Niemal dokładnie rok temu rosyjski MAK, przedstawiając swoją wersję przebiegu wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku, niechlubnym bohaterem lotu uczynił właśnie polskiego dowódcę Sił Powietrznych. Gen. Błasik, który miał znajdować się pod wpływem alkoholu (0,6 promila we krwi), według rosyjskich śledczych w kluczowych momentach stał za plecami pilotów, ba – odczytywał nawet z wysokościomierza wysokość, na której Tu-154M się znajdował. Obecność najwyższego przełożonego pilotów w kabinie w momencie, gdy ci rozpaczliwie wypatrywali spowitej gęstą mgłą ziemi, miała oznaczać, że kpt. Arkadiusz Protasiuk i mjr Robert Grzywna zostali poddani silnej presji. Któż bowiem nie chciałby wykazać się przed szefem wszystkich szefów niezwykłymi umiejętnościami? A z drugiej strony – kto chciałby doznać osobistej porażki na oczach tegoż szefa? Wniosek z tego wszystkiego był jednoznaczny (i taki przekaz poszedł w świat): pijany polski generał zmusił wiozących prezydenta Polski pilotów do lotu w dół ku nieznanemu, co zakończyło się największą tragedią w historii powojennej Polski. Teza o obecności gen. Błasika w kokpicie Tu-154M pojawiła się też w raporcie komisji Jerzego Millera – choć w tym dokumencie wina polskiego generała nie została wyeksponowana aż tak wyraźnie.
REKLAMA
Dziś okazuje się, że gen. Błasik mógł być w kokpicie – ale mogło go tam również nie być: biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie głosu dowódcy sił powietrznych na nagraniach z czarnych skrzynek nie słyszą. Dlaczego usłyszeli go Rosjanie? I to usłyszeli tak wyraźnie, że na owym głosie polskiego generała MAK zbudował zaprezentowaną światu teorię o pijanym polskim dowódcy sił powietrznych nieomal szepczącym pilotom do ucha: „lądujcie, bo jak nie, to awansów nie będzie"? Czy nie jest tak, że Rosjanie bardzo chcieli usłyszeć w kabinie głos polskiego generała, bo dzięki temu jakakolwiek dyskusja na temat ewentualnej winy strony rosyjskiej nie miała już sensu? (niezależnie od tego, czego kontrolerzy by nie zrobili, to gen. Błasik w kabinie i tak wywierałby presję). A jeśli Rosjanie rzeczywiście bardzo chcieli usłyszeć głos gen. Błasika – to może kontrolerzy na smoleńskim lotnisku jednak nie zachowywali się bezbłędnie (jak utrzymywał MAK)? I ostatnie pytanie – być może najważniejsze – jakie jeszcze ustalenia prowadzącej śledztwo strony rosyjskiej były „naciągane" w taki sposób, by winni znaleźli się tylko po jednej stronie?
Czy – w związku z ustaleniami biegłych z Krakowa – wszystkie dotychczasowe ustalenia dokonane w czasie śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej należałoby (jak chce tego PiS) wyrzucić do kosza? Nie – bo obraz sytuacji zasadniczo się nie zmienił. Główną przyczyną katastrofy jest wciąż niezrozumiała decyzja pilotów, by lecieć w dół na spotkanie nieznanego. Tyle tylko, że dziś nieco mniej jasne jest to, dlaczego to zrobili (wcześniej tłumaczono to głównie presją wywieraną przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego za pośrednictwem obecnego w kokpicie gen. Błasika). I dlaczego Rosjanie tak bardzo chcieli usłyszeć głos gen. Błasika w kokpicie Tu-154M? Na te pytania – w najbliższym czasie – powinniśmy spróbować odpowiedzieć.
Dlaczego Rosjanie chcieli usłyszeć w kokpicie głos gen. Błasika?
2012-01-16 15:39
Niemal dokładnie rok temu rosyjski MAK, przedstawiając
swoją wersję przebiegu wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku, niechlubnym bohaterem
lotu uczynił właśnie polskiego dowódcę Sił Powietrznych. Gen. Błasik, który miał
znajdować się pod wpływem alkoholu (0,6 promila we krwi), według rosyjskich
śledczych w kluczowych momentach stał za plecami pilotów, ba – odczytywał
nawet z wysokościomierza wysokość, na której Tu-154M się znajdował. Obecność
najwyższego przełożonego pilotów w kabinie w momencie, gdy ci rozpaczliwie
wypatrywali spowitej gęstą mgłą ziemi, miała oznaczać, że kpt. Arkadiusz
Protasiuk i mjr Robert Grzywna zostali poddani silnej presji. Któż bowiem nie
chciałby wykazać się przed szefem wszystkich szefów niezwykłymi umiejętnościami?
A z drugiej strony – kto chciałby doznać osobistej porażki na oczach tegoż
szefa? Wniosek z tego wszystkiego był jednoznaczny (i taki przekaz poszedł w
świat): pijany polski generał zmusił wiozących prezydenta Polski pilotów do lotu
w dół ku nieznanemu, co zakończyło się największą tragedią w historii powojennej
Polski. Teza o obecności gen. Błasika w kokpicie Tu-154M pojawiła się też w
raporcie komisji Jerzego Millera – choć w tym dokumencie wina polskiego
generała nie została wyeksponowana aż tak wyraźnie.
Dziś okazuje
się, że gen. Błasik mógł być w kokpicie – ale mogło go tam również nie
być: biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie głosu dowódcy sił
powietrznych na nagraniach z czarnych skrzynek nie słyszą. Dlaczego usłyszeli go
Rosjanie? I to usłyszeli tak wyraźnie, że na owym głosie polskiego generała MAK
zbudował zaprezentowaną światu teorię o pijanym polskim dowódcy sił powietrznych
nieomal szepczącym pilotom do ucha: „lądujcie, bo jak nie, to awansów nie
będzie"? Czy nie jest tak, że Rosjanie bardzo chcieli usłyszeć w kabinie
głos polskiego generała, bo dzięki temu jakakolwiek dyskusja na temat
ewentualnej winy strony rosyjskiej nie miała już sensu? (niezależnie od tego,
czego kontrolerzy by nie zrobili, to gen. Błasik w kabinie i tak wywierałby
presję). A jeśli Rosjanie rzeczywiście bardzo chcieli usłyszeć głos gen. Błasika
– to może kontrolerzy na smoleńskim lotnisku jednak nie zachowywali się
bezbłędnie (jak utrzymywał MAK)? I ostatnie pytanie – być może
najważniejsze – jakie jeszcze ustalenia prowadzącej śledztwo strony
rosyjskiej były „naciągane" w taki sposób, by winni znaleźli się
tylko po jednej stronie?
Czy – w związku z ustaleniami biegłych
z Krakowa – wszystkie dotychczasowe ustalenia dokonane w czasie śledztwa w
sprawie katastrofy smoleńskiej należałoby (jak chce tego PiS) wyrzucić do kosza?
Nie – bo obraz sytuacji zasadniczo się nie zmienił. Główną przyczyną
katastrofy jest wciąż niezrozumiała decyzja pilotów, by lecieć w dół na
spotkanie nieznanego. Tyle tylko, że dziś nieco mniej jasne jest to, dlaczego to
zrobili (wcześniej tłumaczono to głównie presją wywieraną przez prezydenta Lecha
Kaczyńskiego za pośrednictwem obecnego w kokpicie gen. Błasika). I dlaczego
Rosjanie tak bardzo chcieli usłyszeć głos gen. Błasika w kokpicie Tu-154M? Na te
pytania – w najbliższym czasie – powinniśmy spróbować
odpowiedzieć.