Będzie to ponowne postępowanie lustracyjne wobec Kozłowskiego; w
2000 r., po wniosku rzecznika
interesu publicznego Bogusława Nizieńskiego, sąd lustracyjny umorzył
wcześniejszy proces. Jak informowało w grudniu 2009 r. biuro lustracyjne IPN w
Warszawie, w latach
1965-1969 miał on być najpierw kandydatem, a potem tajnym
współpracownikiem SB w Krakowie, o kryptonimie "Witold".
REKLAMA
Proces najwcześniej w kwietniu
W piątek przed sądem prokurator IPN Jarosław Skrok wniósł o
wszczęcie postępowania lustracyjnego. - Zachodzą wątpliwości co do
prawdziwości oświadczenia lustracyjnego Macieja Kozłowskiego -
powiedział prokurator. Innego zdania jest
reprezentujący Kozłowskiego mec. Czesław Jaworski, który powiedział, że
złożył on zgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne i wniósł o
niewszczynanie postępowania
lustracyjnego.
- Wobec braku przeszkód formalnych i mając na uwadze okoliczności
wskazane we wniosku prokuratora, sąd postanowił wszcząć postępowanie
lustracyjne w stosunku do
Macieja Kozłowskiego - powiedziała sędzia Anna Ptaszek. Poinformowała,
że pierwsze posiedzenie sądu w tej sprawie może się odbyć nie wcześniej
niż w kwietniu.
- Jestem poddany
pewnym rygorom prawnym i muszę się im poddać. Spodziewam się oczywiście
rozstrzygnięcia, iż sąd uzna, że nie byłem tajnym ani świadomym
współpracownikiem - tak piątkową decyzję
sądu skomentował Kozłowski.
Kryptonim "Witold"
Wniosek IPN o wszczęcie postępowania lustracyjnego ma związek z
wątpliwościami, co do zgodności z prawdą oświadczenia lustracyjnego
Kozłowskiego oraz o wydanie orzeczenia, że oświadczenie lustracyjne,
które złożył jest niezgodne z prawdą. Grozi za to utrata pełnionej
funkcji oraz od 3 do 10 lat zakazu
pełnienia funkcji publicznych.
Jak mówił prok. Jarosław Skrok z warszawskiego IPN, z
"bogatego materiału archiwalnego zachowanego w formie papierowej"
wynika, iż w latach
1965-1969 Kozłowski był najpierw kandydatem, a potem tajnym
współpracownikiem II wydziału SB w Krakowie, o kryptonimie "Witold".
Dodał, że Kozłowski składał wyjaśnienia w IPN;
przed wszczęciem procesu prokurator nie chciał ujawniać szczegółów.
Życie w cieniu SB
PAP pisała w 2000 r., że Sąd Lustracyjny umorzył proces
lustracyjny Kozłowskiego, bo odszedł on z funkcji
podlegającej lustracji (wiceszefa MSZ) 16 listopada 1998 r., a wtedy
obowiązywała pierwotna wersja ustawy lustracyjnej stanowiąca, że osoba,
która przestaje pełnić funkcję
podlegającą lustracji, nie jest już potem lustrowana. Ówczesny rzecznik interesu publicznego Bogusław Nizieński
podejrzewał Kozłowskiego, że zataił on swe związki ze
specsłużbami PRL. Sam Kozłowski zapewniał wtedy, że nigdy nie był
agentem.
Decyzja z 2000 r., podjęta z powodów formalnych, nie
rozstrzygała, czy Kozłowski współpracował z SB,
czy nie. Po umorzeniu sprawy Kozłowski mógł pełnić funkcje publiczne
podlegające lustracji, ale ubiegając się o nie musiałby złożyć nowe
oświadczenie lustracyjne. Nizieński
zasugerował, że jeżeli by do tego doszło, znów wystąpiłby o wszczęcie
postępowania lustracyjnego wobec Kozłowskiego. Nizieński na rozprawie lustracyjnej ujawnił, że w tej
sprawie sąd dysponował "teczką personalną" i "teczką pracy" (takie
teczki SB zakładała swym tajnym współpracownikom - red.).
Po umorzeniu procesu lustracyjnego Kozłowski
powiedział, że nigdy nie był agentem, choć całe jego życie "było niejako
w cieniu SB". Spytany, czy czuje się oczyszczony przez sąd, odparł, że
nigdy nie czuł się obciążony, tak
samo jak nigdy nie czuł się oskarżony o współpracę z CIA. Powiedział, że
czuje teraz niesmak, bo staje drugi raz przed sądem. Pierwszy raz był
skazany na pięć lat w PRL "za
współpracę z CIA". Teraz - mówił - "staję niejako w tej samej sprawie,
czyli za moją działalność z tamtych lat, po raz drugi przed sądem". Kozłowski składał oświadczenie
lustracyjne, będąc od lutego do listopada 1998 r. wiceszefem MSZ. W
lipcu 1999 r. został ambasadorem w Izraelu (ambasadorowie nie podlegali
wtedy lustracji). Kozłowski przyjechał
wówczas na proces do kraju na własny koszt, w ramach bezpłatnego urlopu.
Ambasadorem był do 2003 r.
zew, PAP