Premier uważa, ze wybory wygrał w pojedynkę. Bardzo podobało mu się, gdy
na ostatnim posiedzeniu zarządu PO Hanna Gronkiewicz-Waltz powiedziała, że o zwycięstwie zdecydował objazd Polski tuskobusem. Jakby czytała w
jego myślach. Niestety, tego sukcesu nie docenili prezydent z
marszałkiem Sejmu, uważa premier. Główny żal ma do marszałka, sądzi, że
to on wymyślił konsultacje w sprawie tworzenia rządu i napuścił na niego głowę państwa. Premier jest dziś na marszałka obrażony. Odwołuje
spotkania z nim, nie przychodzi na piłkę i chce pozbawić go stanowiska.
Co z nim zrobi, jeszcze nie wie. Decyzję podejmie na wakacjach. Leci z żoną do Grecji. Kampania go wykończyła, musi odpocząć.
REKLAMA
Marszałek jest rozbity. Za kilkanaście dni ma opuścić sejmowy gabinet. Straci ochronę, samochód z kierowcą, sekretarkę, skończy się wzmacnianie partyjnej frakcji przy koniaku i cygarach. Może wejdzie do rządu, a może zostanie szeregowym posłem. To zależy od premiera, marszałek jest dziś na jego łasce. Platforma wygrała wybory, a on wygląda, jakby ktoś przepuścił go przez maszynkę do mięsa. Mimo to wciąż deklaruje, że wierzy w projekt o nazwie „Donald". – Grzesiu, wiesz, jak to się nazywa? Syndrom sztokholmski – kpił z niego niedawno jeden z polityków Platformy.
Prezydent nie rozumie pretensji premiera. Uważa, że konsultacje w sprawie tworzenia rządu to znakomity pomysł. Taki prezydencki – on, pierwszy obywatel Rzeczypospolitej, czeka w Pałacu i przyjmuje szefów partii. Jeden wyjeżdża, następny przyjeżdża, on jest cały czas w grze. – Bronek jest w życiowej formie. Rozkwitł w tym Pałacu, wygląda, jakby urodził się prezydentem. Rozmawiając z nim ostatnio, miałem wrażenie, że jest na pograniczu stanu, w którym człowiek z zadowoleniem kręci głową i mówi do siebie: „Ale zamieszałem" – opowiada współpracownik głowy państwa.
O rozpadzie triumwiratu Tusk-Schetyna-Komorowski w poniedziałkowym "Wprost" pisze Michał Krzymowski