Zacznijmy od początku. Konkurs Piosenki Eurowizji jest organizowany od 1956 roku. Od tego czasu Eurowizja miała prezentować i promować różnorodne kultury Starego Kontynentu. Spektakularne show, które co roku organizuje Europejska Unia Nadawców, stało się szansą na międzynarodową karierę dla wielu wykonawców. Wystarczy przypomnieć choćby Edytę Górniak. Pewnie niewielu dzisiaj o tym pamięta, ale nasza rodzima gwiazda swego czasu (gdy jeszcze nie wykłócała się z mężem i Dodą na łamach tabloidów) śpiewała naprawdę całkiem dobrze. Gdy w 1994 roku młoda Górniak wyszła na scenę podczas konkursu muzycznego i swoim potężnym głosiskiem wyśpiewała „To nie ja" - oczarowała widzów do tego stopnia, że zajęła w konkursie drugie miejsce. Chyba nikt nie miał wtedy wątpliwości, że o tej dziewczynie jeszcze usłyszymy. I usłyszeliśmy - nie tylko w Polsce. Ostatecznie wyszło, jak wyszło, ale trzeba uczciwie przyznać, że szansę Górniak dostała.
REKLAMA
Na Górniak chwalebna historia polskiego udziału w Eurowizji zaczyna się i… na niej się kończy. Swojej szansy na sukces nie wykorzystały ani Justyna Steczkowska (18 miejsce), ani Anna Maria Jopek (11 miejsce). Najwyraźniej nie poznano się także na talencie Mietka Szcześniaka - po jego występie zakazano nam za to pokazywać się na Eurowizji przez rok…
W zasadzie jedyną gwiazdą, która po Górniak zwróciła uwagę widzów i organizatorów imprezy był Andrzej Piaseczny. W samym konkursie go nie doceniono - zajął 20 miejsce, ale po imprezie otrzymał nagrodę Barbary Dex. Fakt - to nagroda przyznawana najgorzej ubranemu artyście eurowizyjnemu, ale z drugiej strony jest to zawsze jakieś wyróżnienie.
W 2003 roku zaskakująco dobrze poradziła sobie grupa „Ich Troje". Wyraźnie zafascynowani integracyjnymi zapędami UE Wiśniewski i spółka śpiewali o braku granic - i to w trzech językach. Ci, którzy coś z tej piosenki zrozumieli, najwidoczniej ją polubili - zespół zajął bardzo wysokie, siódme miejsce. Niestety w późniejszych latach znów nie potrafiliśmy zaproponować na Eurowizji niczego, co zainteresowałoby widzów. Głosowali na nas głównie nasi najbliżsi sąsiedzi.
Polscy entuzjaści Eurowizji są dziś oburzeni. Twierdzą, że jeśli wycofamy się z Eurowizji, zamkniemy polskim talentom drogę do międzynarodowej kariery. Ale o których konkretnie artystów chodzi? Kto taki jeszcze nie wystąpił na Eurowizji, a mógłby podbić/dobić (niepotrzebne skreślić) serca widzów? Ala Janosz? Czy w związku z tym powinniśmy mieć pretensje do TVP? Myślę, że nie.
Dlaczego Ala Janosz nie pojedzie na Eurowizję?
2011-12-22 07:41
Zacznijmy od początku. Konkurs Piosenki Eurowizji jest
organizowany od 1956 roku. Od tego czasu Eurowizja miała prezentować i promować
różnorodne kultury Starego Kontynentu. Spektakularne show, które co roku
organizuje Europejska Unia Nadawców, stało się szansą na międzynarodową karierę
dla wielu wykonawców. Wystarczy przypomnieć choćby Edytę Górniak. Pewnie
niewielu dzisiaj o tym pamięta, ale nasza rodzima gwiazda swego czasu (gdy
jeszcze nie wykłócała się z mężem i Dodą na łamach tabloidów) śpiewała naprawdę
całkiem dobrze. Gdy w 1994 roku młoda Górniak wyszła na scenę podczas konkursu
muzycznego i swoim potężnym głosiskiem wyśpiewała „To nie ja" -
oczarowała widzów do tego stopnia, że zajęła w konkursie drugie miejsce. Chyba
nikt nie miał wtedy wątpliwości, że o tej dziewczynie jeszcze usłyszymy. I
usłyszeliśmy - nie tylko w Polsce. Ostatecznie wyszło, jak wyszło, ale trzeba
uczciwie przyznać, że szansę Górniak dostała.
Na Górniak chwalebna
historia polskiego udziału w Eurowizji zaczyna się i… na niej się kończy.
Swojej szansy na sukces nie wykorzystały ani Justyna Steczkowska (18 miejsce),
ani Anna Maria Jopek (11 miejsce). Najwyraźniej nie poznano się także na
talencie Mietka Szcześniaka - po jego występie zakazano nam za to pokazywać się
na Eurowizji przez rok…
W zasadzie jedyną gwiazdą, która po Górniak
zwróciła uwagę widzów i organizatorów imprezy był Andrzej Piaseczny. W samym
konkursie go nie doceniono - zajął 20 miejsce, ale po imprezie otrzymał nagrodę
Barbary Dex. Fakt - to nagroda przyznawana najgorzej ubranemu artyście
eurowizyjnemu, ale z drugiej strony jest to zawsze jakieś wyróżnienie.
W 2003 roku zaskakująco dobrze poradziła sobie grupa „Ich
Troje". Wyraźnie zafascynowani integracyjnymi zapędami UE Wiśniewski i
spółka śpiewali o braku granic - i to w trzech językach. Ci, którzy coś z tej
piosenki zrozumieli, najwidoczniej ją polubili - zespół zajął bardzo wysokie,
siódme miejsce. Niestety w późniejszych latach znów nie potrafiliśmy
zaproponować na Eurowizji niczego, co zainteresowałoby widzów. Głosowali na nas
głównie nasi najbliżsi sąsiedzi.
Polscy entuzjaści Eurowizji są dziś
oburzeni. Twierdzą, że jeśli wycofamy się z Eurowizji, zamkniemy polskim
talentom drogę do międzynarodowej kariery. Ale o których konkretnie artystów
chodzi? Kto taki jeszcze nie wystąpił na Eurowizji, a mógłby podbić/dobić
(niepotrzebne skreślić) serca widzów? Ala Janosz? Czy w związku z tym powinniśmy
mieć pretensje do TVP? Myślę, że nie.