Zawsze ubóstwiałam smak i zapach selera, nawet w
dzieciństwie, choć podobno dzieci nie znoszą tego warzywa. Mnie zapach
gotowanego w Komorowie selera kojarzył się z nadchodzącym Bożym Narodzeniem. W
moim domu gotowano go przed tym świętem do sałatki jarzynowej. Tęsknię do
prawdziwej sałatki, w której seler był prawdziwym królem, choć przecież królował
w niej bez cienia dyktatury – pomagała mu dzielnie biała pietrucha,
osładzając to, co w sałatce osłodzić trzeba. Prawdziwa polska sałatka jarzynowa
nigdy nie będzie dobra, jeśli nie użyjemy do niej polskich kwaśnych jabłek. W
połowie września bez problemu kupimy renety, żadne inne jabłko nie da naszej
sałatce tej magii. Podobnie jak nie dadzą jej inne niż własnej roboty kiszone
ogórki czy własnoręcznie zebrane gąski i kurki. Do tego najlepsze ziemniaki,
świeże jaja i drobno pokrojona cebula. Broń Boże kukurydza czy marynowane
szparagi. Pamiętajmy za to o gotowanej marchewce i drobnym groszku bez twardych
łupinek. Ważne są też proporcje – wszystkiego musi być po równo. W żadnym
wypadku nie wolno gotować warzyw na sałatkę w wodzie. Prawdziwy smak tego dania
kryje się w warzywach gotowanych w rosole. Ważne jest też, żeby jarzyn nie
przegotować. Z gotującego się rosołu wyjmujemy je trochę przed czasem. Potem
wystarczy porządny domowy majonez i trochę musztardy rosyjskiej lub sarepskiej.
Obiecuję, że w ten sposób marzenie o sałatce jarzynowej zostanie spełnione.
Wróćmy jednak do selera. Seler jest warzywem magicznym nie tylko ze względu
na swój wyjątkowy smak, którym z powodzeniem możemy zastąpić smak mięsa, jeśli
mamy go za mało. To również ceniona od wieków roślina lecznicza, skutecznie
zapobiegająca miażdzycy i artretyzmowi. Ma całą masę składników mineralnych,
głównie związków potasu, magnezu, fosforu, żelaza, manganu i molibdenu.
Mam wrażenie, że seler traktowany jest przez nas trochę
niesprawiedliwie. To znane od dwóch tysięcy lat warzywo skończyło w Polsce jako
dodatek do włoszczyzny. A przecież selera można przyrządzić w sposób
wyrafinowany i podać niezwykle wykwintnie. Świat ceni te cudowne bulwy, co ma
odzwierciedlenie nie tylko w przepisach, ale również w ich cenie. W Polsce
kupujemy je za bezcen. Proszę zatem z uwagą pochylić się nad tym wyjątkowym
warzywem i... pokroić je na krajalnicy na cieniutkie płatki. Blanszujemy je
przez chwilę w lekko osolonej wodzie i od razu skrapiamy cytryną. Siekamy drobno
ćwierć kilograma świeżych prawdziwków i smażymy na oliwie z oliwek z odrobiną
pora. Schładzamy lekko i mieszamy z łyżką kwaśnej śmietany, łyżką tartego
parmezanu, drobno siekaną bazylią i z odrobiną pieprzu. Teraz czary- -mary: na
płatku selera kładziemy łyżeczkę farszu i przykrywamy z wierzchu drugim
płatkiem, którego brzegi uprzednio smarujemy rozbełtanym żółtkiem. Sklejamy
selerowego pieroga i zanurzamy na chwilę w nie do końca ubitej pianie z białek.
Nafaszerowane w ten sposób selery smażymy na rozgrzanej oliwie z obu stron na
delikatnym ogniu, po czym zanurzamy w absolutnie niebiańskim wywarze z
jagnięcych giczek z rozmarynem i białym winem.
Na wczesną jesień
wymyśliłam sobie filiżanki z selera. Bulwy gotujemy w całości w białym winie z
rosołem (pół na pół), z dodatkiem cukru, soli i pieprzu. Wyciągamy z wywaru, gdy
nie są jeszcze całkiem miękkie, studzimy i drążymy tak, żeby uzyskać selerowe
naczynie. Teraz czas na farsz. Ćwierć kilograma drobiowych wątróbek przesmażamy
na maśle, dodajemy sól, cukier, pieprz i odrobinę gałki muszkatołowej. Dolewamy
pół szklanki koniaku i podpalamy. Flambirujemy przez chwilę – wątróbki
muszą być na zewnątrz złote, ale w środku różowe. Zawartość patelni schładzamy i
miksujemy w blenderze. Osobno ucieramy 150 gramów masła i delikatnie łączymy ze
zmiksowanymi wątróbkami. Wygląda to wszystko cudownie, jak krem do tortu. W tej
masie zanurzamy dorodne, złote rodzynki, które uprzednio podgotowaliśmy w
maladze lub tokaju, i powstałą w ten sposób ambrozją napełniamy nasze selerowe
naczynia. Wierzch posypujemy drobno posiekanymi orzechami włoskimi. Podajemy na
puchu z utartej białej rzodkwi lub bardziej tradycyjnie na tartych białych
jabłkach z odrobiną cytryny. Do tego kieliszek porto i jesteśmy w selerowym
siódmym niebie.