Koch wyjaśnia, że Putin "będzie musiał przeprowadzić niepopularne
reformy, przede wszystkim - emerytalną, a niegdysiejszego kredytu
zaufania od narodu nie ma". W ocenie byłego wicepremiera, spadek popularności obecnego szefa rządu
będzie postępować. "Do końca roku straci resztki pozyskanego elektoratu.
Zostanie tylko z twardym, wynoszącym 25-30 proc." - prognozuje Koch.
REKLAMA
Czytaj więcej na Wprost.pl:
Putin: mogę rozmawiać z ludźmi na dowolny temat
"Przez cały przyszły rok będzie narastać fala nienawiści do niego
osobiście. Jego realne grzechy zostaną wymieszane ze zmyślonymi. I
pogłoskami. Po tym wszystkim najbardziej pragmatyczna część jego
stronników zacznie szukać porozumienia z opozycją. I uciekać od Putina.
Przewiduję, że jako pierwsi odejdą od niego sędziowie i dziennikarze" -
konstatuje Koch.
"Zaczną się żywiołowe procesy nad jego skorumpowanymi kompanami,
zainicjowane przez konkurentów. Kompani pobiegną do opozycji z kasą.
Opozycja materialnie okrzepnie. Zacznie kupować czas antenowy. Do końca
2013 roku krytyka Putina stanie się powszechna, a konsens narodowy
sprowadzi się do tezy, że »Putin, to złodziej«" - dodaje.
"Powieszą na nim wszystkie psy"
Według byłego ministra prywatyzacji, "powieszą na Putinie wszystkie psy - od
wysadzenia w powietrze domów w 1999 roku po wielomiliardowe przekręty".
"Oponowanie temu wszystkiemu będzie nieprzyzwoite. Przy czym, jak zawsze
w Rosji, jego najostrzejszymi krytykami będą ci, którzy dzisiaj z pianą
na ustach go popierają" - wskazuje.
W opinii Kocha, "Putina czekają dwa lata ciężkich rozczarowań". "Choć
formalnie będzie nadal legalnym prezydentem, to faktycznie nie będzie
miał władzy, gdyż jego poleceń, nawet tych najsensowniejszych i mających
ustabilizować sytuację, już nikt nie będzie wykonywać - wszyscy będą
się bać krzyków opozycji, jednakowo niezadowolonej z tego, co rozsądne i
nierozsądne" - zauważa.
"Nikt nie zechce za Putina umierać"
"Władza federalna będzie zdyskredytowana. Widok starzejącego się,
bezradnego prezydenta zacznie dominować nad całą sytuacją" - dodaje
ekswicepremier. Prognozuje on, że wówczas Putin "zdecyduje się na przesilenie, jak
komuniści w sierpniu 1991 roku, i chcąc nie chcąc sprowokuje krótki, ale
ostry konflikt". "Krótki dlatego, że do tego czasu już nie będzie miał
żadnej bazy społecznej i nikt nie zechce za niego umierać. Co będzie
dalej, nietrudno przewidzieć. Albo będziemy mieli pokojowy scenariusz
(patrz - ustąpienie Michaiła Gorbaczowa), albo siłowy (patrz - Muammar
Kaddafi rozerwany na strzępy przez tłum)" - pisze Koch.
Zaznacza on, że "w pokojowy scenariusz za bardzo nie wierzy, gdyż w
1991 roku taki wariant był możliwy dzięki unikatowym cechom Gorbaczowa,
który nie próbował za wszelką cenę pozostać u władzy i nie kradł". "W
danym przypadku mamy jego absolutne przeciwieństwo" - konstatuje.
"Putin nie zostawił żadnego wyboru"
"Z przyjemnością posłuchałbym pozytywniejszego scenariusza, nie
niosącego ryzyka rozpadu kraju. Wszelako wygląda na to, że Putin nie
zostawił żadnego wyboru. Ani sobie, ani krajowi. Alternatywą mogłaby być
odbudowa popularności Putina z obecnych, dość hipotetycznych 45 proc.
do co najmniej 60 proc., ale coś takiego w światowej praktyce jeszcze
się nie zdarzyło. Jest jeszcze represyjny wariant a la Stalin - z
aresztowaniami i egzekucjami. W tym wypadku napotka obstrukcję ze strony
społeczności światowej (przede wszystkim - aresztowanie kont), a na to
pójść nie może, bo kompani poderżną mu gardło" - wskazuje b. szef
resortu prywatyzacji.
"Smutno i ciężko to konstatować. Wygląda jednak na to, że w
najbliższych dwóch latach będziemy musieli przez to wszystko przejść.
Gdyby odszedł dzisiaj, to mógłby przejść do historii jako bohater
narodowy. A tak sam za sobą pali mosty" - zauważa. "Zaiste, jeśli Pan Bóg chce ukarać człowieka, to odbiera mu rozum..." - konkluduje Koch.
Kim jest Koch?
50-letni Koch był wicepremierem i ministrem prywatyzacji w rządzie
Wiktora Czernomyrdina w latach 1996-97. Wcześniej, przez prawie sześć
lat, był wiceszefem resortu prywatyzacji. W latach 1990-93 pracował w
zarządzie Petersburga. Po odejściu z rządu kierował holdingiem medialnym Gazpromu, w którego
skład wchodzi telewizja NTV i radio Echo Moskwy. Później reprezentował
obwód leningradzki w Radzie Federacji, izbie wyższej parlamentu Rosji. Jest przewodniczącym rady redakcyjnej magazynu dla mężczyzn
"Miedwied", wydawanego przez oficynę FMG, która należy do
zaprzyjaźnionego z Kremlem oligarchy Olega Deripaski.
zew, PAP