanowisku, że lustracja jest bezprzedmiotowa.
Argumentowali, że Szostak przekazywał SB tylko ogólne informacje, a do samej
współpracy został zmuszony. Z takim stanowiskiem nie zgodził się jednak sąd. Uznał, że
informacje przekazywane przez Szostaka były przydatne w pracy SB, nie można więc
przyjąć, by współpraca była pozorna.
Orzeczenie sądu nie jest prawomocne, można
ją zaskarżyć w sądzie apelacyjnym. Nie wiadomo, czy Szostak podejmie takie kroki, bo po wyroku
ani on, ani jego adwokat nie chcieli rozmawiać z dziennikarzami.
Według IPN,
Szostak został pozyskany do współpracy na zasadzie dobrowolności, nie używano wobec niego przemocy, nie zastraszano ani jego,
ani jego rodziny, trudno więc przyjąć, że był zmuszany do współpracy - podkreślali przedstawiciele biura lustracyjnego. Szostak nie dostawał
też pieniędzy za przekazywane informacje.
pap, em