Oczekiwanie, że wychowani na Michniku totalniacy kiedykolwiek się
pogodzą, by patrioci, prawicowcy mogli uczestniczyć na równych prawach w
demokratycznej grze, głosić swoje szkodliwe, reakcyjne poglądy, by
mieli realną możliwość wygrywać wybory – takie zakładanie, że z obecną
władzunią i jej salonami da się jakoś ustalić sposób życia, bo przecież
mieszkamy w jednym kraju, jest równie naiwne, jakby kto, uczciwszy
proporcje, chciał tłumaczyć niemieckim Żydom, że dla wspólnego dobra
muszą się w końcu jakoś z Hitlerem dogadać".
REKLAMA
To Rafał
Ziemkiewicz w rozgrzewającej do czerwoności prawicowe media debacie na
temat wykluczenia prawicowych dziennikarzy, pisowskiego salonu
odrzuconych lub – jak sami siebie nazywają – „drugiego obiegu". Tych,
którzy czują się skazani na eksterminację w Polsce zaanektowanej przez
Platformę Obywatelską i twórców III RP niczym Żydzi w III Rzeszy.
Gnębieni
i dyskryminowani. To, że mają do dyspozycji trzy ogólnokrajowe gazety
(„Rzeczpospolita", „Gazeta Polska Codziennie", „Nasz Dziennik"), dwa
wysokonakładowe tygodniki („Uważam Rze" i „Gazeta Polska”), liczne
portale internetowe, że są gośćmi publicznych i niepublicznych stacji
radiowych i telewizyjnych – nie ma żadnego znaczenia. Czują się
prześladowani, skazani na wegetację.
Tekst Aleksandry Pawlickiej już w poniedziałkowym "Wprost"