Organizatorem spotkania była frakcja Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR), europoseł Marek
Migalski z PJN oraz portal Nowa Politologia. Migalski mówił, że nad Węgrami w Parlamencie Europejskim odbył
się lincz. - To co się dzieje wokół Węgier, jest czymś więcej niż tylko
przypadkiem węgierskim -
podkreślił.
REKLAMA
W połowie stycznia odbyła się w PE dyskusja w związku z
wprowadzanymi w tym kraju kontrowersyjnymi reformami. Szef KE Jose
Barroso apelował w jej trakcie o ochronę
demokracji na Węgrzech. Migalski porównywał podejście polityków europejskich do Węgier i
rzekome zagrożenie demokracji w tym kraju, do zmiany pod naciskiem
rynków premierów w
Grecji i we Włoszech, a także do powtórzenia nieudanego referendum w sprawie
Traktatu Lizbońskiego w Irlandii.
"Krytykują, bo stracili przywileje"
Z kolei starszy
analityk w Węgierskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, profesor
budapeszteńskiego College of Communication and Business dr Csaba Toro
zwracał uwagę, że w ciągu półtora roku nowych
rządów na Węgrzech przyjęto ponad 300 ustaw. Tłumaczył jednak, że takie
tempo wynikało z braku czasu na dalsze wahanie się, ponieważ kraj
potrzebował szybkich zmian. W jego
ocenie rząd Viktora Orbana miał świadomość, że będzie naruszał wiele
interesów politycznych i gospodarczych. Toro uważa, że dogłębna zmiana
systemu, rewizja polityki społecznej i
gospodarczej została odebrana jako zagrożenie. Według niego węgierski rząd jest krytykowany za to, że zniósł przywileje wielu, zwłaszcza zagranicznym, podmiotom i dostosował
politykę gospodarczą do interesów swojego kraju. Analityk wyraził również opinię, że jego kraj atakowany w obawie przed tym, że naruszające interesy pewnych grup społecznych, zmiany
zostaną wprowadzone również w innych państwach europejskich.
Prof. Adrienne Kormendy z Uniwersytetu Warszawskiego podkreślała z kolei, że gdy w 2010 r. Orban po wygranych wyborach
parlamentarnych tworzył rząd, stało przed nim zadanie wyprowadzenia kraju z głębokiego kryzysu gospodarczego. Dodała, że nowy gabinet stwierdził, że wychodzenie z kryzysu
powinno się odbyć poprzez reformy strukturalne. W jej ocenie, to do
czego dochodzi na Węgrzech można nazwać zmianą systemu. Celem reform -
mówiła - jest to, by Węgry stały się
nowoczesnym, dobrze funkcjonującym i rozwiniętym krajem europejskim. - Problemem dla Europy nie są tylko te zmiany, ale to, że Viktor Orban swoimi poglądami może zarażać inne
kraje europejskie - podsumowała Kormendy.
"UE nie ma prawa pouczać Orbana"
Europoseł Konrad Szymański z PiS ocenił natomiast, że w sensie gospodarczym nie można mówić o sukcesie reform węgierskich, jednak - jego
zdaniem - Bruksela ze swoją bezradnością wobec kryzysu nie powinna pouczać Węgier, jak kraj ten ma się reformować. Dodał, że w myśleniu polityków zachodniej Europy
standardem jest, że kraje, które niedawno wstąpiły do UE powinny
implementować rozwiązania "starych" członków Wspólnoty.
W czasie rządów partii Fidesz Viktora Orbana na Węgrzech
wprowadzono nową konstytucję, przyjęto ponad 300 nowych aktów prawnych
oraz przeprowadzono m.in. reformy administracji publicznej, sądownictwa,
systemu zdrowia i edukacji.
Kontrowersje wzbudza m.in. ustawa o banku centralnym (MNB), która
odbiera jego szefowi prawo wyboru zastępców oraz zwiększa liczbę
członków Rady Monetarnej.
PAP, arb