"Jest oczywiste, że dopóki w UE nie rozumieją, co i jak dzieje
się
w świecie, u sąsiadów i w niej samej, dopóki jej mechanizmy są
zdezorganizowane i nie jest ona w stanie podejmować odpowiednich
działań, o żadnej poważnej współpracy Białorusi z
UE nie warto mówić" - napisał w dzienniku kierownik katedry stosunków
międzynarodowych w Akademii Zarządzania przy Prezydencie Republiki
Białoruś, Siarhiej Kizima. Dodał, że
wobec obecnego paraliżu politycznego i gospodarczego w UE jej niestanne
postulaty w ramach Partnerstwa Wschodniego, "by robić wszystko tak, jak w
UE, wywołują śmiech".
Do
najpoważniejszych błędów UE Kizima zaliczył nieodpowiedni stosunek do
przyjaciół. Podał przykład Ukrainy, która mimo poważnych problemów nie
otrzymała od Unii "żadnych inwestycji,
pomocy przy modernizacji systemu transportu gazu i energii czy uzyskaniu
alternatywnych źródeł energii, zniesienia wiz czy grafiku wstąpienia do
UE". Według niego pierwsze
gesty pod adresem Kijowa wykonano dopiero wtedy, gdy Ukraina zaczęła po
zwycięstwie Wiktora Janukowycza w wyborach prezydenckich odbudowywać
dobre stosunki z Rosją. "Zgubność
bezwarunkowej przyjaźni z UE bez oparcia w innych krajach jest teraz
oczywista również dla innych państw regionu" - napisał Kizima.
REKLAMA
Za kolejny błąd uznał niezrozumienie
sytuacji u sąsiadów i postrzeganie jej przez pryzmat ideologii. "Przez
cały 2011 r. UE organizowała imprezy, na których zachodni prelegenci
wieszczyli krach gospodarki Białorusi,
masowe rozruchy na tym tle oraz konieczność zapanowania nad sytuacją
przy pomocy wojsk NATO" - ocenił. Tymczasem Białoruś - według niego - weszła w 2012 r. z nowymi
możliwościami finansowymi, ze wzrostem rezerw walutowych o 4 mld dol.
dzięki m.in. sprzedaży Gazpromowi białoruskiego operatora gazociągów
Biełtransgaz oraz kredytom z rosyjskiego
Sbierbanku i z Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej.
"Za 87 mln euro przyznanych opozycji na rewolucję zdołała ona
jedynie poklaskać na ulicach kilku miast, co wygląda na
bezczelne nabijanie się z UE" - napisał Kizima. "Nieadekwatność sposobu
gromadzenia informacji o Białorusi i podejmowanych przez struktury UE
działań antybiałoruskich jest
oczywista" - ocenił. Wsparcie sumą 87 mln euro białoruskiego
społeczeństwa obywatelskiego zadeklarowano na międzynarodowej
konferencji w Warszawie w lutym 2011 r.
Inne problemy
w stosunkach UE ze wschodnimi sąsiadami wynikają, zdaniem Kizimy, ze
sposobu funkcjonowania Unii. Politolog z Akademii Zarządzania przy
prezydencie porównał model unijny, w którym
"polityczne kierownictwo UE znajduje się pod kontrolą środowisk
biznesowych", z chińskim, gdzie "ponadnarodowe korporacje są
kontrolowane i kierowane przez kierownictwo polityczne
kraju". "Dlatego ChRL bez trudu wygrywa wyścig z USA i UE o przywództwo w
globalnym świecie (...). Na tle skutecznie scentralizowanej ChRL Unia
Europejska najbardziej
przypomina Rzeczpospolitą XVIII wieku. A los Rzeczpospolitej wszystkim
jest znany" - napisał Kizima.
Nie bez znaczenia jest też według niego to, że "nikt z partnerów
Unii
Europejskiej nie potrafi zrozumieć, z kim się umawiać, żeby skutecznie
rozwiązać takie czy inne problemy". "Klasycznym przykładem" może być
według komentatora obietnica 9 mln dol.
dla Białorusi na reformy, która padła na szczycie Partnerstwa
Wschodniego we wrześniu w Polsce. "Obietnica Donalda Tuska w imieniu UE nie może zainteresować nikogo na
Białorusi, po premier Polski nie jest upoważniony do składania takich deklaracji w imieniu całej Unii" - uznał Kizima.
"Białorusi zależy na zagranicznych inwestycjach w sferze
wysokich technologii po to, by rozwijać eksport i zwiększać poziom
życia. A to, jak dotąd, były w stanie zaproponować tylko Rosja i Chiny. W
sytuacji, gdy ani przyjaźń, ani
wrogość z UE nie pociągają za sobą ani napływu, ani odpływu inwestycji z
państwa-partnera UE, co pokazało doświadczenie Ukrainy, orientacja
Białorusi na integrację euroazjatycką z
Rosją i Kazachstanem wydaje się absolutnie logiczna" - ocenił politolog.
pap