Ojciec sześciomiesięcznej Madzi relacjonuje twierdzi, że w dniu tragedii rozstał się z żoną pięć minut po wyjściu z domu. On pojechał do rodziców, a jego żona poszła pieszo do swojej matki. Wtedy, jak twierdzi, miała wrócić do domu po pieluchy. - Weszła na górę i widocznie wtedy musiało się to stać - mówi o tym, kiedy mogło dojść do tragedii.
REKLAMA
Bartłomiej Waśniewski twierdzi, że kiedy znosili z żoną wózek, Magda jeszcze żyła. - Sąsiedzi nas widzieli. Nie wiem, skąd te domniemania, że mieliśmy z tym coś wspólnego – podkreśla. Ojciec Magdy nie potrafił powiedzieć czy wierzy, że śmierć córki to nieszczęśliwy wypadek. - Ciężko teraz powiedzieć, w co się wierzy. Przez tyle dni żyliśmy z rodziną w kłamstwie - i to takim bardzo perfidnym – podkreśla.
24 stycznia matka Madzi, Katarzyna W. zawiadomiła policję o porwaniu córki. Utrzymywała, że została napadnięta w parku. 2 lutego detektyw Krzysztof Rutkowski nagrał rozmowę z Katarzyną W. w której przyznaje się, że dziecka nie porwano. Matka twierdzi, że dziewczynka zginęła wskutek nieszczęśliwego wypadku. Policja aresztowała Katarzynę W. pod zarzutem nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka.
ja, RMF FM