Amerykańskie władze chcą uchwalić ustawy, które pod pozorem walki z piractwem dadzą im prawo inwigilowania internautów. Tak, tak - nas też. Internet jest przecież zjawiskiem globalnym - nie zna granic i narodowości.
Nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak cennym wynalazkiem jest internet. To jedyne "miejsce", które gwarantuje absolutną wolność słowa, a także absolutną wolność gospodarczą - tu każdy może powiedzieć, co chce, a także założyć własną stronę i oferować dowolne e-usługi bez niemal żadnych ograniczeń. To jedyne miejsce, w którym nie jesteśmy do niczego zmuszani. Nie chcesz portalu z "natrętnymi" reklamami? Zmieniasz portal. Nie chcesz udzielać się na forum, na którym powszechne jest stosowanie obelg? Zmieniasz forum. Wszystko robisz bezkosztowo, jednym kliknięciem. Zupełnie inaczej niż w "prawdziwym życiu", gdzie nawet zmiana operatora sieci komórkowej to strata czasu, pieniędzy i nerwów.
REKLAMA
Najpiękniejsze w internecie jest jednak to, że swoim istnieniem udowadnia on, iż obdarzenie człowieka wolnością nie jest równoznaczne z samowolą. Okazuje się, że ludzie są mimo wszystko rozsądni i potrafią sobie poradzić zdani wyłącznie na siebie. Owszem, Lem mówił, że dzięki internetowi przekonał się, ilu na świecie jest idiotów. Wielka szkoda jednak, że nie dostrzegł - również dzięki internetowi - ilu na świecie jest ludzi fascynujących i mądrych. I że w sieci - w sposób naturalny - tworzą się mechanizmy pozwalające odróżnić jednych od drugich. W efekcie idioci gromadzą się w swoim towarzystwie, mądrzy i interesujący - w swoim.
Internet ma swój ewoluujący porządek, dzięki któremu coraz lepiej zaspokaja nasze potrzeby. Tymczasem państwo może tę ewolucję tylko zaburzyć i zniszczyć, tak jak zaburzyło i zniszczyło kapitalizm, zamieniając go w niezdrową dla podatników symbiozę biurokracji z finansjerą. Czy jest więc ktoś kto obroni internet przez politykami?
Spośród e-gigantów tylko Jimmy Wales, szef Wikipedii, zdecydował się na radykalny protest przeciwko planom amerykańskiego Kongresu. Założyciel Facebooka, Mark Zuckerberg czy szefowie Googla - zwyczajnie stchórzyli. Nie chcieli ryzykować milionów, które dziennie przynoszą im ich serwisy. No, cóż - business is business. Postawa Walesa jest więc wyjątkowa, ale też wystarczy przeczytać wywiady z nim, by ją zrozumieć. Twórca Wikipedii od zawsze podkreślał, że inspiruje się myślą Ayn Rand, filozofki, dla której wolność i indywidualizm znaczą więcej niż wszystko inne.
Rand to autorka bestsellerowej książki "Atlas Zbuntowany". Jej główny bohater, John Galt, buntował się przeciwko politykom ingerującym w jego wolność, prywatność i własność. Namówił więc przedsiębiorców, by zastrajkowali i pozamykali swoje firmy. W książce niczym refren powtarza się niepokojące pytanie: "Kim jest John Galt?". Dziś powinniśmy pytać: "Kim jest Jimmy Wales?"
Kim jest Jimmy Wales?
2012-01-20 07:41
Amerykańskie władze chcą uchwalić ustawy, które pod
pozorem walki z piractwem dadzą im prawo inwigilowania internautów. Tak, tak -
nas też. Internet jest przecież zjawiskiem globalnym - nie zna granic i
narodowości.
Nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak cennym wynalazkiem
jest internet. To jedyne "miejsce", które gwarantuje absolutną wolność
słowa, a także absolutną wolność gospodarczą - tu każdy może powiedzieć, co
chce, a także założyć własną stronę i oferować dowolne e-usługi bez niemal
żadnych ograniczeń. To jedyne miejsce, w którym nie jesteśmy do niczego
zmuszani. Nie chcesz portalu z "natrętnymi" reklamami? Zmieniasz
portal. Nie chcesz udzielać się na forum, na którym powszechne jest stosowanie
obelg? Zmieniasz forum. Wszystko robisz bezkosztowo, jednym kliknięciem.
Zupełnie inaczej niż w "prawdziwym życiu", gdzie nawet zmiana
operatora sieci komórkowej to strata czasu, pieniędzy i nerwów.
Najpiękniejsze w internecie jest jednak to, że swoim istnieniem udowadnia on,
iż obdarzenie człowieka wolnością nie jest równoznaczne z samowolą. Okazuje się,
że ludzie są mimo wszystko rozsądni i potrafią sobie poradzić zdani wyłącznie na
siebie. Owszem, Lem mówił, że dzięki internetowi przekonał się, ilu na świecie
jest idiotów. Wielka szkoda jednak, że nie dostrzegł - również dzięki
internetowi - ilu na świecie jest ludzi fascynujących i mądrych. I że w sieci -
w sposób naturalny - tworzą się mechanizmy pozwalające odróżnić jednych od
drugich. W efekcie idioci gromadzą się w swoim towarzystwie, mądrzy i
interesujący - w swoim.
Internet ma swój ewoluujący porządek, dzięki
któremu coraz lepiej zaspokaja nasze potrzeby. Tymczasem państwo może tę
ewolucję tylko zaburzyć i zniszczyć, tak jak zaburzyło i zniszczyło kapitalizm,
zamieniając go w niezdrową dla podatników symbiozę biurokracji z finansjerą. Czy
jest więc ktoś kto obroni internet przez politykami?
Spośród
e-gigantów tylko Jimmy Wales, szef Wikipedii, zdecydował się na radykalny
protest przeciwko planom amerykańskiego Kongresu. Założyciel Facebooka, Mark
Zuckerberg czy szefowie Googla - zwyczajnie stchórzyli. Nie chcieli ryzykować
milionów, które dziennie przynoszą im ich serwisy. No, cóż - business is
business. Postawa Walesa jest więc wyjątkowa, ale też wystarczy przeczytać
wywiady z nim, by ją zrozumieć. Twórca Wikipedii od zawsze podkreślał, że
inspiruje się myślą Ayn Rand, filozofki, dla której wolność i indywidualizm
znaczą więcej niż wszystko inne.
Rand to autorka bestsellerowej książki
"Atlas Zbuntowany". Jej główny bohater, John Galt, buntował się
przeciwko politykom ingerującym w jego wolność, prywatność i własność. Namówił
więc przedsiębiorców, by zastrajkowali i pozamykali swoje firmy. W książce
niczym refren powtarza się niepokojące pytanie: "Kim jest John Galt?".
Dziś powinniśmy pytać: "Kim jest Jimmy Wales?"