Flashbacki to w dzisiejszym kinie już codzienność - najprostszy sposób, by zachęcić widza do obejrzenia z pozoru nudnego obrazu. W "Musimy porozmawiać…" wykorzystano jednak ten zabieg w nietypowy sposób. Film przypomina mozaikę - teraźniejszość przeplata się z przeszłością, a przeszłość z teraźniejszością. Wspomnienia głównej bohaterki układają się w warstwy spontanicznych reminiscencji – bez słowa komentarza. Film angażuje odbiorcę, zmuszając go do poskładania całej tej plątaniny czasów i wydarzeń w sensowną całość.
REKLAMA
Dużą zaletą filmu jest sposób jego zmontowania. Nie znajdziemy tu statycznych kadrów - perspektywa zmienia się dynamicznie. Raz widzimy główną bohaterkę, a już za chwilę patrzymy na świat jej oczyma. Sceny są spowalniane, ujęcia rozmyte, a zbliżenia miast na twarzach bohaterów koncentrują się na najdrobniejszych szczegółach. Motywem przewodnim w tym obrazie jest kolor. Już w pierwszych scenach filmu widzimy krwistoczerwoną hiszpańską bitwę na pomidory (Tomatinę). Później z ekranu atakuje nas wylana czerwona farba, by na końcu pojawiła się krew. Czerwień jest zresztą jedyną nasyconą barwą w tym obrazie – jej motyw przewija się przez całym film. Kolor jest bodźcem, który przypomina bohaterce różne wydarzenia z jej życia, a jednocześnie prowadzi widza do rozwiązania całej historii.
Film tak naprawdę nie opowiada o Kevinie. Poznajemy natomiast losy jego matki Evy, niegdyś szczęśliwej podróżniczki i kobiety sukcesu, której – ta konstatacja nie wszystkim się spodoba - syn zrujnował życie ponieważ… się urodził. W momencie, gdy Kevin przychodzi na świat, dawna Eva bawiąca się na Tomatinie umiera. Jej miejsce zajmuje sfrustrowana, stłamszona i niesamowicie smutna kobieta, która nie waha się brutalnie powiedzieć małemu dziecku, że jest przyczyną jej nieszczęścia. Eva nie potrafi być szczęśliwa i skutecznie uniemożliwia to innym.
W zapowiedziach i zwiastunach Kevin kreowany jest na "demoniczną" postać. I rzeczywiście - Kevin jest socjopatą. Najważniejsze jest jednak to, co sprawiło, że chłopak stał się tym, kim jest. Okazuje się bowiem, że w jego zachowaniu nie ma nic szatańskiego czy nadprzyrodzonego – Kevin inny być po prostu nie mógł.
Choć „Musimy porozmawiać o Kevinie" nie jest obrazem łatwym, to jednak warto poświęcić mu czas. O Kevinie bowiem rozmawiać trzeba.
Musicie porozmawiać o Kevinie!
2012-01-16 16:44
Flashbacki to w dzisiejszym kinie już codzienność -
najprostszy sposób, by zachęcić widza do obejrzenia z pozoru nudnego obrazu. W
"Musimy porozmawiać…" wykorzystano jednak ten zabieg w nietypowy
sposób. Film przypomina mozaikę - teraźniejszość przeplata się z przeszłością, a
przeszłość z teraźniejszością. Wspomnienia głównej bohaterki układają się w
warstwy spontanicznych reminiscencji – bez słowa komentarza. Film angażuje
odbiorcę, zmuszając go do poskładania całej tej plątaniny czasów i wydarzeń w
sensowną całość.
Dużą zaletą filmu jest sposób jego zmontowania. Nie
znajdziemy tu statycznych kadrów - perspektywa zmienia się dynamicznie. Raz
widzimy główną bohaterkę, a już za chwilę patrzymy na świat jej oczyma. Sceny są
spowalniane, ujęcia rozmyte, a zbliżenia miast na twarzach bohaterów koncentrują
się na najdrobniejszych szczegółach. Motywem przewodnim w tym obrazie jest
kolor. Już w pierwszych scenach filmu widzimy krwistoczerwoną hiszpańską bitwę
na pomidory (Tomatinę). Później z ekranu atakuje nas wylana czerwona farba, by
na końcu pojawiła się krew. Czerwień jest zresztą jedyną nasyconą barwą w tym
obrazie – jej motyw przewija się przez całym film. Kolor jest bodźcem,
który przypomina bohaterce różne wydarzenia z jej życia, a jednocześnie prowadzi
widza do rozwiązania całej historii.
Film tak naprawdę nie opowiada o
Kevinie. Poznajemy natomiast losy jego matki Evy, niegdyś szczęśliwej
podróżniczki i kobiety sukcesu, której – ta konstatacja nie wszystkim się
spodoba - syn zrujnował życie ponieważ… się urodził. W momencie, gdy Kevin
przychodzi na świat, dawna Eva bawiąca się na Tomatinie umiera. Jej miejsce
zajmuje sfrustrowana, stłamszona i niesamowicie smutna kobieta, która nie waha
się brutalnie powiedzieć małemu dziecku, że jest przyczyną jej nieszczęścia. Eva
nie potrafi być szczęśliwa i skutecznie uniemożliwia to innym.
W
zapowiedziach i zwiastunach Kevin kreowany jest na "demoniczną"
postać. I rzeczywiście - Kevin jest socjopatą. Najważniejsze jest jednak to, co
sprawiło, że chłopak stał się tym, kim jest. Okazuje się bowiem, że w jego
zachowaniu nie ma nic szatańskiego czy nadprzyrodzonego – Kevin inny być
po prostu nie mógł.
Choć „Musimy porozmawiać o Kevinie" nie jest
obrazem łatwym, to jednak warto poświęcić mu czas. O Kevinie bowiem rozmawiać
trzeba.