- Jestem jednym z dwóch sędziów, którzy awansują z 1. ligi do ekstraklasy. Formalnie decyzję musi jeszcze
zatwierdzić zarząd, ale nie zdarzyło się jeszcze, żeby nie zaakceptował decyzji kolegium - zaznaczył Garbowski.
Karierę arbitra na piłkarskich boiskach Garbowski rozpoczął 14
lat temu - wcześniej niż karierę polityczną. Zaczynał od sędziowania 4.
ligi, potem awansował do kolejnych klas rozgrywkowych. Dwa lata temu
zaczął sędziowanie w 1. lidze, teraz
trafia do ekstraklasy. - Założyłem sobie, że osiągnę ten cel, i udało się. Cały sezon
pracuje się na odpowiednie oceny. Nie ma procedur, ile trzeba
odpracować w poszczególnej
lidze. To jest pewnego rodzaju rywalizacja pomiędzy sędziami - kilku
spada, kilku awansuje - wyjaśnił sędzia-poseł. Dodał, że sędziowanie wymaga od niego sporych wyrzeczeń. - Trzeba mieć żelazną dyscyplinę - pilnować treningów i przygotowania do
zawodów. Trzeba stosować dietę i ograniczać słodycze - a spotkania
poselskie to często kawa i ciastko. Ja
jestem łasuchem, więc ciężko mi z tym - zaznaczył.
REKLAMA
Żeby poseł mógł biegać po boisku z gwizdkiem, niezbędna jest
zgoda marszałka Sejmu. - W pierwszej kadencji wyraził mi ją
marszałek Jurek, potem marszałek Komorowski. Teraz marszałkiem jest
Grzegorz Schetyna, który jest człowiekiem sportu, więc mam nadzieję, że
nie będzie z tym problemu - ocenił
Garbowski. Pytany o nietypowe sytuacje związane z łączeniem pracy posła i
sędziego odpowiedział, że pamięta zabawne zdarzenie z początków swojej
pracy w polityce. - Na jednym ze
spotkań, kiedy dopiero zaczynałem karierę polityczną, próbowano mnie "skorumpować" propozycją: "panie sędzio, gwizdnij pan karnego, to
wstąpię do SLD" - żartował.
Dodał, że
zdarzały się również sytuacje, kiedy cała obsada sędziowska musiała
schodzić z boiska osłaniana policyjnymi tarczami. - Leciały w nasza
stronę różne przedmioty - w tym parasolki -
wspominał Garbowski, który jest jedynym posłem i równocześnie sędzią
piłkarskim. Jestem na pewno najlepszym sędzią wśród posłów, i
odwrotnie - podsumował.
pap, ps