Dwa dni po tej wypowiedzi rzecznik rządu oświadczył, że starał
się przedstawić pewną "chronologię obciążania serwerów rządowych, głównie ministerstwa kultury i KPRM". - Początkowo to rzeczywiście wzięło się stąd,
że
ponieważ ta dyskusja o ACTA wybuchła na forach społecznościowych, to
głównie w ministerstwie kultury i w KPRM ludzie poszukiwali
jakichkolwiek informacji na ten temat - podkreślił. - Potem
dołączył się do tego protest społeczności internetowej polegający na
wysyłaniu maili i zapytań. Potem - i mówiłem o tym bardzo wyraźnie -
dokonano ataku przy pomocy
oprogramowania, które służy do generowania ruchu w sieci i tysięcy
zapytań w ciągu sekundy. Użyłem porównania jednego z blogerów, że
wygląda to tak, jakby do pokojowego marszu
przyłączyli się chuligani. Natomiast z takimi prawdziwymi atakami
hakerskimi mieliśmy do czynienia wczoraj przy okazji strony Prezesa Rady
Ministrów i MON - tłumaczył
Graś.
REKLAMA
Rzecznik rządu przyznał, że być może rzeczywiście jego sformułowanie z 22 stycznia "było zbyt
skrótowe, bo chodziło nie o ataki czysto hakerskie, tylko te wykonane
przy użyciu specjalnego
oprogramowania, które jest dostępne w internecie". - Jeśli to było mało
zręczne, to przepraszam, poprawię się - zapewnił rzecznik rządu.
arb, PAP