"Redukcja stanowisk pracy jest ściśle
związana z restrukturyzacją organizacji instytucji i usług, która jest
prowadzona przez wszystkie ministerstwa" - poinformował w specjalnym
komunikacie minister ds. reformy
administracyjnej Dimitris Repas. 15 tys. miejsc pracy to zaledwie część ze 150 tys. stanowisk,
które Grecja powinna zlikwidować w sektorze publicznym do 2015 roku - odnotowuje
EFE. Według danych ministerstwa ds. reformy administracyjnej, pod
koniec 2011 roku w sektorze tym w Grecji pracowało ponad 714 tys. osób.
Repas informując o redukcjach podkreślił, że jest
przeciwnikiem "masowych zwolnień" i że reforma sektora publicznego musi
zostać przeprowadzona w taki sposób, by redukcje zatrudnienia nie
utrudniły funkcjonowania państwa. Analitycy podkreślają, że te niepopularne posunięcia w kraju
gnębionym przez głęboką recesję mogą doprowadzić do przedterminowych
wyborów już w kwietniu. Związki
zawodowe i stowarzyszenia pracodawców ostrzegły, że cięcia płac w
sektorze prywatnym tylko pogłębią recesję. Na 7 lutego związkowcy zapowiedzieli
kolejne strajki. Wcześniej ogłoszono w Atenach, że spotkanie trzech partii
koalicyjnych w sprawie posunięć oszczędnościowych zostało przesunięte z 6 na 7 lutego.
REKLAMA
Grecja znajduje się
pod presją czasu: Ateny muszą szybko zawrzeć porozumienie z
pożyczkodawcami, gdyż 20 marca zapada termin wykupu greckich obligacji
wartych 14,5 mld euro. Wśród kolejnych reform
strukturalnych, których domagają się eksperci UE, MFW i EBC, jest m.in.
obniżenie płacy minimalnej w sektorze prywatnym
nawet o 20 proc.
PAP, arb