Minęło kilkanaście miesięcy i okazało się, że bycie pełnoprawnym członkiem UE nie jest dane nikomu na zawsze. Niemcy doszli bowiem do wniosku, że długi ciążące na nich, za rozpętanie II wojny światowej zostały już spłacone - w związku z czym polityczny idealizm mogą zastąpić powrotem do starej, dobrej realpolitik. A realpolitik to już nie jest zabawa w dobrego wujka Helmutha znad Renu, który zawsze ma kieszenie pełne euro i chętnie sfinansuje swojemu biednemu, greckiemu kuzynowi zabawę na koszt niemieckiego podatnika. Niemcy owszem, nie mają zamiaru zatapiać Grecji - ale ocalenie Hellady ma swoją cenę. Ceną tą ma być przejęcie przez Berlin (z Paryżem - jako listkiem figowym świadczącym o tym, że to nie żaden niemiecki imperializm, tylko europejski realizm - na doczepkę) kontroli nad greckimi finansami. Tak, tak - Niemcy i Francja zaproponowali właśnie Grekom zamianę ich ojczyzny w unijną kolonię. Miałoby to wyglądać tak - Grecy zaciskają pasa i odkładają pieniądze na koncie, do którego... nie mają dostępu. Dostęp do konta mają natomiast (jakżeby inaczej) Niemcy i Francuzi, którzy następnie rozdysponowują greckie pieniądze między swoje banki, będące posiadaczami greckich obligacji. O suwerenności Grecji nie może być w takim wypadku mowy - no ale cóż, UE (czytaj Niemcy) płaci za greckie długi, UE (czytaj Niemcy) wymaga. I niech się Grecy cieszą, że Niemcy nie żądają od nich przemianowania Aten na Merkelburg... A jak coś się Grekom nie podoba, to mogą sobie bankrutować suwerennie poza strefą euro. Bo Unia to już nie jest projekt marzycieli i idealistów śniących o nowym wspaniałym świecie - to narzędzie do realizowania interesów silnych kosztem słabych. Wiele musiało się zmienić, aby wszystko zostało po staremu.
A jaka z tego wszystkiego płynie nauka dla Polski? Ano taka, że zamiast oglądać się na 300 miliardów złotych z UE i liczyć na wartki strumień euro z Brukseli, który uczyni Rzeczpospolitą krainą mlekiem i miodem płynącą, powinniśmy dbać o to, by Polska - jeśli nie może być wśród silnych - nie znalazła się przynajmniej wśród słabych. Bo jeśli nie weźmiemy się za naprawę finansów publicznych, nie zastopujemy licznika długu Balcerowicza i nie zracjonalizujemy wydatków budżetowych - to za kilka lat to nam Niemcy i Francja mogą złożyć propozycję nie do odrzucenia. I nikt nie będzie brał wówczas pod uwagę tego, że Wałęsa, Solidarność, Jan Paweł II i że "za wolność waszą i naszą". Już dziś powinniśmy się więc martwić o to, by w przyszłości dysponować nieco trwalszym kapitałem niż garść pięknych wspomnień. Grecji fakt, iż jest kolebką europejskiej cywilizacji, nie pomógł. Sorry Winnetou (czy może raczej - sorry Papademos) - business is business.
O "duszeniu" Grecji czytaj na Wprost.pl:
Merkel: nie wypchnę Grecji ze strefy euro
"UE poniża Ateny, bo chce, aby Grecja wystąpiła ze strefy euro"